IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Hangang Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Król Gry
Admin
avatar



PisanieTemat: Hangang Park   Pią Kwi 22, 2016 3:32 pm

Idealne miejsce na zrelaksowanie się i wypoczęcie, położone w pobliżu rzeki Hangan. Znajdują się tutaj szlaki turystyczne, drogi rowerowe, sklepy z przekąskami, a także wiele innych wakacji. W wakacje rodziny rozstawiają namioty i cieszą się pięknymi krajobrazami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Fabuły

avatar



PisanieTemat: Re: Hangang Park   Pon Maj 23, 2016 8:52 pm

Nie ma nic lepszego niż wiosenny spacer wzdłuż rzeki, prawda? Przynajmniej tak uważał pies Hwang Mingyu, który wesoło truchtał o parę kroków przed swoim właścicielem tego pięknego, marcowego popołudnia. Właściwie z boku wyglądało to tak, jakby to Dubu wyprowadzał swojego właściciela na spacer, a nie odwrotnie. Może nawet tak było. Zwierzak czuł się jak w domu, korzystając z wiosennej pogody i przyjemnej atmosfery. On, w odróżnieniu od właściciela, w ogóle nie przejmował się nagromadzeniem ciemnych chmur, które zwiastowały rychłe pogorszenie się pogody. Mingyu nie miał szans, by nakłonić pupila na współpracę – ulewa zastała go w połowie drogi do domu.
W podobnej sytuacji znalazła się także Yejin, wracająca do wytwórni pieszo, z miejskiej siłowni. Należało szybko znaleźć jakieś schronienie. Tylko gdzie?
Zaczyna: Hwang Mingyu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hwang Mingyu

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t311-hwang-mingyu#531 http://trainee.forumpolish.com/t327-gyu#567 http://trainee.forumpolish.com/t328-mingyu#568
Wiek : 21
Wzrost i waga : 184 / 58
Orientacja : Biseksualny

PisanieTemat: Re: Hangang Park   Wto Maj 24, 2016 10:39 am

Tak, oczywiście. Dubu kochał spacery. Mingyu kochał Dubu, a to z kolei drogą prostego powiązania logicznego prowadziło do tego, że Mingyu musiał być też przymuszony do kochania spacerów. Choć wysiłku fizycznego unikał jak mógł, a przez to przecież był jeszcze tak słaby w tańcu, dla Dubu robił wyjątek i pozwalał mu się ciągać, gdzie tylko popadnie. Bo przecież mógł jedynie górować nad nim wzrostem, co oczywiście robił, jednak siła pozostawała nadal po stronie psa. Przypominał sobie czasami, jak to on musiał wstawać codziennie rano i wyprowadzać małą, puchatą, jeszcze nie do końca obudzoną kuleczkę. A teraz on sam jest prawie zrywany z łóżka przez swojego wielkiego przyjaciela. Czasami zastanawiał się, co go skłoniło, albo raczej, co jego rodziców skłoniło do kupienia mu Samoyeda. Ale zaraz patrzył na Dubu, który przecież był Bogu ducha winny i po prostu kochał swoje psie aktywności, jak każdy z nas kocha swoje człowiecze. Wtedy wszystkie wątpliwości umykały, skrywały się pod ciepłym uśmiechem rozciągającym się na wargach Hwanga. Swoją drogą ostatnimi czasy bywało z nim różnie, ale pies od zawsze był gwarantem promyku uśmiechu w pochmurny dzień.
Przy okazji pochmurnego dnia, Mingyu uniósł głowę do góry, jednocześnie pociągając lekko za smycz, co by wyhamować choć trochę swojego białego potworka. Nie podobało mu się, że zaczął wiać lekki wiatr, który nagnał dużo sinych chmur. Co prawda najpierw zyskało to jego aprobatę, bo nie lubił smażyć się na słońcu, zwłaszcza w czarnych ciuchach, jednak na dłuższą metę stawało się coraz zimniej i to już zaczęło młodego chłopaka niepokoić.
Chciał już zawrócić. Naprawdę chciał. Ale Dubu miał inne plany, złapał trop i ciągnął Gyu niemiłosiernie za prawą rękę do tego stopnia, że chcąc nie chcąc, chłopak musiał mu pozwolić ciągnąć się dalej. Stawianie oporu na dłuższą metę skutkowałoby tylko wyrwaniem ręki ze stawu, a to z kolei nie uśmiechało mu się w równym stopniu, co smażenie na marcowym słońcu. Może nawet trochę bardziej. Zresztą, był zbyt wrażliwy na ból, nawet wzmianka o taki wypadku kreowała w jego głowie uczucie, które było zbliżone do prawdopodobnych skutków podobnych akcji. Nie chciał ryzykować.
Ale gdy pierwsze krople zaczęły odbijać się od jego kurtki, ściągnął mocno brwi. Miał nadzieję, że to przelotny deszczyk, typowy na warunki marcowe, jednak nic nie sprawiało, że mógł myśleć o nim dalej w tych kategoriach. Wręcz przeciwnie, przybierał on na sile, stale sprawiając, że resztki pewności siebie, jakie miał w przypadku swoich umiejętności przewidywania wypadków pogodowych, spływały w dół po nim, wraz z kroplami deszczu. Jeszcze raz spojrzał na Dubu, który zdawał się nie przejmować, ale tego było za wiele.
- Dubu, wracamy! - powiedział, zaraz jeszcze gwiżdżąc. Nie wiedział, dlaczego to zrobił, bo przecież Dubu nie był kompletnie przyzwyczajony do takich sygnałów. Może uznał, że w tej sytuacji każda próba zwrócenia na siebie uwagi psa jest potrzebna? Prawdopodobnie tak. W każdym razie ucieszył się przynajmniej, gdy pies podniósł głowę i spojrzał na niego pytająco.
- No chodź. - dodał z większym naciskiem, ciągnąc w miarę swoich możliwości za smycz, jednocześnie tak, by psa nie przydusić. Gyu był wyjątkowo delikatny w obyciu z psami, może przydałoby się dla odmiany traktować tak i ludzi? Zacisnął zęby czując, że deszcz obmywa go coraz bardziej i teraz jego piękne włosy zaczynają już przylegać mu do twarzy, oblepiając ją dokładnie w jej kształt. Co prawda uważał, że zawsze wyglądał co najmniej dobrze (poza tymi czasami, gdy czuje się wyjątkowo źle), ale wypadałoby przecież utrzymać pewien poziom. Jednocześnie pluł sobie w brodę za tę oznakę braku mózgu, która spowodowała, że nie wziął ze sobą parasola. Dubu to już tam pół biedy, on lubił, gdy było mokro, ale nie jego pan.
Rozglądnął się jeszcze dookoła, widząc niedaleko wiadukt. No. Strzał w dziesiątkę panie Hwang, pod wiaduktem nie pada. Zaparł się z całych sił, próbując ciągnąć tam Dubu. Ostatecznie jednak wystarczyła obietnica dania nagrody i w ten oto sposób, już przemoczony Mingyu ze swoim psim towarzyszem znaleźli się pod wiaduktem. Mingyu klapnął nieelegancko tyłkiem na ziemię, czekając, aż ulewa ominie te okolice i będzie mógł spokojnie wrócić do wytwórni. Przyciągnął do siebie i Dubu, który usiadł obok tak, że tworzyli groteskową wersję mędrca i jego zwierzęcia. Chociaż może coś w tym było...?

_________________

Hwang Mingyu


Lekkomyślność śpi ze mną, płocha weselnica,
Sakwę, gdziem mądrość chował, przedarła psotnica...
W drodze szczęśliwiem zgubił swą mądrość znużoną.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hoo Yejin

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t272-hoo-yejin http://trainee.forumpolish.com/t274-yejin http://trainee.forumpolish.com/t275-yejin
Wiek : 23
Wzrost i waga : 160/43
Orientacja : Biseksualna

PisanieTemat: Re: Hangang Park   Wto Maj 24, 2016 3:39 pm

Yejin ostatnio spędzała niemal każdy dzień tygodnia na siłowni. Poza tymi, kiedy to miała lekcje tańca,  w końcu połączenie jednego z drugim byłoby chyba lekką przesadą, prawda? Nie zapominała oczywiście o dniach, kiedy to musiała sobie zrobić przerwę. Nikt chyba nie chciałby się przemęczyć, a już z pewnością nie ona. Dbanie o formę i kondycję to jedno, a zajechanie swoich mięśni to drugie. Zdecydowanie nie należało to do przyjemnych.
Wracając jednak do rzeczy, blondynka postanowiła zrobić sobie krótki spacer po siłowni, coby w spokoju móc pomyśleć nad wszystkim i niczym. Powiedzmy, że najzwyczajniej w świecie tego potrzebowała. Był to błąd, zdecydowany błąd. Chyba nieco przeceniła dzisiejszą pogodę zakładając koszulkę z krótkim rękawkiem i nie biorąc ze sobą swetra. Ba! Nie wzięła nawet parasolki, a przecież wiadomym było, że w marcu pogoda jeszcze nie była zbyt ciepła i o deszcz nie trudno. Powiedzmy, że panienka Hoo po prostu za bardzo ucieszyła się ze słoneczka, które od rana zaglądało w okno jej pokoju.
Tak też teraz szła dość szybkim krokiem, już nieźle przemoczona, chcąc jak najszybciej dotrzeć do wytwórni. Chociaż nie było to dość dobrym pomysłem. Warto byłoby się gdzieś zatrzymać, coby mieć na sobie jeszcze jakąś suchą nitkę. Nie chciałaby się rozchorować, szczególnie teraz gdy postanowiła mocno wziąć się do pracy. W końcu ostatnio miała dość długą przerwę, a nie chciałaby wyjść na osobę, która to ma wszystko w głębokim poważaniu.
Ratunkiem okazał się wiadukt, o którym to dziewczyna przypomniała sobie idąc wzdłuż rzeki. W ciepłe dni zdarzało jej się nie raz pod nim siedzieć. Idealne schronienie przed słońcem, mogło przecież być równie dobrym schronieniem przed deszczem, prawda? Przyspieszyła więc kroku, teraz w sumie prawie biegnąc, coby móc się szybciej schronić.
-Gāisǐ de. - Rzuciła, gdy znalazła się już pod schronieniem, początkowo kompletnie nie zdając sobie sprawy z czyjejś obecności. Wyjęła z torby z rzeczami ręcznik, po czym samą torbę rzuciła na trawę. Po to by móc na niej usiąść i w spokoju wytrzeć włosy, które były zdecydowanie zbyt mokre. Zawiesiła ręcznik na swojej szyi, dopiero teraz się rozglądając, w celu zorientowania się czy były jakieś szanse na to, że deszcz za chwilę przejdzie. Na jej nieszczęście, raczej się na to nie zanosiło. Dopiero teraz w sumie zauważyła, że nie jest w tej beznadziejnej sytuacji sama i pod wiaduktem chował się ktoś jeszcze. Rzuciła chłopakowi dość zrezygnowany uśmiech i wzruszyła ramionami. Cóż, można zgrywać pozory przyjaźnie nastawionej do ludzi, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hwang Mingyu

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t311-hwang-mingyu#531 http://trainee.forumpolish.com/t327-gyu#567 http://trainee.forumpolish.com/t328-mingyu#568
Wiek : 21
Wzrost i waga : 184 / 58
Orientacja : Biseksualny

PisanieTemat: Re: Hangang Park   Wto Maj 24, 2016 6:50 pm

Z Dubu przy boku nie zostało mu tak naprawdę nic innego poza oczywiście obserwowaniem ludzi. Nie wierzył, że z jego słynnym na całą chyba już wytwórnię szczęściem okaże się, że to faktycznie tylko przelotny deszczyk. Wyciągnął rękę w bok, zaraz już drapiąc swojego pupila za uchem. Jeden Dubu nie był w ogóle przestraszony czy zmartwiony tą sytuacją. Był dokładnym przeciwieństwem swojego pana, który teraz tak naprawdę dałby się jeszcze zasypać żywcem. Ale z Gyu był po prostu taki pesymista, wychodziło to raczej z jego natury, wspomaganej w tym wypadku warunkami atmosferycznymi. Można by się kłócić, czy bardziej był zrezygnowany czy smutny, ale tak naprawdę w chwili obecnej nie miało to za dużego znaczenia. Bo był idealnym połączeniem obu tych cech. Przylegały do niego tak samo, jak przemoczony materiał koszulki. I włosy, które zaraz odgarnął z twarzy, bo przecież nawet w takiej sytuacji musiał wyglądać pięknie. W końcu był już prawie idolem. A fanki też kiedyś spotkał, więc to nie było tak, że mógł spać spokojnie. Musiał cały czas stać na baczność, bo nie wiadomo było, co może się stać.
Tak więc obserwowanie ludzi... Z punktu, który był raczej suchy niż mokry, było to co najmniej zabawne. Biegali we wszystkie strony, prawie jak w chaosie, chociaż to był tylko deszcz. Zresztą, podbudowało go to trochę na duchu, bo myślał, że jest jedynym w okolicy, który zapomniał parasola. Okazało się, że takich zapominalskich jest więcej, jednak nie wszyscy wpadli na pomysł wejścia na chama do jego kryjówki. Tak, jego. Bo on był tutaj pierwszy i przez to mógł dyktować warunki. Efektywna okupacja res nullus. Chociaż gdyby dowiedział się o tym urząd miasta, miałby o tym zupełnie inne zdanie.
W końcu ktoś zdecydował się na ukrycie się obok niego. Odruchowo przytrzymał Dubu, który chciał jak najszybciej powitać nową osobę. Pies był mokry i gdyby rzucił się na kogokolwiek, zmoczyłby go jeszcze bardziej, a pewnie w dodatku też ubrudził. Póki był to sam Mingyu nie było problemu, ale nie chciał płacić za pralnię nieznajomym. A zresztą nie wiadomo, czy ta osoba w ogóle psy lubi, czy może nie chce mieć z nimi nic wspólnego. Tak jak wolał nie ryzykować w swym osobistym życiu, tak samo nie lubił wystawiania się na wypadki losowe też w kontakcie z nieznajomymi.
A co do nieznajomych, tym razem nieznajomą okazała się niewysoka (oczywiście jak na standardy Mingyu) dziewczyna. Blondynka. I mógłby przysiąść, że skądś ją pamięta, jednak bardziej pamiętał jej fryzurę niż cokolwiek innego. I dałby się pochlastać, tu, na miejscu, że nie pamiętał jej ze szkoły, a z wytwórni. Bo jakoś kojarzyła mu się z przygaszonym światłem w studiu, na jakiejś lekcji... Na pewno nie było to światło jaskrawe, to nie mógł być taniec. Bo taniec zawsze pamiętał w jaskrawych barwach, w bieli i czerwieni. Może dlatego, że zawsze się na nich denerwował? Po chwili intensywnego wpatrywania się w dziewczynę stwierdził, że nawet na jego dziwne zagrywki to za dużo i warto po prostu dać jej spokój. W końcu nie zrobiła nic, co mogłoby usprawiedliwiać jego usilne wpatrywanie się w nią. W Bogu ducha winną dziewczynę, która przecież jak on chciała się tylko skryć przed deszczem. Ale coś nie dawało mu spokoju i wiedział, że gdzieś już ją widział.
- Widzisz, Dubu? Pani ma ręcznik, a my się wysuszymy dopiero jak wrócimy do domu. Nie zachoruj mi tylko! - zaczął mówić do psa, kompletnie nie przejmując się tym, że niektórzy mogli to uznać za dziwne. I to pewnie ci, którzy kochali koty. Bo oni nie rozumieli więzi między człowiekiem a psem. Ale nie był na nich zły. Sam nie rozumiał za co można lubić koty.
Przez następne parę minut bił się z myślami, czy zagadać. Bo w końcu ją pamiętał i chociaż był prawie przekonany, że ona go nie, to lepiej było z kimś pogadać pod tym wiaduktem (mimo to, że zawsze zostawał Dubu) niż marudzić samemu na swój los.
- Myślisz, że przejdzie? Czy będziemy tu nocować? - spytał z kruchym śmiechem próbującym się wydostać z jego warg. Lepiej zagadać tak niż stchórzyć. Chociaż Mingyu kompletnie nie miał na myśli zagadania-flirtowania, po prostu nie chciał się zanudzić. A może i ją trzeba było pocieszyć?

_________________

Hwang Mingyu


Lekkomyślność śpi ze mną, płocha weselnica,
Sakwę, gdziem mądrość chował, przedarła psotnica...
W drodze szczęśliwiem zgubił swą mądrość znużoną.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hoo Yejin

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t272-hoo-yejin http://trainee.forumpolish.com/t274-yejin http://trainee.forumpolish.com/t275-yejin
Wiek : 23
Wzrost i waga : 160/43
Orientacja : Biseksualna

PisanieTemat: Re: Hangang Park   Pon Maj 30, 2016 4:06 pm

Cóż, może niektórym z tych ludzi się spieszyło, a pozostali może mieli po prostu blisko do tomu i chowanie się pod wiaduktem nie było im potrzebne? Ewentualnie mogli być też tak głupi, że woleli po prostu moknąć, bo po co poczekać trochę aż przestanie padać, albo chociaż deszcz osłabnie na tyle, by nie zostać kompletnie przemoczonym. Może niektórym zależało na rozchorowaniu się by wziąć kilka dni wolnego? Yejin osobiście najbardziej stawiałaby na głupotę, chociaż ona to ona. Większość ludzi, których nie znała uważała za niezbyt mądrych. Być może to podejście nie było zbyt dobre, a wręcz nieco chamskie, ale blondynka już tak miała, że nowych ludzi traktowała z dystansem. Ba! Można by powiedzieć, że była dla niektórych zimną suką. Miało to oczywiście swoje powody. Po prostu panienka Hoo miała niezbyt dobre wspomnienia jeśli chodzi o poznawanie nowych ludzi i najzwyczajniej w świecie próbowała uchronić się przed kolejnymi toksycznymi osobami. Aż dziwne, że potrafiła sobie ona znaleźć przyjaciół. Nie każdy byłby tak wytrwały by wytrzymać jej początkowe humorki. A może oni poznali się na jej dobrym serduchu? Tak, była z niej trochę miękka klucha, ale udawało jej się to ukrywać chyba dość skutecznie.
Z tych jakże inteligentnych przemyśleń wyrwał ją głos chłopaka, który najwyraźniej mówił do swojego psa. Yejin nie uważała tego za dziwne, a wręcz przeciwnie, za jak najbardziej normalne. Ona sama kochała wszelkiego rodzaju zwierzęta i uważała, że mają one uczucia, więc nie raz zdarzyło jej się do jakiegokolwiek odezwać. Żałowała tylko, że nie miała czasu by jakiegokolwiek do siebie przygarnąć. Chciałaby żeby po powrocie do domu witało ją radosne spojrzenie przyjaznego czworonoga. Niestety, teraz mogła tylko pomarzyć, ale kto wie? Może się niebawem na jakiegoś skusi? I można wierzyć, że nie obraziłaby się gdyby pies do niej po prostu podbiegł. Mógł ją brudzić do woli! Przecież to tylko zwierzak, w taką pogode i tak sama nieźle się upieprzy ze swoją wrodzoną niezdarnością. Jak do obcych ludzi była nastawiona niezbyt przychylnie, tak do zwierzaczków nastawienie to było zupełnie odwrotne. Uśmiechnęła się nawet pod nosem, patrząc na psiaka.
- Mam jeszcze jeden, mogę go użyczyć żeby psiak się nie rozchorował. - Pozwoliła sobie skomentować, bo któż jej bronił? Oczywiście chodziło tylko wyłącznie o psa! Przecież byłaby szkoda gdyby ta biała, dość włochata zwierzyna się rozchorowała! A leki dla zwierząt potrafiły być naprawdę drogie. Nie żeby przejmowała się wydatkami chłopaka, po prostu chodziło o dobro psa. Tak, zdecydowanie tak. Nawet wstała z torby, by ten drugi ręcznik wyjąć i wyciągnąć go w stonę, jak jej się wydawało, nieznajomego. Co jej szkodziło?
Yejin niestety nie miała zbyt dobrej pamięci jeśli chodziło o twarze ludzi, których spotykała na zajęciach. Większości nie miała okazji lepiej poznać, więc jakoś niespecjalnie zawracali jej głowę. Dlatego też blondynka nie miała zielonego pojęcia, że i znajdujący się tu chłopak był z wytwórni. Nawet jeśli go spotkała, to naprawdę tego nie pamiętała. Na zajęciach skupiała się tylko na zadaniach, a nie na przebywających na nich ludziach. Zwróciła swój wzrok na otoczenie poza wiaduktem, w momencie w którym chłopak zadał jej pytanie.
- Jak na razie nie zapowiada się, żeby miało przejść, ale mam nadzieje, że tak się jednak stanie. Chyba wolę spać w swoim ciepłym łóżku, niż na ziemi pod mostem. - Odpowiedziała po chwili zastanowienia i możemy jej bić pokłony za to, że udało jej się nie być chamską! Ba! Nawet się delikatnie uśmiechnęła. Brawo Yejin. Brawo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hwang Mingyu

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t311-hwang-mingyu#531 http://trainee.forumpolish.com/t327-gyu#567 http://trainee.forumpolish.com/t328-mingyu#568
Wiek : 21
Wzrost i waga : 184 / 58
Orientacja : Biseksualny

PisanieTemat: Re: Hangang Park   Pią Cze 10, 2016 3:54 pm

Widząc, że dziewczyna się porusza, Dubu automatycznie włączył się tryb wędrownika. Oczywistym było też to, że Mingyu, widząc co się dzieje, równie instynktownie przysunął psa do siebie. Nadal nie znał stosunku dziewczyny do zwierząt, ale zaraz ta tajemnica miała stać się już jasna. I przez to przestać być tajemnicą. Widząc dłoń z ręcznikiem wyciągniętą w swoim kierunku, Mingyu zmieszał się na moment...
- Ech, nie, nie, dziękuję. Dubu ma ciepłe futerko i nie będzie mu zimno. Co nie, mały? - powiedział, patrząc teraz na swojego "małego" psa, który przecież sięgał mu do uda. A zważmy na to, że Mingyu był dość wysoki, w końcu miał ponad metr osiemdziesiąt. Prawie metr osiemdziesiąt pięć. Znaczyło to po prostu, że Mingyu nadal widział w Dubu tego szczeniaczka, którego przywieźli mu rodzice, nawet, jeżeli rozmiarowo nie zgadzało się to z rzeczywistością. Ale ktoś o tak jednak wrażliwym sercu jak Hwang nie mógł przecież przestać kochać tego małego stworzonka, z którym i tak przeżył już wiele przygód. No i który swą psią miłością kochał jeszcze innych mieszkańców ich pokoju, czasami wbrew woli właśnie tych mieszkańców (dla przykładu Sunhwy) albo wbrew woli samego Hwanga (jak Takuyę). Nic nie mógł na to poradzić, w końcu ich wspólna relacja kosztowała Hwanga nawet przeniesienie się na znienawidzone przez niego dolne łóżko. Ale był zdolny do poświęceń wszelkiego rodzaju nawet czekania w deszczu. Nie mógł tylko pozwolić na to, by w ich wspólne problemy angażował się ktoś jeszcze. Na przykład ta blondynka.
- Nie chcemy z Dubu robić kłopotów, tobie się bardziej przyda. - zauważył, dokańczając już w myślach, że przecież szkoda by było, gdyby taka ładna dziewczyna się rozchorowała. Skąd ochota na śmieszkowanie w jednym z gorszych momentów jego życia? Nie miał pojęcia. Ale warto powiedzieć, że chociaż przez moment jego twarz rozpromieniła się pod wpływem tych jego głupich myśli. W sumie miło było porozmawiać z kimś innym niż Dubu raz na jakiś czas. Nawet wtedy, gdy rozmowa była skrajnie kurtuazyjna.
- Wiesz, zawsze możesz nałożyć ten suchy ręcznik na głowę i jakoś przemknąć. Ja przy Dubu muszę mieć dwie ręce wolne, skubany ma tyle siły, że by mi uciekł, gdyby złapał trop. Prawda? - Na sam koniec swojej niesamowicie przydatnej porady zaśmiał się krótko, klepiąc swojego pieska po głowie. Dubu natomiast przymknął wtedy oczy, łasząc się pod jego rękę jeszcze bardziej. Przenajukochańszy psiak na świecie.
I co ja bym bez ciebie zrobił, mały?

_________________

Hwang Mingyu


Lekkomyślność śpi ze mną, płocha weselnica,
Sakwę, gdziem mądrość chował, przedarła psotnica...
W drodze szczęśliwiem zgubił swą mądrość znużoną.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hoo Yejin

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t272-hoo-yejin http://trainee.forumpolish.com/t274-yejin http://trainee.forumpolish.com/t275-yejin
Wiek : 23
Wzrost i waga : 160/43
Orientacja : Biseksualna

PisanieTemat: Re: Hangang Park   Wto Cze 14, 2016 4:12 pm

Spojrzała uważnie na psiaka, zaraz kręcąc głową w reakcji na słowa chłopaka. Jednocześnie uśmiechnęła się pod nosem na słowo "mały". Cóż, psiak ten zdecydowanie do małych nie należał, ale to zależy jak dla kogo. Ona sama była kurduplem, więc psa zaliczyłaby do tych zdecydowanie większych.
- Nic mu z tego ciepłego futerka kiedy jest całe przemoczone. Wtedy już raczej nie jest ciepłe. - Przecież to działało tak samo jak ubrania. Normalnie było w nich ciepło, a gdy były przemoczone mogło się zrobić naprawdę zimno, nie? A Yejin naprawdę szkoda było tego czworonoga. Jakby się przeziębił to naprawdę byłoby szkoda, nie? O samą siebie się nie martwiła, w końcu zdążyła się wytrzeć gdy tylko znalazła się pod schronieniem. Na szczęście jej odporność była dość dobra i byle deszcz nie był w stanie sprawić żeby się rozłożyła. Natomiast co do psa pewności nie miała. Może i chłopak miał racje, ale nie wydawało jej się by przemoczone futro należało do najcieplejszych.
- Nah, ja już jestem wystarczająco sucha by się nie rozchorować. Twój psiak chyba nie bardzo. Z resztą podobnie do Ciebie. - Dalej trzymała ręcznik wyciągnięty w jego stronę. Chociaż raz starała się być miła i co? I jej pomoc została odrzucona. Niemniej nie zamierzała odpuścić. Najzwyczajniej w świecie należała do osób bardzo upartych i gdy sobie coś postanowiła, to ciężko ją będzie zmusić do zmiany decyzji. Od co.
Zmarszczyła delikatnie brwi, jakby w zastanowieniu, gdy chłopak zarzucił jakże pomocnym pomysłem. Zaraz jednak ponowie pokręciła głową.
- To chyba jeszcze nie jest dobry moment, bym wprowadzała nowe mody. Kolekcja wiosna dwa tysiące szesnaście. Ręcznik przeciwdeszczowy! - Zaśmiała się do siebie pod nosem. Może i miała nieco nietypowe poczucie humoru, ale uznajmy, że po prostu rozbawiła ją wizja samej siebie, biegnącej z ręcznikiem na głowie. Poza tym, naprawdę wolała uniknąć biegania kiedy deszcz dalej lał się z nieba. Z jej szczęściem pewnie wylądowałaby w kałuży i tyle by było z jej chowania się przed deszczem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hwang Mingyu

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t311-hwang-mingyu#531 http://trainee.forumpolish.com/t327-gyu#567 http://trainee.forumpolish.com/t328-mingyu#568
Wiek : 21
Wzrost i waga : 184 / 58
Orientacja : Biseksualny

PisanieTemat: Re: Hangang Park   Pią Cze 24, 2016 6:54 pm

Fakt, Dubu był dość spory. Sam Mingyu raczej nie uważał się z kolei za jakiegoś super wysokiego, jednak w porównaniu z większością dziewczyn (albo taką małą, biedną Xią, która chyba była najniższą osobą, którą znał z widzenia w wytwórni) wydawał się być gigantem. Dlatego też mierzył psa swoją miarą, choć raczej dlatego, że po prostu... widział w nim małego, trzymiesięcznego szkraba, którego dostał od rodziców jakiś czas temu. Podobnie przecież robili wszyscy rodzice i dziadkowie na świecie, przez to cen mechanizm został też wbudowany w umysł Hwanga. Może nie specjalnie, ale jakoś tak po prostu wyszło.
Widząc, że dziewczyna nie da za wygraną, stwierdził, że i tak weźmie ręcznik. W sumie to już raczej z grzeczności, dbając, by nie zdrętwiały jej ręce, niż z tego, żeby Dubu się nie rozchorował. W ogóle psy bardzo rzadko chorowały na takie zwykłe, ludzkie przeziębienia. Albo ich odpowiedniki. Dubu sam w sobie był okazem zdrowia i Mingyu zazdrościł mu tego, że gdy on sam leżał w łóżku już parę razy z powodu gryp i innych wesołych rzeczy, Dubu nie zdarzyło się chorować ani razu. Gyu wiedział, że martwiłby się o niego jeszcze bardziej, gdyby wystąpił jakikolwiek objaw. Czuł się za psa niesamowicie odpowiedzialny, szczególnie w deszczu.
- Dziękujemy razem z Dubu. - powiedział jeszcze, wycierając psa dokładnie, a ten, jakby zgadzając się ze swoim właścicielem, zaszczekał głośno, tak jak lubił. Mingyu uśmiechnął się wtedy pod nosem, szepcząc psu na ucho, że jeszcze troszkę i wytrzyma całe te wycieranie, jakby nie było z tym kompletnie żadnego problemu. Bo przecież nawet taki ułożony pies jak Dubu był okropnie niecierpliwy, kiedy ktoś go tarmosił na wszystkie strony! Ale po tych krótkich upomnieniach od chłopaka, udało mu się uspokoić. No i jeszcze raz, samemu, porządnie wytrzepać.
Teraz Mingyu tarmosił niemiłosiernie wilgotny ręcznik w dłoni, przeżywając wyborczą traumę. Czy oddać jej śmierdzący ręcznik i zapomnieć o sprawie, czy może lepiej wyprać go i oddać jej przy ponownym spotkaniu. Był nadal niemal pewny, że dziewczyna także była trainee, więc po zaśmianiu się krótko z jej opowieści o ręczniku przeciwdeszczowym kolekcji s/s16, postawił wszystko na jedną kartę.
- Upiorę ten ręcznik i oddam ci w wytwórni, dobrze? Też jesteś z BNS, prawda? - dwa pytania na jedną odpowiedź były trochę ryzykowne, zwłaszcza, że dziewczyna mogła uznać, iż Mingyu jest jakimś psychopatą z psem, który ją śledzi. A on po prostu pamiętał różne szczegóły! Takie jak włosy dokładnie w tym samym odcieniu migające mu gdzieś na wysokości brody po korytarzu.

_________________

Hwang Mingyu


Lekkomyślność śpi ze mną, płocha weselnica,
Sakwę, gdziem mądrość chował, przedarła psotnica...
W drodze szczęśliwiem zgubił swą mądrość znużoną.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Fabuły

avatar



PisanieTemat: Re: Hangang Park   Sob Lip 23, 2016 9:22 pm

Fabuła zakończona. Temat pusty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gi Jinwoon

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t156-gi-jinwoon#181 http://trainee.forumpolish.com/t173-jinnie#199
Wiek : 18
Wzrost i waga : 170 cm | 53 kg
Orientacja : homoseksualny

PisanieTemat: Re: Hangang Park   Sob Wrz 03, 2016 9:05 pm

Nauka do zawodu piosenkarza kojarzy się z godzinami spędzonymi w studio nagraniowym, na sali tanecznej, a w chwilach wolnych w łóżku. Taki obraz był... dość prawdziwy. Jakby nie patrzeć, sama logika podpowiada takie myślenie i nie jest ono błędne, jednak poza tym wszystkim czasami trzeba też znajdować czas na wyjście na dwór. Jako, że idole muszą trzymać linię, co jest lepszym sposobem na spędzenie wolnego czasu, jeśli nie jogging? Prawdę powiedziawszy, Jinwoon teoretycznie biegał codziennie. Wieczorem wychodził w dresie, czasem ktoś pytał czy chce mu się dzień w dzień uparcie pokonywać te same szlaki, aby utrzymać kondycję, ale on jedynie zbywał to wzruszeniem ramion. Nie biegał. To znaczy, nie zawsze. Czasami był zmuszony podkręcić tempo, aby zdążyć na wyznaczoną godzinę do klubu i z powrotem, ale innymi razy zarzucał kaptur na głowę i szedł bocznymi uliczkami, a po powrocie i tak ociekał potem, więc nikt nie kwestionował. Aczkolwiek raz na jakiś czas faktycznie przydałoby się pobiegać! I w takich sytuacjach Jinwoon czuje się jak nowo narodzony.
Wiatr we włosach, buty wybijające równy rytm na chodniku, coraz częstsze skurcze mięśni płuc, nad którymi trzeba panować, aby nie zacząć dyszeć. Jin zawsze lubił biegi. Były jego sposobem na oderwanie od rzeczywistości, udowodnieniem, że wcale nie jest uciśniony, a wolny. Przecież kto mu zabroni skręcić w następną uliczkę, potem jeszcze w następną i jeszcze jedną, ostatecznie oddalając się od dotychczasowego życia na tyle, że nikt już nie będzie w stanie go znaleźć? Aczkolwiek teraz nie uciekał. Między innymi dlatego, że nie chciał, a z drugiej strony nie miał jak, ponieważ nie był sam. Rzucił okiem na chłopaka biegnącego obok. Na kosmyki włosów podskakujące wkoło jego głowy, niemalże mechaniczne ruchy całego ciała, które reagowało na każdą zmianę tempa. Jin raz odetchnął głębiej, aby zebrać w sobie siły, po czym odwrócił się tyłem do zwrotu ruchu, aby biegnąc tyłem móc być niemalże na wprost Minsoo.
- Lewo czy prawo? - spytał, machając głową w odpowiednie kierunki z uśmiechem i czekając na decyzję. - Jak dobrze pamiętam ostatnio była prawa. Wcześniej lewa... czy... ?- zmarszczył brwi w zamyśleniu, po czym pokręcił głową. - Myślisz, że damy radę wrócić? - spytał z udawanym przerażeniem, rozszerzając oczy do maksimum możliwości. Po chwili podniósł rękę i odgarnął z czoła wilgotne, kolorowe kosmyki włosów, które tak czy siak po kilku sekundach wróciły na swoje miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nam Minsoo

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t155-nam-minsoo#172 http://trainee.forumpolish.com/t162-minsoo#187 http://trainee.forumpolish.com/t163-minsoo#188
Wiek : 17
Wzrost i waga : 175/56
Orientacja : homoseksualny

PisanieTemat: Re: Hangang Park   Nie Wrz 04, 2016 12:54 pm

Minsoo nigdy nie był miłośnikiem joggingu. Od zawsze był zbyt leniwy, by zaraz o świcie zerwać się z łóżka na rzecz porannego biegania i również identycznie było, kiedy wybijały wieczorne godziny, a na Seulowskich ulicach można było spotkać truchtających ludzi. Wolał czas, który poświęciłby, a jego zdaniem zmarnował, na bieganie, przeznaczyć na coś bardziej pożytecznego. Dłuższy sen, obejrzenie jakieś dramy, a niekiedy chociażby bezcelowe gapienie się w sufit z myślami zmieniającymi się niemalże z prędkością światła. Znalazłoby się o wiele więcej czynności, a ich wymienienie pewnie zajęłoby sporo miejsca.
Po tym, jak w swój grafik musiał wepchnąć jeszcze lekcje tańca, dodatkowy wysiłek fizyczny nawet nie wchodził w grę. Niby nie zawsze był zmęczony na tyle, żeby nawet nie miał siły ruszyć najmniejszym palcem, ale jakoś nie widziało mu się dodatkowo się przemęczać. Bo i po co? Aktywności fizycznych miał w zupełności wystarczająco, nadwaga mu nie groziła, a skoro w bieganiu nie znajdował żadnej przyjemności, więc najlepszym wyjściem jest ograniczenie go do sprintowania, kiedy jest spóźniony na jakieś zajęcia.
Skoro nie lubił biegać, automatycznie nasuwa się pytanie “Dlaczego właśnie to robi?”. Odpowiedź wcale nie jest tak bardzo skomplikowana. Nic mu się nie odmieniło, nikt do niczego nie zmusił, ani nie przegrał żadnego zakładu - nic z tych rzeczy. Najzwyczajniej w świecie Jinwoon zapytał go, czy nie chce dotrzymać mu towarzystwa, a z racji tego, iż żadnych innych planów nie miał, a chłopaka naprawdę lubił, zgodził się po chwili wahania i w taki oto sposób skończył w parku Hangang, przebierając nogami trochę szybciej niż zwykle i dysząc niczym osiemdziesięcioletni dziadek po wejściu na ostatnie piętro wieżowca. Okay, może nie aż tak, bo w końcu kondycję jakąś tam miał, skoro tyle czasu poświęcał na taniec, ale i tak był o wiele bardziej zmęczony niż po wyjściu z sali tanecznej… Albo tylko tak mu się wydawało, co też jest bardzo prawdopodobne.
- Lewo - odpowiedział po tym, jak już dogonił chłopaka, który wcześniej był tylko kilkanaście kroków przed nim, ale jednak. Nam naprawdę podziwiał Jina za to, że dzień w dzień chce mu się pokonywać kolejne kilometry. Z tego co zauważył, nawet deszcz nie był mu straszny, co już w zupełności przekraczało Minowe pojęcie. Bieganie w całkiem ładną pogodę to jedno, wśród zimnych kropel to już coś całkowicie innego. - A nie prawa? - odpowiedział z zamyśloną miną. Tak często skręcali w przypadkowe dróżki, że sam zaczął się mylić, którą stronę ostatnio wybrali. - W razie potrzeby, która raczej nastąpi, skorzystamy z mapy - powiedział, uśmiechając się. W końcu nie żyli w czasach, gdzie nikt nigdy nie słyszał o mapach. Teraz nawet nie muszą nosić tych papierowych w kieszeni, a wystarczy telefon z dostępem do internetu, a to posiada większość populacji, w tym chociażby Nam, więc problem rozwiązany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gi Jinwoon

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t156-gi-jinwoon#181 http://trainee.forumpolish.com/t173-jinnie#199
Wiek : 18
Wzrost i waga : 170 cm | 53 kg
Orientacja : homoseksualny

PisanieTemat: Re: Hangang Park   Wto Wrz 06, 2016 6:55 pm

Zmęczenie... można powiedzieć, że było codziennym elementem dnia, do którego idzie się przyzwyczaić. Jakby nie patrzeć, nawet dłuższe śpiewanie może człowieka wykończyć, a do tego dochodził taniec, aktorstwo, bmw i pełna lista innych zajęć przygotowujących do wyjścia na scenę, do ludzi, którzy będą obserwowali każdy krok niemalże sokolim wzrokiem. Aczkolwiek Jin jeszcze nie miał okazji przekonać się o tym, jak bardzo ciężka jest praca nad sobą. Jasne, tańczył i śpiewał, ale jego ranga w wytwórni nie wzrastała zbyt gwałtownie, więc miał sporo czasu wolnego. Dopiero kiedy będzie miał przed oczami debiut będzie musiał wziąć się za siebie, wyzbyć wszystkiego co mogłoby go spowalniać, aby móc wystrzelić przed siebie. Przed wszystkich. W końcu, jakby nie patrzeć, to był wyścig szczurów. Jednak aktualne wyjście nim nie było, więc nie bardzo się spieszył. Fakt, że bardziej gustował w sprincie, kiedy po kilkunastu sekundach jego płuca zaczynały się zaciskać, łydki płonąć, a chodnik umykał mu spod nóg w zawrotnym tempie. Teraz... teraz truchtał sobie tyłem, licząc na to, że nikt nie wpadnie w jego plecy, ani że on nie wbiegnie w jakiegoś biednego, nieświadomego przechodnia.
Skinął głową, akceptując wybór. Każda strona dobra. A może takim losowym wybieraniem uda im się przypadkowo wrócić do wejścia do parku? Stamtąd droga do wytwórni raczej będzie już sprawą banalną, zwłaszcza dla nich, skoro obaj pochodzili z tego miasta. Czasami Gi współczuł ludziom z mniejszych miasteczek, albo co gorsza z innych krajów. Biedactwa wychodzili na ulicę i ginęli w tłumie. Za to podziwiał ich za to, że zawsze udawało im się wrócić!
- Mogła być i prawa. Prawdę powiedziawszy nigdy nie ustalam sobie wcześniej drogi. Przynajmniej jest okazja na wprowadzenie chociaż odrobiny spontaniczności do tego padołu rutyny zwanego życiem - mruknął, mając ochotę wybuchnąć śmiechem na własną nieoczekiwaną zmianę w poetę końca wieku. Aż musiał otrzeć zgiętym palcem wskazującym wyimaginowaną łezkę spod oka, co skutkowało jedynie tym, że trochę rozmazał sobie eyeliner, który przez pot był w stanie nieco bardziej wrażliwym na zniszczenie niż zwykle. Spojrzał na czarną smugę na swoim palcu z żałością, jednak po chwili po prostu roztarł makijaż na dłoni i spróbował zapomnieć o tym incydencie.
- Coś ty, nie chcesz się ze mną zgubić? - spytał z zaczepnym uśmiechem i puścił chłopakowi oczko, po czym ze śmiechem odwrócił się do niego tyłem, aby przypadkowo nie minąć zakrętu, w który przecież planowali skręcić. Kiedy już pobiegli w lewo, już nie wrócił do poprzedniego sposobu biegania, a jedynie zrównał się z Minsoo, aby wygodniej im się rozmawiało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Król Gry
Admin
avatar



PisanieTemat: Re: Hangang Park   Sro Lut 15, 2017 9:55 pm

Fabuła zakończona. Temat pusty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryo Yaehyun

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t540-ryo-yaehyun#2205 http://trainee.forumpolish.com/t541-yae#2220
Wiek : 26
Wzrost i waga : 187/73
Orientacja : Hetero

PisanieTemat: Re: Hangang Park   Nie Mar 26, 2017 11:04 pm

Wszyscy lekarze zdecydowanie odradzali mu jakikolwiek nadmierny wysiłek fizyczny. Znaczenie dla niego miało jednak głównie słowo 'nadmierny', gdyż przez lata nauczył się jak bardzo może być ono względne. Kiedy jeszcze był w Niemczech, owszem trenował, wyciskał z siebie siódme poty na treningach i dawał z siebie, można powiedzieć, wszystko. Lata później, kiedy był już w Korei, okazało się, że nie trenując jako sportowiec, może mieć przed sobą jeszcze większe wyzwania. Musiał każdego dnia przekraczać jakąś granicę, a wszystko po to, by przeżyć i piąć się wyżej. Dziś... dziś przebiegł kilka kilometrów truchtem i stał ciężko oddychając, wsparty o wielkie drzewo, znajdujące się w parku. Ubrany w szarą bluzę, z kapturem zarzuconym na głowę i czarne spodnie dresowe. Miał na nogach nowe buty do biegania, kupił je, aby bardziej zmotywować się do pracy nad sobą i rehabilitacji. Oczywiście to nie wiele pomogło, nie w momencie, w którym nawet niewielki wysiłek wywoływał u niego zawroty głowy, mdłości, czy nawet utratę przytomności.
Tym niewielkim dystansem zrobił więcej, niż to na co pozwalali mu lekarze. On jednak czuł się z tego powodu tylko coraz gorzej, coraz słabszy, bardziej bezsilny, nawet beznadziejny. Co prawda jeszcze kilka tygodni temu, leżałby bez przytomności pod tym drzewem po tym wyczynie biegowym, a dziś stał, mając 'jedynie' silne zawroty głowy, ale jednak to zdecydowanie nie miało się w żaden sposób do sprawności jaką posiadał przed trafieniem do szpitala.
Trochę kierowany własną ambicją, a trochę frustracją, kiedy tylko odzyskał jako taką równowagę, stanął na równych nogach i zaczął ćwiczyć walkę z cieniem. Kiedyś był to standardowy element jego dnia, dziś robił to po raz być może trzeci odkąd wypisano go ze szpitala i mógł wrócić do wytwórni. Wymienił kilka prostych, kilka uderzeń, przeszedł do kopnięć, uników, dodał kilka klasycznych, choć prostych, ruchów capoeiry, by w pewnym momencie dać się ponieść fantazji, wykonując długą serię ciosów i kopnięć... kiedyś nie będącą wyzwaniem. Dziś poczuł jakby krew nagle odpłynęła mu z mózgu, jego wzrok został zamglony, a zaraz potem upadł na ziemię, czując się jakby na moment stracił władzę w całym ciele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Hangang Park   

Powrót do góry Go down
 
Hangang Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Park
» Tojadowy Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: SEOUL :: Tereny Zielone-
Skocz do: