IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Studio nagraniowe #5

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Król Gry
Admin
avatar



PisanieTemat: Studio nagraniowe #5   Sob Kwi 16, 2016 9:20 pm

Oprócz dużych studiów nagraniowych, są także te mniejsze. Może nie pomieszczą więcej niż kilka osób, ale to wcale nie czyni ich w żaden sposób gorszymi, nieprawdaż? Są mniej przestronne i przystosowane dla prowadzenia lekcji, ale za to idealne do nagrań i pracy w mniejszych grupach. Kilka krzeseł przyniesionych z pobliskiej sali czy nawet podłoga mogą sprawdzić się jako miejsce do pracy, a sprzęt w niczym nie ustępuje temu z innych tego typu pomieszczeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hwang Mingyu

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t311-hwang-mingyu#531 http://trainee.forumpolish.com/t327-gyu#567 http://trainee.forumpolish.com/t328-mingyu#568
Wiek : 21
Wzrost i waga : 184 / 58
Orientacja : Biseksualny

PisanieTemat: Re: Studio nagraniowe #5   Wto Maj 31, 2016 9:33 pm

To nie miało tak wyglądać. W żadnym wypadku.
Bo przecież jego zadanie było proste. Dorosnąć, w międzyczasie otrzymać stosowne wykształcenie i zostać nauczycielem, tak jak chcieli tego jego rodzice. Ale nie, on musiał sobie wybrać zupełnie inną ścieżkę życia, zawodząc kolejno wszystkie osoby, które w pewien sposób były dla niego ważne.
Najpierw odpadli rodzice - zapytany o nich, Mingyu nadal będzie twierdził, że po prostu się nim nie zajmowali, że mieli go w dupie, liczyło się tylko ich własne samopoczucie i niepokorny syn został zepchnięty na dalszy plan. A może oni próbowali mu pomóc? Wyciągali do niego rękę, którą on, w swej nastoletniej złości cały czas odrzucał? Może próbowali go dostosować, powiedzieć "tak wygląda prawdziwy świat", ale on wolał żyć swoimi marzeniami, w utopii, która nigdy nie dojdzie do skutku? Wolał marnować najpiękniejsze lata swojego życia, te, które miały być wypełnione beztroską i dobrą zabawą na bójki i późniejszy płacz z bólu w poduszkę, żeby tylko 'starzy' tego nie usłyszeli, bo przecież znów mogą się zainteresować, ale to nie był ten typ uwagi, jakiej chciał.
Później doszła do tego babcia. Tym razem nie stracił jej przez swoją głupotę, wręcz przeciwnie, to była pierwsza osoba, na jakiej mu bardzo zależało i z którą sam postanowił budować relacje. I starał się jak mógł, w końcu, kiedy odchodziła stwierdził, że chyba jednak nie ma sensu, skoro ta, która według niego kochała go najbardziej i tak go opuściła.
Teraz na szali zostali postawieni kolektywnie Noel, Sunhwa i Ming. Z Mingiem zawsze miał najsłabsze relacje z tej trójki, jakoś nigdy nie potrafił zaufać mu na tyle, by się zwierzyć. Czy bał się? Pewnie tak, bo wbrew pozorom, wbrew ich igraszkom słownym, wszystko go bolało, nie miał po dłuższej wymianie zdań nawet siły na niego patrzeć. Z Sunhwą było nieco lepiej, bo jemu mógł się zwierzyć. Nadal był nierozumiany, ale chociaż ktoś go wysłuchał i wiedział, że przez to, iż Ryu był jedną z najbardziej skrytych osób, ocenę zostawiał samemu sobie. Ale i tak nie był idiotą, żeby wiedzieć, jaki ma image, nawet u swojego najlepszego przyjaciela. Noel był pozornie zupełnie inną bajką. Czymś, do czego trzeba było przywyknąć, początkowo układem, który każdemu się podobał, ale z czasem zaczął męczyć. Bo było ich za mało. Co prawda ich relacja była wyżyną poświęceń, jakie Mingyu mógł robić dla drugiego człowieka, niekończącym się festiwalem otwierania nowych drzwi, pokazywania tego, czego nikt inny nie widział, a ty miałeś już ochotę okrzyknąć się najgorszym stworzeniem na ziemi, bo nikt nie widział, co kryjesz pod maską roztrzepanego, wesołego dzieciaka.
Lecz było coś, co go koiło, koiła go praca. Był chyba naprawdę typowym przykładem człowieka z problemami, który zarzucał się taką ilością roboty, żeby nie móc myśleć o niczym innym. Dzisiaj też miał taki zamiar, w końcu musiał jeszcze nagrać cover na lekcję śpiewu. Miał nad śpiewem pracować, pracować tak bardzo, że zedrze sobie w końcu struny głosowe. Jak tancerz, który tańczy nawet ze złamaniem otwartym, zagryzając łzy. Tak on śpiewał przez ściśnięte gardło, z oczami wyglądającymi jak szklanki. Już trzy razy powtarzał ten sam part w piosence, który nie mógł brzmieć tak rozchwianie, oglądał siebie w obiektywie kamery i wiedział, że wygląda tak, jakby ktoś go do tego zmuszał. Jakby zależało od tego jego życie i śmierć. Faktycznie, tak było. Bo zmuszał się sam i miał poczucie, ze właśnie od tego, jak mu wyjdzie, zależy jego dalsza kariera. Przecież postawił na te jedno marzenie wszystko i wszystkich, których miał. I nie mógł ich stracić, znów zostać sam.
Niewiarygodnie spokojnie, jak na swój stan emocjonalny, zdjął słuchawki i wyszedł z budki nagraniowej. Opadł ciężko na krzesło, a gdy nachylił się nad konsoletą, by puścić głośniej "Space Oddity", stracił resztki swojego opanowania. Odwrócił się tylko do tyłu, by sprawdzić, czy klucz rzeczywiście jest w drzwiach, gdzie pamiętał, że go zostawił. Zresztą, przytłumiony w bluzę płaczliwy pisk i tak brzmiał pięknie, przy dźwiękach przyciszonego głosu Bowiego. Wolną, drżącą dłonią chwycił swój telefon i nawet nie widząc za dobrze, co robi, wysłał smsa do Noela. Przecież on był jedynym ratunkiem. Jakikolwiek Mingyu by nie był, ufał mu bezgranicznie, nawet, jeżeli tego nie pokazywał. Chciał napisać jeszcze więcej, coś wyjaśnić, ale zimne dłonie nawet nie trafiały w klawisze. Półprzytomnie już kliknął na przycisk "wyślij", czekając, aż usłyszy znajome kroki. Albo po prostu poczuje woń jego perfum. Wiedział, że jest zajęty. Ale miał cień nadziei, że uda mu się chociaż zerwać. Na moment. Nawet pięć minut by mu pomogły.

_________________

Hwang Mingyu


Lekkomyślność śpi ze mną, płocha weselnica,
Sakwę, gdziem mądrość chował, przedarła psotnica...
W drodze szczęśliwiem zgubił swą mądrość znużoną.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baek Noel

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t262-baek-noel#391 http://trainee.forumpolish.com/t388-amerykanski-dupek#845
Wiek : 32
Wzrost i waga : 188 cm 79kg
Orientacja : Biseksualny

PisanieTemat: Re: Studio nagraniowe #5   Sob Cze 04, 2016 7:10 pm

Po raz pierwszy od dłuższego czasu, czuł, że jego życie wraca na właściwe tory. Ponownie odnalazł równowagę w codziennej bieganinie, złapał swój rytm, nauczył się na nowo nad nim panować. Naprawdę miał małą obsesję na punkcie kontroli, i kiedy ta wymykała mu się z rak, nie potrafił do końca sobie z tym poradzić. Teraz było jednak inaczej. Pozbierał się, choć wcześniej nie zdawał sobie sprawy z tego, w jakiej rozsypce był. Kilka rzeczy nałożyło się na niego sprawiając, ze jego idealne życie stało się skazą na większym planie. Przynajmniej on to tak postrzegał. Wbrew sobie musiał tez przyznać, że Ri pomogła mu w całym procesie samoleczenia. Pewnie nawet o tym nie wiedziała i zapewne też się o tym bezpośrednio od niego nie dowie. Jego siostra pojawiła się w odpowiednim momencie zajmując jego myśli w znacznym stopniu. Cały proces jej adaptacji do życia w Korei, jej nowa rola jako jego managera, opieka nad nią, troska, to wszystko pochłonęło go do reszty przypominając mu jeszcze o czasie w Stanach. Tęsknił za nią i póki nie zobaczył jej na płycie lotniska nie zdawał sobie z tego sprawy.
Jej przybycie miało jeszcze jeden aspekt. Zapełniło pewną pustkę która zaczęła się w nim pojawiać. Mianowicie powoli zaczęła zapełniać miejsce, które należało do Hwang Mingyu. Ten chłopak wciąż był dla niego ważny, to nie podlegały dyskusji, ale coś się zmieniło. Oddalili się od siebie chyba w każdym możliwym aspekcie i Noel już sam nie wiedział jak ma się do tego odnieść. Gyu był dla niego kimś, dla kogo mógł zaryzykować dosłownie wszystko – siebie, swoją pozycję, dobre imię, cokolwiek. Nie był pewny kiedy zaczęli się od siebie oddalać. Czy to było po pamiętnym, grudniowym wieczorze? A może później, kiedy młodszy na dobre zaczął przygotowywać się do debiutu, a może właśnie do Baek zaczął się odcinać, nie miał pojęcia. Nie zmieniało to jednak faktu, że dotarli do tego właśnie punktu, w którym model miał spory mętlik w głowie. Sam również poświęcił się pracy chociażby po to by nie myśleć. To zawsze działało i co śmieszniejsze zwykle to właśnie prowadziło do ostatecznej śmierci jego związków. Powinien więc chyba wyciągnąć z tego odpowiednią lekcję, a mimo to wciąż powtarzał utarty schemat.
Dźwięk smsa wyrwał go z zamyślenia nad stosem papierów. Nie spodziewał się by ktoś miał akurat w tym momencie miał do niego jakąś sprawę. Z dozą zainteresowania podniósł telefon spoglądając na wyświetlacz. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się nazwę kontaktu zastanawiając się, czy powinien w ogóle odczytać wiadomość. Nie chciał kolejnego spotkania o niczym, w czasie którego obaj grali swoje role, role w których wszystko było w porządku, ale które zostawiały po sobie duży niedosyt. Naprawdę jak mogli doprowadzić do czegoś takiego? Kiedy to się stało? Westchnął cicho po czym przesunął palcem odblokowując wiadomość. Z każdym słowem jego brew unosiła się w konsternacji. Mingyu zawsze miał skłonność do bycia nieco przerysowanym, tyle że tym razem zdawało się, że chodzi o coś więcej. Naprawdę było aż tak źle? Czy naprawdę dotarł do takiego momentu, w którym tylko on mógł mu pomóc? On a nie reszta jego zespołu? Kolejne westchniecie w czasie którego smukłe palce Noela zniknęły wśród ciemnych kosmyków. Nie ważny jaki był powód tego załamania, nie potrafił go tak zostawić. Część jego stawiała silny opór przypominając mu, jak głupio się zachowuje, druga zaś, ta bardziej moralna potwierdzała, że nie ważne co on myśli, Hwang go teraz potrzebuje.
Poskładał papiery odkładając je na swoje miejsce. Zajmie się tym później, albo w ogóle jutro bo coś mu mówiło, że prawdopodobnie spędzi wieczór ze szklanką Burbona zastanawiając się nad tym co jest z nim nie tak. Nie kłopotał się z odpisywaniem, to przecież nie miało sensu, skoro faktycznie zamierzał spełnić jego prośbę. Zszedł z lekkim ociąganiem te kilka pięter z rozmysłem wybierając schody. Chciał dać sobie jeszcze chwile na przemyślenia, choć jak dla niego i tak za szybko zjawił się przed drzwiami studia. –Będę tego żałował – mruknął do siebie po czym mocniej zapukał do drzwi. – Wchodzę – powiedział głośniej mając nadzieję, że Gyu go usłyszy po czym nacisnął klamkę wchodząc do środka. Od razu go zauważył. Zapłakanego, skulonego na krześle, wydającego się jeszcze młodszym niż był. Twarz Noela nie wyrażała zbyt wielu emocji kiedy zamykał za sobą drzwi od razy przekręcają klucz w zamku. Zdecydowanie nie chciał by ktoś im teraz przeszkodził. Spokojnie podszedł do chłopaka i po prostu objął wsuwając dłoń w jego ciemne kosmyki. – No już, jestem tutaj – powiedział spokojnym, łagodnym tonem mając nadzieję, że choć trochę to pomoże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hwang Mingyu

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t311-hwang-mingyu#531 http://trainee.forumpolish.com/t327-gyu#567 http://trainee.forumpolish.com/t328-mingyu#568
Wiek : 21
Wzrost i waga : 184 / 58
Orientacja : Biseksualny

PisanieTemat: Re: Studio nagraniowe #5   Sob Cze 04, 2016 7:35 pm

To prawda, ten chłopak miał skłonności do przerysowywania swych problemów, hiperbolizacja zazwyczaj sprawiała, ze potrafił się z nimi obejść jakoś bardziej na poważnie. Ale skąd u niego w ogóle takie zachowanie? Pragnął uwagi, to było oczywiste. Sam odcinał się od niej, gdy przekraczała jakiś poziom, gdy nie podobał mu się kierunek, w którym ona szła, a potem wracał, z jeszcze większą siłą o nią błagając, chociaż raczej więcej było momentów, w których potrzebował jej na prawdę, a nie tylko na pokaz. Czuł się jak swego rodzaju narkoman, był uzależniony i nawet nie zdawał sobie z tego sprawy, jak blisko od autodestrukcji się znajdował. Bo to, co powiedziała Bona było faktycznie prawdą, nie był ani trochę podobny do Sunhwy. Sunhwa potrafił chować swe uczucia w środku i w krytycznych momentach uwalniać je przez krew, chociaż na całe szczęście ostatnimi czasy i z tego rezygnował. Z Mingyu było tak, że on uwalniał je na bieżąco, próbując zapobiec późniejszemu zakażeniu duszy jakimś cholernym ropniakiem. Ale do tego musiał mieć też jakiś bufor bezpieczeństwa, musiał mieć kogoś, kto będzie go przy tym nadzorował, przecież w panice i złości potrafił zrobić wiele głupich rzeczy i sam fakt posiadania tak wielu blizn w różnych miejscach ciała to potwierdzał. W końcu nie wszystkie były efektem mordobicia z czasów szkolnych.
Teraz jednak do zakażenia duszy doszło. Przez przypadki, które początkowo nie zwiastowały niczego złego albo może zwiastowały, ale nie na taką skalę. Może po prostu wydarzyły się zbyt szybko, w zbyt małych odstępach? Spadły na niego jednak tak dotkliwie, że Hwang nie wiedział co miał robić. Mógł tylko udawać, że nic się nie dzieje, choć i w tym był przecież raczej mało wiarygodny. Brał lekcje aktorstwa i potrafił wprowadzić się w rolę, ale natłok tego wszystkiego, gonitwa myśli, to wszystko sprawiało, że w końcu załamał się pod własnym ciężarem i runął jak domek z kart.
Nawet nie uniósł głowy, wcisnął ją nawet jeszcze bardziej w czarną bluzę, uświadamiając sobie jaki musi być w tej chwili żałosny. Jak bardzo bez sensu jest wszystko to, co robi. Ale nie mógł się powstrzymać, ten znajomy dotyk zadziałał na niego jeszcze bardziej drażniąco, bo Hwang rozryczał się wtedy na dobre.
- No... - próbował wypowiedzieć jego imię, ale za każdym razem, kiedy brał kolejne, już nieco histeryczne wdechy, głos wiązł mu w gardle, skutkując tylko głuchym wypowiadaniem pierwszej sylaby imienia mężczyzny. Czuł się tak źle, tak bardzo nie chciał tu być, ale z drugiej strony tak bardzo chciał go czuć, jakby ciepło mężczyzny miało w końcu stopić lód, którym skute było jego serce, jego dusza, umysł, ciało, wszystko. Wiedział, że cała ta sytuacja jest nie na miejscu. Przez jego głowę przechodziło dużo myśli, bo w końcu oddalili się od siebie i to była ich wspólna tragedia, nałożona dodatkowo na i tak słabe barki tego chłopaka, który przecież mógł nie udźwignąć nawet kilku ostrych słów. Był wrażliwy, na swój sposób może nawet zbyt, ale nie uważał tego za swoją wadę. Do czasu.
- Noel, ja już nie daję rady... - wydusił z siebie w końcu z płaczliwymi odstępami, wgryzając się mocno w swoją pięść, zakrytą materiałem, by zdusić w sobie płacz. Kolejny pisk nie zwiastował zmiany na lepsze, jego ciało trzęsło się tak bardzo, że ledwo utrzymywał równowagę, nawet siedząc na krześle i mając z drugiej strony oparcie w mężczyźnie. Zresztą, ten mógł czuć, ciało chłopaka jest zimne, że schudł od ich ostatniego spotkania, a skóra wydawała się już przezroczysta. Oczywistym było, że znów przestał jeść. Mingyu wmawiał sobie, że przecież nie jest głodny, nie miał do tego głowy. Tylko coraz mniej sił na cokolwiek, coraz mniej szans, by jakoś się z tego gówna podciągnąć samemu.
Kaszlnął głucho, krztusząc się mieszanką swych łez, które łapał przez lekko otwarte usta, oraz śliny, mając na moment nadzieję, że może w końcu kaszlnie krwią, wypluje płuca i skończy się ta cała maskarada, te całe przedstawienie, które sprawia tylko ból, zarówno jemu, jak i wszystkim dookoła.
- Przepraszam, Noel... wiem, że... jesteś zajęty... - dodał jeszcze, po chwili unosząc powoli głowę, cały czas zasłaniając sobie zarówno nos i usta. Ale chciał na niego spojrzeć. I choć niewiele widział przez zamazane łzami oczy, tak wiedział, że pomimo tego dystansu nadal go kochał. Choć nigdy nie powiedział mu tego wprost. Ale sam tego nie oczekiwał. Przecież też gdzieś w środku czuł, że przegrał sprawę, że ich związek powoli żegna się ze światem. I choć raczej nie był osobą, która przez szantaż własnym życiem chciała kogoś przy sobie zatrzymać, tak wiedział, że ten oto mężczyzna jest jedyną osobą, na której mu tak naprawdę zależy i dla której trzeba się starać. I powtarzał to sobie codziennie, po przebudzeniu, przed pójściem spać, w ciągu dnia.

_________________

Hwang Mingyu


Lekkomyślność śpi ze mną, płocha weselnica,
Sakwę, gdziem mądrość chował, przedarła psotnica...
W drodze szczęśliwiem zgubił swą mądrość znużoną.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baek Noel

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t262-baek-noel#391 http://trainee.forumpolish.com/t388-amerykanski-dupek#845
Wiek : 32
Wzrost i waga : 188 cm 79kg
Orientacja : Biseksualny

PisanieTemat: Re: Studio nagraniowe #5   Nie Cze 05, 2016 5:37 pm

Oglądanie go w takim stanie nie było łatwe. Czuł się bezsilny, niejako pokonany samą swoją słabością. Kiedy to się stało, kiedy oddalili się tak bardzo, ze nawet nie dostrzegał tej równi pochyłej po której poruszał się chłopak. Kiedyś by do tego nie dopuścił, nawet nie dałby mu szansy zbliżyć się do punktu, w którym rzeczywistość by go przytłoczyła. Na bieżąco starałby się rozwiązywać problemy, doradzać, po prostu być tam obok. Teraz, miał wrażenie, że zawiódł go na całej linii. Nie było go przy nim, kiedy go potrzebował, to bolało, było jak rękawica rzucona w twarz przypominająca ci o swoich błędach. Bo przecież jakkolwiek by się nie układały ich relacje, wiedział, że Gyu na nim polegał. Ile to razy przekonywał się o tym, że jest jedną z nielicznych osób, które są w stanie nad nim zapanować, potrafią go uspokoić, naprowadzić na właściwe tory. To było wykańczające, ale przynajmniej wiedział, że miało to sens. Zawsze lubił ten moment, gdy po załamaniu Hwang uśmiechał się już w pełni spokojny, będąc znowu sobą. I nowel wiedział, że już wszystko było dobrze. Teraz zaś miał przed sobą wrak człowieka, kogoś na kogo spadło zbyt wiele rzeczy na raz, rzeczy z którymi nie potrafił sobie poradzić, albo już nie miał siły próbować. Musiał go z tego wyciągnąć, był mu to winien. Za ten cały czas, który spędzili osobno, za te wszystkie razy kiedy go nieświadomie zawiódł. Pomoże mu.
-Shhh już dobrze, uspokój się. Oddychaj – poprosił wciąż trzymając go w ramionach. Powoli przesuwał dłonią po jego plecach w kojącym geście. Nie sposób było nie wyczuć kości pod materiałem bluzy. Gyu zawsze był szczupły, jednak nigdy aż tak. Zacisnął powieki w przypływie nagłej złości na samego siebie. Czemu nie dostrzegł tego wcześniej? To pytanie z pewnością będzie do niego wracało jak bumerang, wciąż od nowa i od nowa. Jego słowa też były niepokojące. Z czym nie daje sobie rady? Co takiego go przytłoczyło? Co sprawiło, że złamał się aż tak bardzo. Nim się jednak wszystkiego dowie czekało go długie uspokajanie chłopaka. Ten zdawał się być gotów w każdej chwili rozsypać się przy choćby najmniejszej próbie nacisku. A to byłoby już zdecydowanie tragedią. Pozbieranie go do kupy byłoby trudnym zadaniem o ile w ogóle wykonalnym.
-Nie szkodzi. Praca może poczekać – uśmiechnął się lekko zabierając dłoń z jego włosów. Delikatnym ruchem otarł kciukiem płynące łzy. Wystarczyło jedno spojrzenie by wiedzieć, jak bardzo mężczyzna jest zaniepokojony, jak w jego ciemnych tęczówkach czai się troska o młodszego. To prawda, sam nigdy nie powiedział mu, że go kocha. Wyrażanie własnych emocji przychodziło mu niemiernie trudno. W końcu to nie drama, nie wyuczona kwestia, która nic nie znaczy. Mówimy tu o jego najczystszych emocjach, a te zawsze były głęboko ukryte, wyrażane przez czyny nie słowa. Nie oczekiwał również, podobnych wyznań. Nie zależało mu na nich. Z resztą po jakimś czasie, takie rzeczy się wie. Zdajesz sobie sprawę z tego, że komuś na tobie zależy. To się widzi, czuje, a dodatkowe wyznania są zbędne.
-Powiesz mi co się stało? Inaczej nie będę w stanie ci pomóc – zapytał kucając przed nim. Nie próbował na siłę zmusić go do mówienia czy odsłonięcia twarzy. Chciał go jednak przekonać że znowu może mu zaufać, że może mu się zwierzyć z problemów i razem coś wymyślą. Może ich związek praktycznie był już historią, czysta formalnością, ale mimo wszystko trwał. Z resztą nawet gdyby każde zdecydowało się ruszyć w inną stronę, Mingyu mógł na niego liczyć o każdej porze dnia i nocy. Przecież, przed długi czas był właśnie tym, kogo Noel szukał po przyjeździe do Korei. Chciał się ustatkować, ułożyć sobie życie z kimś u boku, a Gyu spełniał się w tym zadaniu naprawdę dobrze. To dużo znaczyło i sentyment do chłopaka na pewno w nim zostanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hwang Mingyu

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t311-hwang-mingyu#531 http://trainee.forumpolish.com/t327-gyu#567 http://trainee.forumpolish.com/t328-mingyu#568
Wiek : 21
Wzrost i waga : 184 / 58
Orientacja : Biseksualny

PisanieTemat: Re: Studio nagraniowe #5   Nie Cze 05, 2016 6:26 pm

Obecność Noela zawsze pomagała. Nawet, gdy był zajęty pracą, a Mingyu tylko siedział w tym samym pokoju robiąc jeszcze parę innych rzeczy, czuł się niesamowicie spokojny. Było mu dobrze, nie potrzebował ciągłych zapewnień o stałości uczucia, bo to po prostu wiedział. Miał pewność, że wszystko toczy się w dobrym kierunku. Te stałość właśnie, której, pewnie z racji wieku, potrzebował Noel, była też wybawieniem dla Mingyu, który wiadomo, że nie lubił zmian. Na wszystkie reagował którąś z objaw buntu. Na Takuyę zareagował oczywiście w sposób najbardziej widoczny. Bo przecież nikt raczej nie miał z jego buntem problemów, ot, dzieciak musi się przyzwyczaić, dopóki nie kierował swej agresji na kogoś innego. Bo to, że zazwyczaj kierował ją na siebie umykało wielu ludziom. Właściwie Sunhwa mógł się tego domyślać, ale to Noel był jedyną osobą, która wiedziała o wszystkich jego rozterkach. Momentami nawet nie musiał pytać. Był jednym z filarów, które podtrzymywały jego życie, kimś, przy kim Mingyu czuł się najbardziej szczęśliwy i pewny siebie. Zastanawiał się też, czy może jego obecność działa tak samo na modela?  W końcu też nie chciał być dla niego ciężarem...
Wiedział, że w kraju zjawiła się jego siostra. Chciał dać mu czas, nacieszyć się nią, bo przecież... miłość rodzeństwa jest jedną z najdziwniejszych ale i najtrwalszych relacji. Przynajmniej tak przypuszczał, samemu będąc jedynakiem. Ale później... zrobiło się dziwnie. Niby wszystko było tak samo, jednak gdzieś w środku każdy z nich przeczuwał, że coś się stanie, rósł w nich niepokój i chyba tylko praca powstrzymywała obu od krzyku "co się z nami dzieje?!".
Próbował nabrać większy oddech, jednak z każdą próbą kończyło się to nieco głośniejszym szlochem. W końcu, po paru minutach, gdy czuł już, że głowa zaczyna pulsować z niedomiaru tlenu, postanowił wybrać tę jedną metodę regulacji oddechu, która pomagała zawsze. Wstrzymał oddech, wypuszczając powietrze sykliwie, dopiero później nabierając jeden, pełny oddech. Nie wiedział, co się z nim stało, że nie potrafił przestać płakać. Ale chciał słuchać Noela, bo wiedział, że ten zawsze chciał mu pomóc. Może nie było między nimi najlepiej, Mingyu się na to nie zgadzał, ale nie zmienia to faktu, że byli blisko. Tak blisko, jak z nikim innym. Przynajmniej ze strony Hwanga.
- Oj Hyung... - odezwał się po krótkiej przerwie, ciągając nosem. Jego głos brzmiał jeszcze bardziej smutno, jakby i on był przytłoczony tymi wszystkimi emocjami. Nie był w nawet najmniejszym procencie tak czysty, gdy mówił normalnie, tak dźwięczny, gdy się cieszył. Nawet ubrania nosił teraz czarne, jak nie on. Z jednego bieguna w drugi, zmienił się w kogoś zupełnie innego.
- Ja się przecież tak bardzo staram... prawie dwa lata siedzę tu dniami i nocami... a oni depczą mnie, moje marzenia, moje wszystko! Noel, ja nie chcę tu już dłużej być! - ostatnie zdanie wręcz wykrzyczał, wyjątkowo głośno, uderzając dłońmi o podłokietniki fotela, który zatrząsł się przez siłę uderzenia. I tak względny spokój Hwanga przerodził się znów w kolejny histeryczny płacz. Tym razem jednak sam objął mężczyznę, wtulając się w niego jak przerażone zwierzę. I wiedział, że on czuł. Że Noel miał świadomość, że Mingyu schudł jeszcze bardziej. Po omacku chwycił jego dłoń ze swych pleców i splótł ich palce razem, szepcząc krótko - To nie twoja wina...
Ale miał też świadomość tego, jak bardzo ogólne były jego zarzuty do świata. I że to coś, co mówił od czasu do czasu, jednak nigdy nie był przy tym tak śmiertelnie poważny.
- Dołączyli do nas jakiegoś kumpla Sunhwy, który jest nam nieprzydatny. Przyszedł sobie ot tak, na gotowe, rozumiesz? I jeszcze Sunhwa go bronił... Wkurwił mnie, prawie mu przywaliłem... Sunhwie... - mówił szybko, znów na wpół się dławiąc, ale chciał mieć to już z głowy. - Jak wyszliśmy przyszła Bona. I oczywiście jej powiedzieli... Teraz wszyscy mnie mają za jakiegoś narwanego dzieciaka bez talentu. Ming i Sunhwa mnie nienawidzą, chcą mnie przenieść do innej grupy albo wyjebać na zbity pysk, rozumiesz?! Ja już nie mogę w sobie tego trzymać... Od wczoraj nie śpię, tylko siedzę w tym pieprzonym studiu, próbuję śpiewać, ale w tym też już jestem beznadziejny... nie mam żadnej wartości. Nie chcę wracać tam do pokoju. Ani do domu. Jak ja się moim rodzicom pokażę? Wygłupiłem się tylko myśląc, że mogę spełnić swoje marzenia, że w ogóle jestem coś wart, że ktoś mnie może polubić, co dopiero pokochać... Przegrałem wszystko co miałem... Już nie ma sensu żebym tu był. - na słowo "tu" postawił szczególny nacisk. W końcu nie chodziło mu dosłownie o wytwórnię, chodziło mu przecież o ten świat.
- To... może być ostatni raz jak rozmawiamy... - powiedział cicho, wpatrując się z lekkim uśmiechem w ich dłonie. - Przeproś za mnie Ri noonę, że nie będzie nam się dane spotkać. A Ty, hyung... nie płacz za mną i znajdź sobie kogoś dobrego. Poczekam na ciebie. - wyciągnął swą drugą dłoń, delikatnie przesuwając nią po gładkiej twarzy mężczyzny, od linii ciemnych włosów, przez policzek, aż do podbródka. Oparł głowę na jego barku, oddychając ciężko.
- Kocham cię od pierwszego spojrzenia, Noel... Przykro mi, że będziesz mnie tak pamiętał... Ale bądź szczęśliwy. - wypowiedział to prawie bezgłośnie i była duża szansa, że wyznanie te zniknie gdzieś pomiędzy jego płaczliwymi westchnieniami.

_________________

Hwang Mingyu


Lekkomyślność śpi ze mną, płocha weselnica,
Sakwę, gdziem mądrość chował, przedarła psotnica...
W drodze szczęśliwiem zgubił swą mądrość znużoną.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baek Noel

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t262-baek-noel#391 http://trainee.forumpolish.com/t388-amerykanski-dupek#845
Wiek : 32
Wzrost i waga : 188 cm 79kg
Orientacja : Biseksualny

PisanieTemat: Re: Studio nagraniowe #5   Pon Cze 13, 2016 8:08 pm

Udało im się wypracować naprawdę wyjątkową nić porozumienia. Nie musieli się odzywać by czuć się pryz sobie komfortowo, nie musieli na siłę szukać tematów do rozmów. Cisza im pomagała. Wystarczyło, że byli razem w pomieszczeniu  by wszystko wracało na właściwe tory. Przynajmniej kiedyś tak było. Potrafili się rozumieć bez słów, teraz cisza zwiastowała coś złego, niepokój który pojawiał się znikąd. Wywoływał to pytanie ‘czemu on milczy?”, „Czy coś się stało?”, „Może mu przeszkadzam?” i cała masa innych czarnych myśli. Noel łapał się kilka razy na tym, ze pytał o to samo, by zacząć czy podtrzymać chwilami wymuszoną konwersację. To było naprawdę przerażające. Chwilami tez zastanawiał się, czy właśnie to ten spokój na którym stworzyli swoją relację nie był właśnie faktorem prowadzącym do ich destrukcji.  Jeśli mimo wszystko ciągle się milczy nagle odkrywasz, że tak naprawdę nie macie ze sobą o czym rozmawiać, nie znacie się, choć z drugiej strony wiecie o sobie więcej niż ktokolwiek innych. Ten paradoks zdawał się być niemożliwy a jednak miał miejsce. Gyu doskonale rozumiał, że Noel potrzebował przestrzeni, że musiał wiedzieć, że może się skupić na pracy, a po wszystkim mieć kogoś, u boku którego może zasnąć, kogoś kto rozumie jego problemy i troski dnia codziennego. Natomiast Hwang chciał kogoś statycznego, kogos kto da mu poczucie bezpieczeństwa, ostoję wprowadzającą stały rytm jego życiu. Pod tym względem uzupełniali się naprawdę dobrze. Problem pojawił się, gdy to przestało wystarczać. Kiedy oboje podświadomie oczekiwali na coś więcej, na coś czego sami nie potrafili określić, a co dopiero powiedzieć o tym drugiej sobie. To cisza ich zniszczyła.
Przyjazd Riyeun był zaskoczeniem, pozytywnym ale tez sprawiającym, że odsunęli się od siebie bardziej. Noel skupił się na pracy i siostrze, na nowej sytuacji i niestety Hwang zszedł na dalszy plan. Młodszy jednak powinien dać mu znać, że to się stało. Tak naprawdę model nawet nie zauważył jak jego zachowanie wpływa na nich, nie zwrócił uwagi na powoli zbierające się nad nimi czarne chmury. Cieszył się z tego, że ma swoją rodzinę przy sobie, że ma prace, jakiej pragnął i ma partnera jakiego od dawna szukał. W całym tym misternym obrazie były skazy, które on przeoczył skupiając się na ogólnym wyglądzie.
Czasem tak jest, ze gdy emocje nasz przytłaczają, w końcu nawet osoby z największą samokontrolą nie są w stanie dłużej się pilnować. Pękają niczym tama pod naporem wody niszcząc wszystko na swojej drodze. Właśnie to się stało. Dziś był ten moment, w którym szala się przelała, a emocje znalazły ujście w fontannie łez płynących po jego policzkach. Nie powinien być sam, nikt nie powinien. Nie dziwił się już, że Gyu w końcu się przełamał pisząc do niego. Potrzebował go, to było oczywiste i Noel chciał być obok niego. Teraz gdy chciał się uspokoić i później. Może powinien go zabrać z wytwórni, by odpoczął w zaciszu mieszkania starszego, uspokoił się i na chwilę wyrwał z miejsca, które go powoli zatruwało. Tylko czy to naprawdę było dobre wyjście dla nich obu? Czy ucieczka od jednego problemu nie wywoła następnego?
Cierpliwie go słuchał oferując jedyne co mógł, siebie. Zacisnął mocniej palce na jego dłoni słysząc jego zapewnieni o niewinności. To nie była prawda, czuł się po części za to odpowiedzialny i na pewno nie mógł tego tak zostawić. Jednak, problem leżał znacznie głębiej i póki jego nie rozwiążą  próby powrotu do formy chłopaka spełzną na niczym. To byłoby tylko błędne koło, spirala do zniszczenia i nic poza tym. Jego dalsze wyjaśnienia bardziej rozjaśniły sytuację. Noel był rozdarty. Z jednej strony widział, jak chłopak jest dziecinny, przesadza i stawia się na miejscu ofiary, z drugiej całkowicie go rozumiał. Wiedział ile pracy poświęcił, od jak dawna pracuje na swój sukces i jak bardzo boli, kiedy ktoś próbuje ci to odebrać. Czuł się też trochę winny. Przecież w wytwórni były spotkania kadry, na których omawiali poszczególnych trainee, słyszał opinie na jego temat i choć ostatecznych decyzji nie znał, mógł go chociaż częściowo na nie przygotować.
-Mingyu, nikt nie chce deptać twoich marzeń. Posłuchaj mnie uważnie, bo chcę byś mnie dobrze zrozumiał, dobrze? – poprosił na chwilę wstając. Przyciągnął sobie krzesło by móc usiąść przed nim. Wciąż trzymał ich dłonie splecione, był pochylony w jego stronę patrząc wciąż w jego zapłakane oczy – Wszyscy jesteście tu w jednym celu. Po to by spełniać swoje marzenia. Pracujecie ciężko, poświęcacie wszystko co macie, rodzinę, przyjaciół, wolny czas, inne pragnienia, by udowodnić, że jesteście gotowi stanąć na scenie robiąc to co kochacie. Pod tym względem jesteście tacy sami. Ja również, choć modeling nie wymagał ode mnie aż takich poświęceń. Aktorstwo to co innego, choć gdy zacząłem swoją karierę byłem już na innym etapie swojego życia. Ale do czego zmierzam. Będąc tutaj musicie wszyscy być gotowy na zmiany. Wiem, ze ich nie lubisz, ale niestety są one nie uniknione. Niektóre musza się pojawić, by móc iść na przód, inne są po to, byśmy spojrzeli na siebie z innej perspektywy i mogli przemyśleć  wszystko co do tej pory nas spotkało. – tłumaczył spokojnie gładząc kciukiem jego drobną dłoń. Miał wrażenie, że jego skóra jest jak pergamin, niezmiernie kruchy, mogący się zaraz przedrzeć. Naprawdę go to niepokoiło. Wziął głębszy oddech, przez chwilę zastanawiając się nad doborem słów. Musiał być delikatny i ostrożny by wszystkiego bardziej nie pogorszyć.
-Rozumiem, że pojawienie się kolejnej osoby w zespole było dla ciebie szokiem. Ale niestety było to nieuniknione i prawdopodobnie, Fujimori nie będzie ostatnią osobą, która do was dołączyć. Z tego co mi wiadomo, macie być większym zespołem, może nawet siedmioosobowym więc to dopiero początek zmian. Również z tego co wiem Takuya jest bardzo dobrym tancerzem więc na pewno nie jest bezużyteczny. Wytwórnia widzi go wśród was i ani ty ani ja nie mamy na to wpływu. Domyślam się, że raczej nie zareagowałeś na niego za dobrze prawda? Tylko czy dałeś mu w ogóle szansę, by ci udowodnił, że decyzja o jego przyłączeniu była błędem? Czy od razu go skreśliłeś? Jestem też pewny, że ani Ming ani Sunhwa cię nie nienawidzą. To były emocje i poniosło was wszystkich. Jesteście dla siebie jak rodzina, a w tej zawsze zdarzają się zgrzyty i spięcia. Mimo to zależy wam na sobie, jesteście Śmiertelnym Trio i tego nikt wam nie odbierze. Ryu nie zrobiłby niczego, co mogłoby ci zaszkodzi, myślę, że tez dlatego za tobą wybiegł, żeby cię uspokoić i powstrzymać przed zrobieniem czegoś głupiego, bo się o ciebie troszczy. Najlepiej by było gdybyś z nim porozmawiał, a wtedy przekonasz się, że mam rację – uśmiechnął się do niego delikatnie licząc na to, że choć część z jego słów do niego dotrze, że będzie w stanie je przemyśleć, wyciągnąć z nich to co najważniejsze. To, że cokolwiek o nich teraz nie myśli, to ta dwójka zawsze będzie stała za nim murem.
-Nie jesteś tez beztalenciem. Jesteś świetnym wokalistą co już nie raz udowodniłeś. Do tego twoje zdolności aktorskie tez się znacząco poprawiły, masz swoje talenty, które tylko czekają by pokazać je światu. Nikt też cię nie chce ani wyrzucić z wytwórni, bo nie ma ku temu powodu, oraz nikt cię nie skreślił z zespołu. Spróbuj to potraktować, jako próbę charakteru. Masz okazję im wszystkim udowodnić, jak bardzo wartościowy jesteś, że oni cię potrzebują i nie znajdą nikogo choć w połowie tak dobrego jak ty. Jeżeli się załamiesz, pozwolisz im wygrać, udowodnisz im, że mają rację, a oboje wiemy, że to nie prawda. Jeśli sam zrezygnujesz z wytwórni to będzie największy błąd twojego życia, którego nigdy sobie nie wybaczysz. Nie popełnij go. Obiecaj mi to – położył duży nacisk na ostatnie zdanie. Jakikolwiek by nie był, Gyu obietnic dotrzymywał. Poza tym, jeśli to faktycznie jest ich koniec, to chciał by Hwang miał choć jedną rzecz za ją mógł mu podziękować.
-Mingyu, jeśli już to sam przeprosisz Ri ale nie za to, że jej nie poznałeś, tylko za to, że zrobiłeś to tak późno. I to na pewno nie jest ostatni raz kiedy ze sobą rozmawiamy, bo ani ty się nigdzie nie wybierasz, a i ja zawsze tu jestem dla ciebie. Jest między nami różnie, lepiej, gorzej, ale masz mnie rozumiesz? – westchnął cicho na chwilę przymykając oczy. – Wiem o tym, wiem od dawna. I czy ty właśnie próbujesz skreślić nasz związek? Poświeciliśmy dla niego dużo i możemy jeszcze więcej. Nie zamierzam w najbliższym czasie szukać nikogo innego. Nie musze. Także uspokój się bo nigdzie się nie wybieram – westchnął cicho całując go zaraz w czubek głowy. Może powinien był wykorzystać ten moment i faktycznie zakończyć ich związek. Od razu za jednym zamachem, oszczędziłby później kolejnego doła chłopakowi, ale nie chciał go teraz zostawiać. Może był samolubnym dupkiem, ale tym razem swoje potrzeby odsunął na znacznie dalszy plan. Jeśli mają ze sobą zerwać, zrobią to na spokojnie, za obopólną zgodą i potwierdzeniem, że tak będzie im lepiej. Nie teraz, gdy Hwang jest kompletnie załamany i nie rozumie o co prosi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hwang Mingyu

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t311-hwang-mingyu#531 http://trainee.forumpolish.com/t327-gyu#567 http://trainee.forumpolish.com/t328-mingyu#568
Wiek : 21
Wzrost i waga : 184 / 58
Orientacja : Biseksualny

PisanieTemat: Re: Studio nagraniowe #5   Czw Cze 16, 2016 3:10 pm

Przez cały ten czas było lepiej, gdy siedział cicho. Nie chciał robić problemów. To, że przez brak próby poszukiwania jakiejś pomocnej dłoni, co przecież robił zawsze, gdy działo się coś złego, robił problem sam sobie było już kwestią całkowicie drugorzędną. Bo przecież faktycznie, jego obecnym zadaniem było nie robienie kłopotów. Wziął sobie to wszystko do serca i starał się wywiązać z tego wzorowo, a co wyszło? Jak zwykle, seria porażek. Bycie przyzwyczajonym do wiedzenia raczej nieciekawego, pechowego życia to jedno. Ale zrozumienie tego wszystkiego na raz, jakim niuansem jest dla ludzi sama twoja obecność i to, że boisz się odezwać do najbliższych ci osób, bo boisz się, że cię znienawidzą... to była ludzka tragedia, tragedia, która teraz rozgrywała się w głowie tego chłopaka, pod jak zwykle roztrzepanymi, ciemnymi włosami.
Nie chciał tracić swej jeszcze dziecięcej wiary, że wszystko będzie dobrze. Ale musiał. Musiał odrzucić te resztki dziecięctwa, które w sobie miał, tylko po to, by innym mogło być lepiej, kiedy jakimś cudem znajdą się na moment na tym samym korytarzu, gdy Hwang przemykał między salami, by tylko nie dać się złapać spojrzeniu innych. I Mingyu nienawidził się za to, że zgodził się na taki krok. Że sam się okradł z tego, co było dla niego najcenniejsze, co jeszcze pozwalało mu w jakiś dziwny sposób patrzeć w przyszłość jednak z dobrym nastawieniem. Nienawidził się za to, jak bardzo podobny stał się do ludzi, którzy działali mu na nerwy. Nie chciał stać się jednym z nich, ale jednocześnie musiał. Dorosłość wbiła mu się w serce jak wielka igła, wstrzyknęła mu w nie truciznę, jego serce stało się na przełomie dni ciemne, ledwie zdolne do bicia, a całe ciało zakażone jakąś dziwną chorobą, wirusem, który sprawiał, że gdy tylko widział kawałek swej niesamowicie jasnej skóry, miał ochotę wymiotować. Było mu na tyle niedobrze, że uciekał także przed lustrami. Nie mógł spojrzeć sobie w twarz. Przecież obiecał sobie być zawsze sobą, niezależnie od sytuacji. A teraz? Nie dość, że zawiódł cały świat, wszystkich dookoła, to jeszcze wysępił przeciw samemu sobie.
I tak było mu źle. Czuł się jak zupełnie inna osoba, zamknięta w ciele, które nie należy do niej. Chciał się wydostać, było mu duszno, z każdą chwilą czuł, że musi coś zrobić, musi uciec, wyrwać się z tego przeklętego kręgu, ale... nie umiał. Czy był tchórzem? Na pewno. Przecież gdyby nie był, nie zamknąłby się teraz w tym przeklętym studiu po to, by tylko płakać. Zrobiłby coś znacznie bardziej okropnego, coś, co rozwaliłoby doszczętnie życie jego rodziców, może też i przyjaciół, na pewno wszystkich wprawiłoby w wyrzuty sumienia, które dręczyłyby ich do końca życia, a obraz jego wychudzonego ciała, leżącego bezładnie na podłodze, gdzieś w kałuży jasnej krwi, śniłby się im po nocach, jak widoczne piętno zbrodni, którą wyrządziło mu społeczeństwo. Mógł przecież chcieć, by wszyscy cierpieli, by wszystkie osoby, które kiedyś miały z nim jakiś związek posypały się tak samo jak on. A może nawet i szybciej.
Ale na całe szczęście był tchórzem.
Teraz niesamowicie apatycznym tchórzem, zastygłym w bezruchu, słuchającym słów jego tak naprawdę pierwszej wielkiej miłości. Nie mógł jeszcze raz na niego spojrzeć, przecież miał świadomość tego, jak bardzo go zawiódł. Oczy powoli zaczynały go szczypać, głowa wydawała się jakoś cięższa niż zwykle, a jedyne ciepło, jakie czuł w ciągu ostatnich dni właśnie absorbował przez dotyk dłoni mężczyzny.
- Nie traktuj mnie jak dzieciaka, Noel. Wszyscy myślicie, że jestem tylko dzieciakiem, że nie umiem myśleć. To nie jest prawda.
I nie macie pojęcia, co mi zrobiliście.
Był zły. Wiedział, że jeżeli spróbuje się komuś zwierzyć, ta osoba powie, że jak zwykle przesadza i przecież wszystko to jest pewną częścią planu i trzeba do tego przywyknąć. Ale Mingyu starał się akceptować, przecież gdyby nie ta cała farsa z Boną, nie byłby teraz w takim stanie jakim jest teraz. Pogadałby w końcu na spokojnie z Sunhwą, gdyby wyczuł dobry moment, z Mingiem wyszliby na peta, może dali sobie raz czy dwa w mordę, ale byłby spokój. W końcu przywyknąłby też do obecności Japończyka, przywitałby z otwartymi ramionami i tamtą brakującą dwójkę. Ale nie mógł tego zrobić teraz, gdy cała jego pewność siebie, wszystkie umiejętności, zostały zniszczone, zmieszane z błotem. Bo przecież taki był cel Bony. Jesteś nikim, nic nie znaczysz i nikt by nie zauważył, gdyby cię nie było. Ten przekaz ubódł go najbardziej i był już tylko początkiem równi pochyłej do tego momentu, w którym się właśnie znajdowali.
Bo to nie tak, że załamał się od razu. Najpierw przeszedł przez fazę gniewu, nie mógł usiedzieć na miejscu, palił dwie paczki papierosów dziennie, mimo, że już był bliski rzucenia. Przez jakiś czas szukał guza poza wytwórnią, udało mu się parę razy nawet z kimś pobić. Potem doszła faza tego, że może trening coś da. Więc trenował. Dzień i noc, śpiąc może cztery godziny w najlepszym wypadku, na macie w sali, bo nie zamierzał wracać do pokoju, dopóki nie będą widoczne jakieś dokładne efekty. Dopiero później, właściwie dopiero dzisiaj zgodził się z tamtymi słowami. Faktycznie, był nikim.
- Mógł to być ktokolwiek inny. Nie lubię go dlatego, że to on, nie że przyszedł. - postanowił sprostować. Zacisnął nieco mocniej palce na jego dłoni, drżąc już lekko ze złości. Nikt tego nie rozumiał. Ale miał nadzieję, że może Noelowi powiedzieć wszystko, bez tajemnic. - Nie pokażę się im w takim stanie. Zresztą, i tak nie zrozumieją. Mają swoje problemy i i tak od dawna Sunhwa i Ming trzymają się razem. To już raczej Śmiertelny Duet. - mruknął kąśliwie, chociaż w tym przypadku, zamiast złości w głosie Hwanga była wyraźnie słyszalna rezygnacja, z lekkim rezonansem smutku. Gyu, mimo, że nie pokazywał tego na co dzień, miał niesamowicie analityczny umysł i niewiele rzeczy zdało się schować przed jego uwagą.
- Chyba dawno nie rozmawiałeś z Boną. - parsknął krótkim, suchym śmiechem w odpowiedzi na "nie znajdą nikogo takiego jak ty". Zagryzł jednocześnie mocno dolną wargę, ledwo panując nad sobą, by znów nie wybuchnąć głośnym płaczem. Widać było, że ta materia była dla niego wyjątkowo drażliwą i niewiele mogło w tym przypadku zadziałać na niego kojąco. Bo przecież gdzieś tam wiedział, że Noel mówił to, co on chciał usłyszeć. A czy to było szczere? To już zupełnie inna kwestia.
Uniósł głowę, by jeszcze raz na niego spojrzeć. Zaraz jednak je zamknął, wzdychając dość głośno. Obietnica. Noel jednak wiedział co robi, Hwang był wyjątkowo honorowym człowiekiem i zawsze starał się dotrzymywać słowa. Skinął także głową, szepcząc cicho "obiecuję". W takim razie chyba jednak musiał zostać.
Dopiero po chwili uśmiechnął się, jakoś odruchowo odwracając głowę i zasłaniając usta rękawem. Noel to naprawdę powiedział? I na prawdę miał to na myśli? Mingyu nie mógł uwierzyć w to, co właśnie słyszy. Na moment zrobiło mu się słabo, ale widać było, po jego skrzących jeszcze gdzieniegdzie od łez oczach, że się cieszy. Wyciągnął nogi do przodu, przysuwając z całej swej siły krzesło Noela jeszcze bliżej, tak, by zachować jak najmniejszy odstęp. Dopiero wtedy puścił jego dłonie, by przytulić go do siebie mocno. Z całych swych marnych sił.
- Wiesz, że mówiąc tak, podpisujesz na siebie wyrok? Miałeś okazję to zakończyć, ale teraz już nie dam ci spokoju. - powiedział to wszystko całkiem łagodnie, odruchowo sunąc palcami po jego karku, a nos zatapiając w jego gęstych włosach. Sam Baek zresztą mógł słyszeć, jak serce Hwanga powoli wraca do stałego, spokojnego rytmu. Jak mu tego wszystkiego brakowało...

_________________

Hwang Mingyu


Lekkomyślność śpi ze mną, płocha weselnica,
Sakwę, gdziem mądrość chował, przedarła psotnica...
W drodze szczęśliwiem zgubił swą mądrość znużoną.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baek Noel

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t262-baek-noel#391 http://trainee.forumpolish.com/t388-amerykanski-dupek#845
Wiek : 32
Wzrost i waga : 188 cm 79kg
Orientacja : Biseksualny

PisanieTemat: Re: Studio nagraniowe #5   Sro Lip 06, 2016 5:49 pm

Naprawdę życie było usiane samymi górami, gdzie idąc przed siebie albo wspinałeś się coraz wyżej, albo łapałeś chwilę oddechu na wypłaszczeniu by znowu wylewać siódme poty widząc przed sobą kolejne strome podejście. Zdarzały się też wejścia, i te pozytywne dające krótka przerwę i te niebezpieczne gdzie musisz uważać na każdym kroku by nie spaść w przepaść. Gyu właśnie był w takim punkcie niebezpiecznie balansując na samej skarpie. Kto wie, czy faktycznie, gdyby miał choć trochę więcej odwagi to już by wykonał ten drastyczny krok. Ludzie w przypływie desperacji byli zdolni absolutnie do wszystkiego. Na szczęście dla nich obu, nim skoczył wybrał numer modela, który starał się odsunąć go od urwiska. Mógł mieć tylko nadzieję, że jego interwencja naprawdę przyniesie coś dobrego i będzie trwało to trochę dłużej niż tylko chwilę. Że dotrze do niego to, że nei jest sam i jednak w mroku który go otacza czai się światło.
-Gdybym tak uważał, to bym cię odesłał do pokoju każąc ci przestać się mazgaić. A zamiast tego rozmawiam z Tobą traktując się jak normalną osobę zdolną do analitycznego myślenia. Owszem masz talent do dramatyzowania, ale doskonale widać, że jest to coś poważniejszego niż chwilowe załamanie. Nie jestem ślepy Mingyu, a ty nie jesteś dzieckiem – westchnął cicho. Naprawdę nie uważał go za rozchwianego nastolatka. Nie w tym momencie. Znał go na tyle dobrze, by być w stanie prawidłowo ocenić sytuacji. Czy raczej miał nadzieję, że wciąż to potrafił, że te tygodnie ciszy nie zniszczyły wszystkiego. Naprawdę czuł się częściowo odpowiedzialny za jego stan. Może naprawdę gdyby poświecił mu więcej uwagi, gdyby skupił się na czymś więcej niż na obecnej chwili dostrzegłby niepokojące sygnały o wiele wcześniej. Może też byłoby inaczej gdyby choć na chwilę porzucił swój racjonalny sposób życia i wczułby się w jego sytuację. Przestałby patrzeć obiektywnie, zrozumiałby go a co za tym idzie przewidziałby do czego to wszystko prowadzi. W tym momencie starał się nie oceniać nikogo, nie wyrokować kto był bardziej winny co było w takim samym stopniu dobre jak i złe. Był jak bezczynny obserwator nie potrafiący działać nawet jeśli bohaterem tragicznym jest mu tak droga osoba.
-Dlaczego? Co zrobił, że z marszu go skreśliłeś? – zapytał autentycznie zaciekawiony. Nie często jest tak, że z marszu kogoś nienawidzisz, choć nic złego ci nie zrobił. Owszem różnice charakteru to jedno, ale nie można było na nie wszystkiego zrzucać. Plus był jednak jeden, skoro cała wina leży w samej osobie Takuyi to kolejne nowe osoby w zespole nie będą problemem. To była karta przetargowa, którą Gyu mógłby się bronić o ile oczywiście będzie miał taką szansę. –Rozmawiałeś z nimi? Mam wrażenie, że odciąłeś się od wszystkich nie dając im szansy na nowo się zbliżyć. Nie wiem tylko co jest tego powodem. Niektóre więzi są jednak na tyle mocne, że nie ważne co się dzieje są nie do rozerwania. Wasza trójka jest wyjątkowa, jesteście zmorą połowy wytwórni, ale jak dla mnie to stanowi o waszej wartości. Nie pozwólcie się temu rozpaść, będziecie tego żałować – uśmiechnął się blado wciąż gładząc jego wątłą dłoń. Nie spodziewał się, że problem naprawdę jest aż tak złożony, że im dalej się w niego zagłębiasz tym więcej z pozoru nieważnych szczegółów się pojawia. Teraz naprawdę nie dziwił mu się, każdy na jego miejscu by się posypał. Czuł, ze stracił przyjaciół, szansę na spełnienie marzeń, że wciąż jest oceniany przez innych, a do tego jego relacja miłosna stała pod wielkim znakiem zapytania. Mingyu był silniejszy niż mu się wydawało skoro wytrzymał aż tak długo.
-Ona wykonuje tylko swoją pracę i podejrzewam, że i dla niej nie była to łatwa rozmowa – zakończył ostatecznie. Znał bonę na innej płaszczyźnie i był przekonany, że i ją sporo to kosztowało. Nikt jednak nie mówił, że bycie asystentem CEO jest łatwe, proste i przyjemne. Do tego była młoda i musiała się jeszcze wiele nauczyć o tym jak prowadzić takie rozmowy oraz spotkania biznesowe. Miała przed sobą długą drogę, ale nie zamierzał jej usprawiedliwiać szczególnie kiedy nie był świadkiem ich konfrontacji. Wszystko co mówił było szczere i wcale nie wynikało z chęci spełnienia oczekiwań chłopaka. Uważał, że nawet najgorsza prawda jest lepsza od pięknego kłamstwa. W końcu w ostatecznym rozrachunku to drugie bolało znacznie bardziej. Każda iluzja kiedyś się skończy a jej utrata wyrządza znacznie większe zniszczenia. Przy prawdzie jesteś chociaż szczery postępując zgodnie ze swoim sumieniem.
Uśmiechnął się ciepło, z aprobata na jego obietnice. Przynajmniej ten problem był zażegnany. Gyu zostanie, nie ucieknie w kolejnej chwili słabości. Może i nie było to zbyt czyste zagranie, ale ważne, że skuteczne. Poza tym, gdyby opuścił wytwórnie ich drogi raczej na pewno by się do reszty rozeszły. Póki co może i tylko krążyli coraz dalej od siebie ale na dobrą sprawę wciąż byli w tym samym miejscu. Mieli szansę to odbudować, jeśli jednak by odszedł, wszystko dobiegłoby końca. To nie tak, ze był z nim tylko dlatego, ze był w wytwórni, ale to miejsce wszystko ułatwiało.
-Możesz mnie skazać na ładnych kilka lat, może nawet i dożywocie – zaśmiał się obejmując go w tym wąskim pasie. Może gdzie tam oboje wiedzieli podświadomie, że to nie będzie układ na całe życie, że prawdopodobnie w końcu się zakończy, ale nie miało to być teraz. Jeszcze nie, nie w tym momencie. Jeśli ma odejść, to zrobi to mając pewność, że Gyu już go kompletnie nie potrzebuje, albo że ich relacja tylko im obu szkodzi. Choć idąc tutaj chciał wszystko zakończyć, w tym momencie podjął decyzje by zawalczyć o nich jeszcze raz, po raz ostatni zebrać siły i naprawić szkody jakie wyrządzili. Jeśli nie teraz to nigdy.
-Wybacz, że nie było mnie pryz tobie gdy mnie potrzebowałeś – szepnął cicho mocniej zaciskając dłonie na jego bluzie. Więcej go już nie zawiedzie, obiecał to sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hwang Mingyu

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t311-hwang-mingyu#531 http://trainee.forumpolish.com/t327-gyu#567 http://trainee.forumpolish.com/t328-mingyu#568
Wiek : 21
Wzrost i waga : 184 / 58
Orientacja : Biseksualny

PisanieTemat: Re: Studio nagraniowe #5   Wto Lip 12, 2016 2:23 pm

Postanowił go wysłuchać. To był ta naprawdę jedyny sposób, który znał Mingyu, by postarać się chociaż trochę uspokoić. Głos Noela miał w sobie taką niesamowicie ciepłą barwę… Gyu nie wiedział, dlaczego działa on na niego aż tak bardzo. Tak naprawdę czuł się tak, jakby model mógł być w pewnym sensie muzykiem, a on sam – jego instrumentem. Nie wiedział, czy to była kwestia doświadczenia życiowego Baeka, czy może ta podatność chłopaka na pewne sygnały, a może połączenie jednego i drugiego? Przynajmniej wiedział, że przy tym mężczyźnie nie stanie mu się krzywda. To był chyba także kolejny powód dla którego w końcu się do niego odezwał. Tylko do niego, a nie do kogoś innego.
- Więc jesteś jedynym pod tym dachem, może w całym mieście, który tak twierdzi. – powiedział całkiem spokojnie, jednak czuć było w jego głosie nadal widoczną złość na społeczeństwo. Na ludzi w ogóle. Znieczulicę, która spowiła wszystkie jednostki ludzkie. Teraz, przez doświadczenia, które siały taki chaos w jego psychice, był na takie doświadczenia jeszcze bardziej otwarty. I prawdopodobnie już nigdy nie przejdzie obojętnie obok cudzej krzywdy. Tej nieoczywistej, którą nie każdy mógł dojrzeć. A to sprawiało, że jeszcze bardziej cieszył się z tego, że miał kogoś, komu mógł bezgranicznie zaufać. Że Noel jednak się tutaj zjawił, że był z nim w momencie, w którym od tej wyimaginowanej przepaści był już nawet nie o krok, tylko o milimetry. Balansował na granicy przepaści, jednak w odpowiedniej chwili został pociągnięty w dobrą stronę, z daleka od otchłani.
- Wiesz, że jest coś takiego jak intuicja? Zrobił na mnie złe wrażenie, a potem było tylko gorzej. Teraz nie mam już nawet żadnych powodów, dla których miałbym to zmienić. To wszystko przez niego. Przez niego jestem teraz śmieciem. W oczach prawie wszystkich. – powiedział to nad wyraz spokojnie. Wyglądało to raczej w ten sposób, że wszystkie siły witalne znowu go opuściły. Znów był raczej apatyczny niż spokojny, pozbawiony sił, niczym więdnący kwiat. Wzruszył ramionami, przekrzywiając głowę w lewo, podnosząc bladą, prawie przezroczystą dłoń, by rozmasować palący go kark. Uniósł badawcze spojrzenie na modela, kiedy ten mówił o jego przyjaciołach. Czy powinien powiedzieć „byłych przyjaciołach”? Pokiwał krótko głową na boki.
- Nie rozmawiałem. Nie chcieliby nawet na mnie patrzeć. Zresztą… bywam w pokoju tylko po to, by zabrać Dubu na spacer. – powiedział chwilę później, wzdychając głośno. Było w tym westchnięciu sporo smutku, jak i wszelkiego wyczerpania. Znowu przesunął się na fotelu, trochę w dół, by oprzeć głowę o oparcie. Ta rozmowa sprawiła, że znacznie się uspokoił, jednak kosztem całej energii, którą miał wcześniej. W końcu ta była bardziej niż limitowana, przynajmniej w tym momencie. Słysząc jednak o Bonie, roześmiał się dość głośno, lecz jednocześnie okropnie gorzko.
- W takim razie nie powinna tu w ogóle pracować. - jakby na to spojrzeć, gdyby Gyu był trochę bardziej ogarnięty w zakresie prawa, mógłby z łatwością sprawić, że Bona nie dość, iż straciłaby pracę, to jeszcze będzie musiała mu zapłacić za szkodę, jaką wyrządziła jego psychice. Ale z jednej strony nie był mściwy, z drugiej nie wiedział, że istnieje taka możliwość. Jednak pałał pewną, otwartą niechęcią do Bony. I będzie unikał z nią spotkań tak długo, jak to będzie tylko możliwe. Gdy Gyu coś sobie obiecał, mógł zrobić wszystko, byle tylko osiągnąć swój cel. Wiadome było, że podnosił nawet najgorsze i najbardziej wyczerpujące, czy niebezpieczne środki, by tylko dopiąć swego. Przecież to, w jakim stanie się teraz znajdował, było na swój sposób tego dowodem.
Sam uśmiechnął się, kiedy tylko zobaczył ten piękny grymas na twarzy swojej... no tak, miłości. Może zagrzebanej gdzieś pod tymi problemami, ale nadal miłości. Wiedział, że żeby ulżyć zarówno jemu, sobie, jak i ich uczuciu, musiał najpierw poradzić sobie ze sobą własnie, wrócić na właściwe tory, dać sobie odpocząć... Miał nadzieję, że pójdzie mu to trochę szybciej, niż się na to zanosiło.
- Uważaj co mówisz, bo może być użyte przeciw tobie. - powiedział, pół dla żartu, pół na serio. Nie chciał sobie teraz wyobrażać wielu rzeczy, ale jakoś wizja ich związku, gdy byli już nieco bardziej dojrzali, może nawet starzy... Tak, dawała mu ona jakieś znikome poczucie bezpieczeństwa. Dopiero, gdy usłyszał te następne słowa, znów spojrzał na niego, głaszcząc go powoli po jego ciemnych włosach.
- Nie mów tak. To nie jest twoja wina. - powiedział równie cicho, ale w końcu było to zgodne z prawdą. Nie chciał, by Noel czuł się w jakikolwiek sposób winny temu, co się wydarzyło. W końcu nie miał na to wpływu.

_________________

Hwang Mingyu


Lekkomyślność śpi ze mną, płocha weselnica,
Sakwę, gdziem mądrość chował, przedarła psotnica...
W drodze szczęśliwiem zgubił swą mądrość znużoną.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baek Noel

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t262-baek-noel#391 http://trainee.forumpolish.com/t388-amerykanski-dupek#845
Wiek : 32
Wzrost i waga : 188 cm 79kg
Orientacja : Biseksualny

PisanieTemat: Re: Studio nagraniowe #5   Sob Lip 16, 2016 3:27 pm

Czemu Mingyu tak bardzo widział wszystko w ciemnych barwach? Nie było aż tak źle jak sądził i z góry błędnie zakładał wiele rzeczy. Nie wszyscy uważali go za dzieciaka. A przynajmniej nie robili tego do tej pory. Im wcześniej Gyu będzie się zachowywał w taki sposób tym więcej osób się do niego uprzedzi. Tyle, że oni nie rozumieli co się tak naprawdę działo, że załamanie chłopaka nie jest czyś co można zbagatelizować. Cóż, nie oczekiwał po ludziach zbyt wielkiej empatii plus niestety ale większość z nich miała swoje własne problemy, którymi musiała się zająć. W ciągłej gonitwie, łatwo jest przeoczyć czy po prostu zignorować fakt cierpienia innych. Typowa znieczulica i wychodzenie z założenia, że problemy innych mnie nie dotyczą i na pewno jest ktoś kto ma większe predyspozycje do udzielenia pomocy. To kiedyś świat zgubi, ale z drugiej strony czy sam nie był lepszy? Przyszedł do niego dopiero wtedy gdy ten napisał. Sam nie wyszedł choćby z cieniem inicjatywy, nawet nie zadał sobie trudy by sprawdzić co się dzieje z jego partnerem. To naprawdę przykre i zapewne wyrzuty sumienia jeszcze na długo z nim zostaną.
-Nie Mingyu, nie jestem. Do prostu ludzie są ślepi i często bagatelizują niektóre rzeczy – westchnął cichło, z rezygnacją. Problem polegał też na tym, że większość osób zbyt dobrze tłumiła własne emocje. To co na scenie i w pracy jest rzeczą wskazaną sprawia, ze często zatracamy to kim jesteśmy. Ukrywamy swój ból nie pokazując go do samego końca. Powinien czuć się dumny, że niejako tak dobrze wyszkolił Mingyu, tyle ze zamiast tego doczuwał niepokój. A co jeśli w końcu naprawdę obróci się to przeciwko niemu? Już tak było, i można się spodziewać, że będzie tylko gorzej.
-Nie jesteś śmieciem. I co gorsza jeżeli sam się tak postrzegasz dajesz powód innym by tak myśleli. Jesteś ponad to, masz naprawdę wiele do zaoferowania. – powtórzył po raz kolejny i tak czując, że łatwo jego zdania nie zmieni. Hwang bardzo stracił na pewności siebie i to było widać gołym okiem. Złamano go i teraz należało zrobić wszystko by znowu stanął na nogi silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. – Niestety będziecie zmuszeni pracować razem. Myślę, że powinniście chociaż spróbować się dogadać. Albo nauczyć się ze sobą współpracować. Jeżeli ciągle będziecie ze sobą walczyć lub się unikać nic z tego dobrego nie wyniknie. Wykończycie się nawzajem, ty omijaniem go, on schodzeniem ci z drogi. -Tylko co zrobić, by tych dwoje się porozumiało? Nie miał pojęcia. To nie będzie ani nic łatwego, ani nic przyjemnego. No i pytanie, czy Noel powinien się w to wtrącać? To nie była jego sprawa, to ci dwaj musieli się dogadać. Zamkniecie ich razem w jednym pomieszczeniu nic nie da, to nie film gdzie wrogowie myjąc razem podłogi nagle odkrywają przed sobą wszystkie bolączki. Dobre sobie. W życiu nie byłoby tak łatwo, plus Hwang by mu raczej tego nie wybaczył, a jak podejrzewał Takuya bez słowa zabrałby się za wykonywanie polecenia jak na sumiennego Japończyka przystało. Może rozdzielenie ich nie byłoby takie głupie, tylko że zabranie któregokolwiek gdzieś indziej byłoby dla nich krzywdzące.
-Tego nie wiesz, nie możesz mieć takiej pewności. A unikając ich nawet nie dajesz im szansy by spróbować nawiązać kontakt – Czy to było aż tak trudne do zrozumienia? Naprawdę chciał by śmiertelne trio znowu było razem. Kiedyś wiele by dął, by ich trójka poluźniła nieco kontakty postrzegając to jako zgubny wpływ na otoczenie. Teraz mając co chciał zastanawiał się jak bardzo był głupi stawiając tak destrukcyjne żądania. Może gdyby wciąż miał Sunhwę i Minga przy sobie, załamanie nie byłoby tak ciężkie albo chociaż miałby w nim jeszcze jakieś wsparcie. Nie byłby sam, a i jeden powód doła byłby odjęty.
-Robi wiele dobrego i pomaga spiąć całą wytwórnię w jedno. Raczej nie idą jej rozmowy i ewaluacje. – nie bronił jej, jedynie wskazywał słabe i mocne strony kobiety. CEO nie mógł być wszędzie zajmując się strikte sprawami wytwórni. Od całej reszty miał ją i chyba niektóre obowiązki ją przerastały. Byli w podobnym wieku, a mimo to Noel raczej by się nie podjął zarządzania całą machiną od kuchni. To wyzwanie przekraczało jego umiejętności, jej najprawdopodobniej też, a mimo to radziła sobie całkiem nieźle. Dla niego, za jakiś czas stanie się naprawdę dobrą szefową, ale właśnie kiedy to będzie stało pod wielkim znakiem zapytania.
-Mam tego pełną świadomość – kolejny śmiech. Przecież zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli ponownie przestanie im się układać, zerwać wszystkiego nie będzie tak łatwo. Tak samo jak wiedział, że wizja wspólnej starości jest zbyt odległa by mogła być brana całkowicie na poważnie. Mogło się do tego czasu zdarzyć absolutnie wszystko, ale jeśli ta mała obietnica miała pomóc Gyu to gotów był ją złożyć. W końcu dobro młodszego było dla niego ważniejsze niż jego własne.
-Po części jest i oboje o tym wiemy. Nie ma sensu się oszukiwać. Schrzaniłem to i tyle. Powinienem był być przy tobie, albo chociaż dać ci poczucie, że możesz wciąż do mnie przyjść z prośbą o pomoc. Teraz już będzie inaczej. Gwarantuje ci to – zapewnił go biorąc jego dłonie razem by móc pocałować jego kłykcie w niemej obietnicy. Będzie inaczej, musi być.
-Chcesz teraz spróbować nagrać coś jeszcze raz czy wolisz wyskoczyć na miasto? W obu przypadkach ja jestem w pakiecie – zaśmiał się na powrót opierając się o fotel w którym siedział. Teraz kiedy Gyu był już spokojny istniała spora szansa, że da radę wykończyć to co tworzył. A jeśli nie, cóż mogą gdzieś zaszaleć z dala od wścibskich oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hwang Mingyu

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t311-hwang-mingyu#531 http://trainee.forumpolish.com/t327-gyu#567 http://trainee.forumpolish.com/t328-mingyu#568
Wiek : 21
Wzrost i waga : 184 / 58
Orientacja : Biseksualny

PisanieTemat: Re: Studio nagraniowe #5   Sro Sie 17, 2016 2:37 pm

Jednak Mingyu wiedział swoje i może nie każdy uznawał go za dzieciaka, ale przy pierwszym spotkaniu dosłownie każda osoba wkładała go do jednej z dwóch przegródek. Pierwszą był właśnie "dzieciak" i różne warianty tego określenia, a drugą "buntownik". I Hwang wiedział, że był oboma tymi określeniami na raz, ba! Było tego nawet więcej! Tak dużo, że niektórzy specjaliści od języka mieliby problem z nazwaniem wszystkich tych cech, które wręcz wypływały z tego młodego chłopaka. Ale takie właśnie były prawa młodzieńczości i w normalnych warunkach mógłby się rozwijać, kształtować tak jak chce i we własnym tempie. Tutaj niestety było inaczej i pod wpływem presji w końcu musiał się załamać. To i tak aż dziwne, że tak wrażliwy chłopak jak on wytrzymał tyle czasu praktycznie bez żadnych załamań. Oczywiście na płaszczyźnie pracy, bo tych związanych z kontaktami międzyludzkimi było już trochę i trzy na cztery przypadki dotyczyły kobiet. Chyba tak samo skomplikowane istoty nie mogą wchodzić ze sobą w żadne interakcje.
- Mógłbyś raz nie podważać tego, co mówię? Miło mi, że próbujesz mnie uspokoić, ale to są tylko sugar coated lies. - znów zabrzmiał na trochę zirytowanego, jednak zaraz ponownie westchnął głośno i mruknął "przepraszam", łapiąc go trochę mocniej za dłoń. Jednak irytacja w jego przypadku i obecnej sytuacji była jednym z tych wentyli bezpieczeństwa. Jeżeli wyrzuci ją z siebie, będzie to jak odkażenie rany. Jad musiał być usunięty przed ostatecznym wyleczeniem, czyż nie? Mingyu nie znał się na medycynie, ba, bał się lekarzy jak ognia, ale takie przenośnie były dla niego zazwyczaj najbardziej czytelne.
- Chciałbym udawać, że się tym nie przejmuję, ale nawet Ming nie miał by na to tyle siły. - powiedział po krótkiej przerwie, którą przeznaczył na ponowne uspokojenie oddechu. Patrzył się gdzieś w dal, w jakiś nieokreślony punkt na ścianie wyłożonej materiałem, który miał za zadanie tłumienie dźwięku. Przynajmniej Mingyu był mądry na tyle, by wybrać na miejsce swej pracy i późniejszego załamania miejsce, gdzie nikt ich nie podsłucha. Czasem myślał, jak widać... Chociaż było to w tej sytuacji znowu cholernie męczące.
Zmarszczył lekko brwi, gdy słuchał tego, co Noel miał mu do przekazania odnośnie relacji między Hwangiem a Fujimorim. Ciężko było mu to przyznać, ale z jednej strony Noel miał rację. Jednak to zostawi tylko dla siebie, bo w tym temacie nie zamierzał odpuszczać tak łatwo. Dla niego, jak zawsze, najlepszym rozwiązaniem było odcięcie bolącej kończyny. I nie byłoby dla niego znowu tak krzywdzące, gdyby to właśnie Japończyk został odesłany gdzie indziej. W końcu nadal był trainee, nadal miał przed sobą wiele możliwości, a Mingyu kisił się wśród predebiutantów już od dłuższego czasu, czekając tylko na dobry moment. Bo był gotowy i wiedział to doskonale.
- Jeżeli będzie to konieczne, jeśli nie będzie innego wyjścia, to będę z nim współpracował. To tylko biznes, jak każdy inny. Na pewno nagrywałeś jakąś dramę z kimś, kogo nie lubisz i musieliście grać przyjaciół. Albo byłeś na sesji z kimś takim. Wiele grup działa w ten sam sposób. Wczesne SHINee, SECRET, Miss A, EXO, żeby nazwać tylko parę... - Nie zamierzał dopuścić do tego, żeby ten durny Japończyk zniszczył mu karierę. Nie to, na co on sam pracował dzień i noc od paru lat. Nie jego marzenia, obietnicę daną najważniejszej osobie, jaka pojawiła się w jego życiu. Musiałby być kompletnym frajerem i nie wybaczyłby sobie do końca życia. Nawet, jeżeli perspektywa skończenia tego wszystkiego wisiała nad nim już od dawna, a przez jego usta nawet zdążyła się przecisnąć.
- Znam ich dobrze. Z Sunhwą musiałby się stać jakiś cud. Ming to jeszcze gorsza sprawa i jeżeli nie ułożę się najpierw z Ryu, na Du trzeba poczekać. - sam sobie nie wierzył, że potrafił myśleć tak analitycznie w tak tragicznej sytuacji. Ale musiał, musiał zacząć, jeżeli w ogóle chciał przywrócić dobre kontakty z tamtymi. Chociaż wiedział, że nadal był nie tyle za słaby na takie poczynania, co za bardzo się ich bał. I swoich akcji i reakcji obu z jego przyjaciół, a także ich samych. Po prostu.
- Samo spajanie wytwórni da się osiągnąć na imprezach integracyjnych, nie mydl mi oczu. - tutaj chyba też nie dojdą do kompromisu. Ale Mingyu nie zamierzał tej kobiecie popuszczać. Gdyby mógł, sprawiałby najwięcej problemów, jednak na tyle marginalnych, że szefostwo miałoby to kolokwialnie mówiąc, w dupie. Jednak kłóciło to się z jego planem dotyczącym omijania jej szerokim łukiem. Musiał więc wymyślić jakiś inny sposób i chyba miał nawet zalążek pomysłu. Ale nie o tym teraz.
Uśmiechnął się dość szeroko, świecąc białymi zębami. Ech, wiedział, że go kocha i że to najsilniejsze uczucie na świecie. Nawet w środku tej katastrofy mógł czuć się na tyle błogo, na ile on sam sobie pozwalał. Na ile mógł także liczyć na modela. Muszą po prostu nauczyć się siebie na nowo, wyczuwania nastrojów i odrzucania aktorstwa, gdy są sami. Te umiejętności mogą przynieść im tylko dobro.
- Sam cię nie dopuszczałem. Dlatego mówię, że to nie twoja wina. Zjawiłeś się jednak, kiedy cię najbardziej potrzebowałem i za to dziękuję. - powiedział po chwili, samemu całując go w czoło. Ech, w sumie to był nawet uroczy, kiedy się tak przejmował.
- A możemy pójść do ciebie? Chętnie bym się po prostu wyspał. - zaśmiał się naprawdę uroczo i szczerze, zasłaniając sobie jednak usta rękawem bluzy. Miał nadzieję, że mężczyzna nie będzie miał nic przeciwko.

_________________

Hwang Mingyu


Lekkomyślność śpi ze mną, płocha weselnica,
Sakwę, gdziem mądrość chował, przedarła psotnica...
W drodze szczęśliwiem zgubił swą mądrość znużoną.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baek Noel

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t262-baek-noel#391 http://trainee.forumpolish.com/t388-amerykanski-dupek#845
Wiek : 32
Wzrost i waga : 188 cm 79kg
Orientacja : Biseksualny

PisanieTemat: Re: Studio nagraniowe #5   Nie Sie 21, 2016 3:36 pm

Zaśmiał się na ten wybuch. Choć nie był to przejaw wesołości w żadnym stopniu. To nie były te białe kłamstewka, które mówi się, by toś poczuł się lepiej. Noel w to wierzył i chciał, by Gyu zrobił to samo. Na to jednak najwidoczniej za wcześnie. Chłopak potrzebował czasu by przetrawić ich rozmowę, zrozumieć to co chce mu starszy przekazać. Póki co to faktycznie mogło brzmieć jak zwykłe frazesy mówione na pocieszenie. Niech mu chwilowo będzie, przestanie je mówić, już i tak dał mu chyba sporo do myślenia. Miał co rozważać gdy znowu zostanie sam musząc skupić się na dniu codziennym. Najważniejszym w tym było to, że nie był już sam. Znowu miał Noela przy sowim boku, który gotów był go nie tylko wysłuchać ale i pomóc mu najlepiej jak potrafił.
-Jeżeli cię to pocieszy, to trzeba się wykazać siłą by poprosić o pomoc. Dużo łatwiej jest udawać, ze da się radę zrobić wszystko samemu, że się nikogo nie potrzebuje. W momencie, w którym faktycznie prosisz kogoś by był przy tobie, otwierasz się wykazujesz się odwagą, odsłaniasz wszystkie swoje słabości, a to łatwo nigdy nie przychodzi. Śmieć by się na coś takiego nie zdobył. - Przecież ignorowanie swoich problemów czy szukanie wymówek by nie działać jest tak dziecinnie proste. Bo problem może sobie gdzieś tam rosnąć ignorowany, samemu się tchórzy by go rozwiązać, gdy nie boli jeszcze za bardzo. Później… później przestaje to być tak proste. Zostaje ci albo się poddać albo walczyć, gdzie żaden wybór nie jest łatwy. Śmieć i tchórz odpuszczają, zostają ze wszystkim sami i jeśli na to zbyt długo pozwalają, przegrywają walkę z samym sobą. Przyznanie się do słabości, jest o wiele trudniejsze i chociażby dlatego warto taką osobę szanować i wspierać, bo robi coś naprawdę trudnego.
-Będzie to konieczne. Będziecie razem w zespole, dla wszystkich postronnych musicie być zgrana rodziną, paczka przyjaciół którzy razem robią to co kochają. Niestety nie ma tu miejsca na brak współpracy. Dlatego niestety musicie już teraz się nauczyć to robić. Naprawdę dajcie sobie szansę. I tak, na ekranie nie raz musiałem pracować z ludźmi których nie znoszę. Nawet nie wiesz jak trudno jest pokazać chemię i pożądanie z kimś, kogo najchętniej udusiłoby się we śnie. – uśmiechnął się do niego doskonale go rozumiejąc. To nie jest łatwe, a jednak możliwe. Może pomiędzy Fujimorim a Hwangiem będzie podobnie? Naprawdę liczył na to, dla nich obu będzie lepiej jeśli znajda wspólny język. Innej możliwości nie ma. Szczególnie, że wytwórnia wciąż chciała ich wypuścić w świat razem. Skoro to się udało wszystkim tym zespołom, które wymienił Gyu im też musi się udać. A jakoś nie wydawało mu się, by któryś z nich nagle postanowił zrezygnować z wytwórni ułatwiając drugiemu życie.
-Przesadzasz. Nie może być aż tak źle. Chociaż faktycznie łatwiej ci będzie dotrzeć na nowo do Ryu niż do Du. Jeszcze nie jest za późno tylko dajcie sobie szansę – westchnął przyznając mu rację. Z tej dwójki to właśnie Sunhwa był tym bardziej podatnym gruntem. Chociaż Ming ze swoją wiecznie lodową postawą mógłby się okazać mimo wszystko dobrym materiałem do pracy. Przynajmniej nie zacząłby się obwiniać za całą sytuację. Z Koreańczykiem może być różnie, charakter Ryu był na tyle skomplikowany, że może zwyczajnie stwierdzić, że to jego wina. Eh czemu to wszystko musi się aż tak komplikować i w momencie, gdy uporasz się z jednym problemem pojawia się kolejny.
Nie komentował już sprawy Bony, to nie miało sensu zwłaszcza, że Mingyu miał już wyrobione i utarte zdanie o niej. Powinien spojrzeć na wszystko z jej perspektywy, ale to się raczej nie stanie. Naprawdę był bardzo ciekawy jak ta rozmowa między nimi przebiegła, co takiego padło, że chłopak aż tak się do niej zraził. Jakoś nie postrzegał jej wcześniej za zło wcielone.
-Nie dziękuj, powinienem przybyć szybciej – sam się uśmiechnął. To prawda, czekało ich dużo pracy by przywrócić ich stare relacje. Zaufanie było tu podstawą, tak samo jak szczerość nie skrywana za całym szeregiem masek. Szczególnie dla Noela może być to trudne. Całe jego życie to jedna wielka gra, przywdziewanie coraz to innych charakterów. Jeżeli jednak chce by im się udało, to jest niezbędny krok.
-Jasne, i widzisz poznasz Ri szybciej niż myślałeś – sam się zaśmiał wstając z krzesła. Nim jednak wyszli, przyciągnął go jeszcze do siebie by złożyć na tych wąskich wargach pocałunek i dopiero po tym otworzył drzwi do studia przepuszczając go w drzwiach.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Studio nagraniowe #5   

Powrót do góry Go down
 
Studio nagraniowe #5
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: BRAND NEW SOUND :: Piętro III-
Skocz do: