IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sala treningowa #02U

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Król Gry
Admin
avatar



PisanieTemat: Sala treningowa #02U   Sob Maj 07, 2016 6:11 pm

Czy może istnieć idol, który zaskarbił sobie uznanie nacji bez żadnego wysiłku włożonego w trening? W BNS wierzymy, że to właśnie ciężka praca jest tym, co odróżnia przeciętnych od dobrych. Ci, którzy chcą osiągnąć sukces na pewno będą częstymi gośćmi na obszernych salach treningowych, które są idealnym miejscem, by poprawić swoje umiejętności - nie ważne, taneczne czy wokalne. Jedną ze ścian w całości pokrywają lustra, oprócz tego znajdziemy tu kilka szafek na różne, pomocne w ćwiczeniach rzeczy, małą lodówkę na wodę a także nienaganne nagłośnienie, do którego podłączyć można własny telefon, tablet czy laptopa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Du Ming

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t200-du-ming http://trainee.forumpolish.com/t338-ming#587 http://trainee.forumpolish.com/t337-ming#586
Wiek : 25
Wzrost i waga : 186 | 68

PisanieTemat: Re: Sala treningowa #02U   Nie Cze 26, 2016 3:25 pm

Jak każdy szanujący się trainee Ming nie mógł skupiać się tylko na sobie i na tym w czym był najlepszy, ale także rozwijać swoje pozostałe talenty. Ostatnio chyba nieco zaniedbał swój wokal dlatego też postanowił nieco nad nim popracować, a kto mógłby być do tego lepszym towarzyszem niż Sunhwa? Poza tym zawsze mogli zrobić sobie jakąś z tych cudownych sesji, gdy jeden drugiemu pokazywał tajniki tego na czym się znał i pomagał w szlifowaniu swoich zdolności, a nie ukrywajmy, że widząc przed sobą choćby niewyraźne widmo debiutu Ryu powinien zadbać o swój taniec, żeby nie wyglądać na scenie jak sztywna kukła, którą ktoś ciągnie na sznurkach, a Du postawił sobie za cel zrobienie z niego tancerza z prawdziwego zdarzenia. A chociaż takiego, którego występy przyjemnie by się oglądało. Według pewnej zasady wystarczy 10.000 godzin, by stać się mistrzem w pewnej dziedzinie... Chociaż lepiej jakby im udało się osiągnąć zadowalający poziom w nieco krótszym czasie.
Zresztą co do śpiewu to Chińczyk zdawał sobie sprawę, że powinien włożyć w to nieco więcej wysiłku. Nie może przecież popisywać się jedynie swoimi ruchami, bo wtedy może prościej byłoby po prostu zostać backdancerem i nie przejmować się, że ktoś będzie kazał mu otwierać usta i wydawać z siebie jakieś odgłosy. Zresztą chciał stać się naprawdę dobrym wokalem chociażby tylko tym pomocniczym, który miałby niekiedy odciążyć tych, którzy byliby prawdziwymi głosami zespołu. Nie miał ochoty odstawać od innych i mieć poczucie, że jest jedynie marnym zapychaczem.
Umówiwszy się wcześniej z Sunhwą zszedł od razu na minusowe piętro z zapasem wody, która na pewno przyda się w przypadku zmęczenia lub po to, by utrzymać gardło w dobrej kondycji. Ryu miał jeszcze wcześniej coś do załatwienia dlatego nie widział się z nim wcześniej w pokoju, ale to nic takiego... I tak będą się tam widzieć wieczorem. Całe szczęście, że po małej przeprowadzce wylądowali w jednym pokoju, bo wcześniej nie podobały mu się te całe wędrówki po korytarzu, żeby odwiedzić któregoś ze swoich kompanów. Teraz miał wszystkich w jednym miejscu.
Kiedy znalazł się już na miejscu postanowił, że rozrusza się nieco skoro był sam. Podszedł do głośnika znajdującego się w rogu i podłączył do niego swój telefon. Bogu dzięki za połączenia usb! Po czym przystąpił do małej rozgrzewki mięśni. Nikogo nie było w pobliżu dlatego te kilka minut samotności mógł poświęcić na nową choreografię do Nicka Jonasa... Normalnie nie robiłby tego publicznie, bo to taki trochę obciach z takim podkładem, ale co tam.

_________________

Art is not what I create what I create is chaos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu Sunhwa

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t122-ryu-sunhwa http://trainee.forumpolish.com/t125-the-princess#127 http://trainee.forumpolish.com/t126-sunhwa
Wiek : 24
Wzrost i waga : 50/174.
Orientacja : homoseksualny.

PisanieTemat: Re: Sala treningowa #02U   Nie Cze 26, 2016 8:23 pm

Sunhwa był typem perfekcjonisty: zawsze i wszędzie, do czego aktualnie by się nie zabrał. Tak samo podchodził do przedmiotów szkolnych, jak i do swoich pasji. I owszem, uznawano go za jeden z najlepszych wokali wytwórni, ale to wcale nie oznaczało, że mógł na tym poprzestać. Czas, jaki spędził na treningach śpiewu był trudny do zliczenia, a poprawę, którą dzięki temu dało się zauważyć, ciężko zmieścić w kilkustopniowej skali. Po części przypłacał to ograniczeniami w życiu towarzyskim, ale z drugiej strony większość jego znajomości ograniczała się stricte do ludzi, doskonale rozumiejących jego podejście. Przecież tylko Namjoon w tej chwili znajdował się poza wytwórnią, z własnego wyboru i bez absolutnie żadnego wpływu na decyzje swojego chłopaka, dotyczące treningów. W tym jednym Sunny był nieugięty – trening stanowił nie tylko jego lekarstwo i odskocznię od szarej rzeczywistości, ale także pasję i niezawodny sposób na poprawę samopoczucia. Poza tym, każda kolejna godzina tylko przybliżała go do sukcesu. I co z tego, że nie rapował? Owszem, być może powinien przećwiczyć choć parę rymów, raz na jakiś czas, ale w gruncie rzeczy wcale tego nie potrzebował, żeby zostać uznanym za bardzo dobrego głównego wokalistę, jednego z najlepszych w tym fachu. Taniec też ćwiczył, tyle tylko, że nie do takiego stopnia. Po prostu był on dla niego kwestią drugorzędną i nigdy nie zadowalał w takim stopniu, jak parę godzin zdzierania gardła przed lustrem czy do studyjnego mikrofonu. Owszem, z pomocą Minga i Takuyi powoli, stopniowo wychodził na ludzi, ale dalej ani nie umywał się do ich poziomu. Jeżeli naprawdę chciał stanąć z resztą zespołu na scenie, musiał poświęcić sporo czasu również i na to. Jednak, teraz bynajmniej nie chodziło o ćwiczenie choreografii czy określonych ruchów, bo nie na to się z Du umówili. Oczywiście na taką ewentualność Sunny tradycyjnie był gotowy, wiedząc, że założenie luźniejszych ubrań i zabranie dwóch ręczników (po jednym dla nich obu) oraz butelki wody mineralnej wcale go nie zaboli, a w najlepszym wypadku okaże się trafnym wyborem.
Z tym bagażem pokonał kilka kondygnacji schodów, docierając w końcu do umówionego miejsca. Dla kogoś nieobeznanego z życiem wytwórni to, że dwóch współlokatorów spotyka się dopiero w sali, zamiast we własnym pokoju, mogło wydawać się dość dziwne, jednak znając tutejsze realia, nie było w tym absolutnie nic dziwnego. Dlatego też Sun nie przejął się specjalnie, spotykając Du na miejscu, tylko chicho zamknął drzwi, pozwalając młodszemu chłopakowi w spokoju skończyć cały układ, a zamiast tego rozkładając przyniesione rzeczy pod ścianą.
To co, rozgrzewka? – zaproponował, od razu przechodząc do sedna sprawy. Powitania czy też wyznania tęsknoty raczej nie wchodziły w grę, jeżeli chodziło o tych indywidualistów, ale ciężko było przeoczyć lekki uśmiech, na jaki wskazywały wygięte w górę kąciki ust Suna. I rzeczywiście, Ming zwinął swój sprzęt, a później miękko przeszli do wykonywania wszystkich tych sztampowych oddechów, czy mruczand, czy nawet tradycyjnych gam. Poczynając od prostej rozgrzewki, która wymagała niemalże zerowego wkładu, takiej jak zgrywanie wdechu z podnoszeniem rąk w górę, a wydechu z opuszczaniem ich, przeszli przez wszystkie dziwne syczenia czy rżenie, zaś skończyli na śpiewaniu gam, próbując wreszcie się zharmonizować. Było w tym naprawdę sporo tradycyjnych rzeczy, dynamiki, do której przywykli obaj, siedząc na środku sali treningowej i nie przejmując się absolutnie nikim i niczym.
Spróbuj wyciągnąć to trochę wyżej? – poprosił, demonstrując Chińczykowi dokładnie o jakie wykonanie danej nuty chodziło. Może z boku wyglądało to dość prosto, ale przecież Ming miał mniejszy zakres głosu niż Ryu, więc też jemu przychodziło to odrobinę trudniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Du Ming

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t200-du-ming http://trainee.forumpolish.com/t338-ming#587 http://trainee.forumpolish.com/t337-ming#586
Wiek : 25
Wzrost i waga : 186 | 68

PisanieTemat: Re: Sala treningowa #02U   Pon Cze 27, 2016 12:02 am

Kiedy się dwóch perfekcjonistów dobierze to potrafi być naprawdę męczące. Chociaż tak na dobrą sprawę Ming stawał się taki wyłącznie jeśli chodziło o coś na czym naprawdę mu zależało. Kiedyś tak jak Ryu faktycznie starał się w szkole i dawał z siebie wszystko, by być najlepszym z uczniów i móc się ubiegać o przyjęcie na prestiżowy uniwersytet, by studiować tam medycynę. Wkładał tak samo resztę swoich wysiłków w ćwiczenia i taniec, by zapewnić sobie jak najlepszą kondycję fizyczną i jak widać opłaciło to się, bo chociaż miał jakieś szanse starając się o przyjęcie do BNS, gdy wszystko w jego życiu szlag trafił. Jak widać dobrze mieć zawsze jakiś plan B nawet jeśli nie brało się go nigdy pod uwagę. Całe szczęście pomimo małych niedogodności w postaci przepisów wytwórni robił to co chciał i kochał. Miał do tego dach nad głową i ciepłe posiłki trzy razy dziennie... Normalnie spełnienie marzeń. Wcześniej nawet nie pomyślałby, że tak dobrze odnajdzie się Brand New Sound. Teraz mógł jakoś radzić sobie ze swoimi destrukcyjnymi zapędami i zapanować nad tym wyżywając się na wszelkiego typu zajęciach. Kto by pomyślał, że pobyt w wytwórni muzycznej mógłby okazać się dla niektórych lepszy niż konsultacje z psychologami, psychiatrami i terapeutami wszelkiego rodzaju. Tutaj przynajmniej miał cały czas jakieś zajęcie dzięki czemu brakowało mu czasu na odwalanie wszelkich akcji, które mogłyby się skończyć źle w ten czy inny sposób. Wyznaczenie sobie pewnego celu i skupienie się na jego osiągnięciu było czymś czego wcześniej mu brakowało.
Tak jak dla Ryu taniec tak dla niego śpiew powinien być cechą drugorzędną, a jednak starał się uparcie rozwinąć ją, by osiągnąć poziom, gdzie mógłby bez obaw stać na scenie obok Suna i Mingyu bez uczucia, że odstaje od tej dwójki w wyraźny sposób. Oczywiście działało to też w ten sposób, że chciał pomóc tym dwóm w rozwoju umiejętności tanecznych, ale oni też musieli tego chcieć. On sam nie może z nich zrobić świetnych tancerzy wbrew ich woli. Całe szczęście Ryu mógł jeszcze nauki pobierać u Takuyi także automatycznie Ming miał nieco mniej do roboty i mógł się skupić bardziej na maknae i ewentualnie Kangu, który też potrzebował pomocy Chińczyka.
W wytwórni nikt nie mógł narzekać na zbyt luźny grafik, a na pewno nie ktoś kto przygotowywał się do debiutu. W dodatku Sunhwa miał być odpowiedzialny za grupę chłopaków, więc tym bardziej miał natłok wszelkiego rodzaju obowiązków. Niestety życie idola będzie jeszcze trudniejsze, ale takie rozmyślania raczej pozostawmy w sferze abstrakcyjnych gdybań. Miał tylko nadzieję, że w przyszłości będzie miał możliwość chociaż trochę odciążyć starszego, by się zbytnio nie przemęczał. Już teraz martwił się o niego i o to jak radzi sobie z tym, co BNS złożyło na jego barkach.
Oczywiście w zamyśle miały to być ćwiczenia wokalu, ale zawsze mogło się różnie skończyć. Du mógł nagle zażądać jakiegoś układu lub postanowić połączyć wykonywanie jakieś piosenki z jakąś choreografią. Chyba częściej powinni ćwiczyć śpiew w czasie tańca, bo raczej niezbyt często dane im będzie stać na scenie w bezruchu czy też siedzieć i w takiej nieruchomej pozycji wykonywać utwory. Także Ryu na pewno dobrze zrobił przynosząc ze sobą ręczniki, bo akurat Chińczyk zapomniał przynieść własnego.
Nawet jeśli Sun chciał mu pozwolić na kontynuowanie zajęcia to i tak Ming zakończył swoją próbę wykonując piruet z wyskoku. Wystarczyło mu, że nieco się rozruszał w czasie swojego czekania i nie musiał po prostu siedzieć w jednym miejscu. Układem się akurat nie przejmował. Będzie potem miał na niego sporo czasu.
- Rozgrzewka - potwierdził chociaż nie było to wcale potrzebne. Co do powitań to te dwa osobniki nie potrzebowały czegoś podobnego. Na dobrą sprawę żyli razem od dłuższego czasu także o tęsknocie też mowy być nie mogło. Mimo wszystko na ustach Du zawitał równie lekki uśmiech zanim przeszli do przygotowań do swojej osobistej lekcji śpiewu.
Ming zdawał sobie sprawę, że tak jak w tańcu tak i tu głos musi być odpowiednio rozgrzany, by uniknąć kontuzji i móc wydobyć z siebie odpowiednie, czyste dźwięki. I chociaż jego dawne ja mogłoby to uznać za irytujące posłusznie i dokładnie wykonywał wszelkie ćwiczenia nawet jeśli na pierwszy rzut oka zdawały się one zupełnie niepotrzebne czy wręcz głupie. Druga sprawa, że dzięki temu mógł też nieco ustabilizować się po niedawno krótkim bo krótkim, ale i tak wysiłku fizycznym. Kiedy w końcu po wyśpiewaniu, wymruczeniu, ogólnie wykonaniu wszelkich dziwnych głosem przyszedł czas na poważniejsze zadania jak gamy i tym podobne to zdawał sobie sprawę, że Sunhwa operuje wyższym głosem o większej skali i dlatego dla niego niektóre rzeczy przyjdą trudniej i będą okupione większym wysiłkiem. Mimo wszystko starał się jak mógł, odetchnąwszy starał się osiągnąć daną nutę na tym samym tonie jak zrobił to Ryu. Całe szczęście, że jako facet naturalnie oddychał przeponą i przynajmniej nad tym nie musiał pracować.

_________________

Art is not what I create what I create is chaos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu Sunhwa

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t122-ryu-sunhwa http://trainee.forumpolish.com/t125-the-princess#127 http://trainee.forumpolish.com/t126-sunhwa
Wiek : 24
Wzrost i waga : 50/174.
Orientacja : homoseksualny.

PisanieTemat: Re: Sala treningowa #02U   Pon Cze 27, 2016 2:48 pm

W odróżnieniu od Minga, jako małe dziecko Sunhwa nauczył się nie marzyć. Kolejne lata były więc dla niego zautomatyzowanym szablonem, w którym dni nie różniły się od siebie zupełnie niczym. Zabijało go to od środka, ale wtedy Ryu jeszcze nie wiedział, jakie będą skutki i jak rozwinie się jego sytuacja wraz z upływem czasu. To był czas, gdy muzyka kojarzyła mu się tylko z zajęciami dodatkowymi, w których uczestniczył tylko po to, by nie spędzać czasu w sierocińcu. Nie można powiedzieć, że jego życie było beznadziejne od początku, do końca, ale znacznie odstawało od sielankowej atmosfery, w jakiej dorastało wiele innych dzieci. Z drugiej strony, każdy mógłby powiedzieć to samo o sobie, przecież inaczej coś wygląda z zewnątrz, niż z punktu widzenia osoby zainteresowanej. Szczęśliwym trafem zalazł się w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu, jakim było BNS. Nigdy wcześniej nie posądziłby siebie o potrzebę posiadania przyjaciół, a jednak oprócz celu w życiu znalazł także ich. Bo przecież Minga mógł nazwać najbliższą sobie osobą, nawet wtedy, gdy w obrazie codzienności znajdował się także Namjoon. Du rozumiał go lepiej, fakt, ale wbrew pozorom i jakiejś logice z zewnątrz to Chińczykowi Ryu ufał bardziej – pomimo jego charakterystycznego stylu bycia, a może właśnie przez niego. Przecież nikt, kto nie znał tancerza na tak bliskim poziomie, za nic nie uwierzyłby w dynamikę jego relacji z Sunem! Z Sunem, któremu muzyka notabene również pomogła bardziej niż wszystko inne, co próbowali na nim wymusić lekarze. Wizyty u psychiatry sprawiały tylko, że chłopak zamykał się bardziej, za to już jeden trening uspakajał go zupełnie… niestety, wszystko to działało w ograniczonym zakresie. Księżniczka coraz częściej łapał się na wyciąganiu żyletki i odkładaniu jej w ostatniej chwili. Zerwanie z przyzwyczajeniami wcale nie było takie łatwe, kiedy sytuacja uległa gwałtownym zmianom i powoli zaczynała go przerastać. Wcale nie chciał rezygnować z kariery. Nie o to w tej sytuacji chodziło! Rozumiał, że obciążenie i nowe obowiązki, które niedawno na niego spadły, były związane z jego pozycją i świetlaną przyszłością, dlatego nie chciał nikogo zawieźć ani tym bardziej nie zamierzał z nich rezygnować. Potrzebował jednak poczucia kontroli nad sytuacją, nad samym sobą, a właśnie to zawsze dawały mu kolejne, krwawe kreski pojawiające się na ciele. Miał szczęście, że treningi zupełnie odcinały go od tej szarej rzeczywistości, okupując myśli i wyładowując większość tej negatywnej energii, która się w nim zbierała. Poniekąd i na to powinien uważać, zwłaszcza ze swoim zamiłowaniem do pomijania posiłków i cennych godzin snu, jednak na razie jego organizm jeszcze nie protestował, dlatego też Sunhwa był w stanie wypełniać wszystkie swoje powinności, przy okazji wciąż trzymając samego siebie w garści.
Ming, swoją drogą, już był dla przyjaciela niezwykle ważnym filarem. Ryu wcale nie przyznawał tego otwarcie, ale obecność tancerza niejednokrotnie czyniła cuda. Już sam fakt, że mógł bezkarnie położyć głowę na jego ramieniu dodawał otuchy i raz jeszcze uświadamiał mu, jak dużo razem osiągnęli i zmienili. Chociaż ich charaktery pozostały w znacznej mierze te same, powoli nauczyli się ufać innym, coś, co wcześniej zupełnie przerażało Sunhwę. Nie ma w tym nic złego, a nawet wręcz przeciwnie, bo przecież dzięki temu wspierali się wzajemnie na drodze ku lepszemu.
Pewnie gdyby byli kimś innym, Księżniczka oklaskami nagrodziłby zgrabny piruet, jednak taka sytuacja wcale nie miała miejsca. Ming i bez tego znał podziw starszego dla jego umiejętności, aprobatę i nieograniczone wsparcie, na które zawsze mógł liczyć. W ich wypadku efektywnie działało to w obie strony. Zamiast jednak rozwodzić się nad tańcem czy zdolnościami umiejętnej współpracy, skupili się na ich pierwotnym celu, jakim było śpiewanie. Sunny z łatwością przeprowadził rozgrzewkę, która wprawdzie była niesamowicie nudną częścią treningu, ale za to zupełnie nieuniknioną.
Czasami zdarzyło mu się poprawić Chińczyka, czasami to on dostawał od Du jakąś uwagę, bo, dajmy na to, któraś nuta zabrzmiała mniej czysto czy bardziej na siłę. Wszelkie napięcia wytykali sobie nawzajem nie przez złośliwość, a przez zwykłą chęć poprawy zdolności. I co z tego, że pół godziny mijało bez żadnego śpiewania piosenek jako takich? Gamy były bardzo efektywnym i czasochłonnym zajęciem, szczególnie wtedy, gdy chciało się je dopracować do perfekcji. Zakres głosu Sunhwy był szerszy, ale to wcale nie oznaczało, że nie stawiał przed sobą żadnych wyzwań. Owszem, naciskał na Minga, gdy byli jeszcze w nutach, które przychodziły mu relatywnie łatwo, ale chwilę później już pytał o jakąś konkretną wysokość dźwięku, jeżeli chodziło o niego samego. Zawsze lepiej jest mieć opinię kogoś z zewnątrz, prawda?
Spróbuj jeszcze trochę rozluźnić gardło, Ming-ah, żeby wyciągnąć to mocniej, bo teraz jest bezdźwięcznie – poprosił kolejny raz z rzędu, kiwając głową z satysfakcją, gdy Chińczykowi nareszcie udało się zaśpiewać głupie „aaaa” poprawnie i z odpowiednią wokalizacją. Później kolejne minuty zgrywania się, łyk wody i Sun wyjął z kieszeni swój telefon. – Zaczynamy od piosenki na ewaluację? – zaproponował, przesuwając palcem po ekranie w celu znalezienia odpowiedniego pliku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Du Ming

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t200-du-ming http://trainee.forumpolish.com/t338-ming#587 http://trainee.forumpolish.com/t337-ming#586
Wiek : 25
Wzrost i waga : 186 | 68

PisanieTemat: Re: Sala treningowa #02U   Pon Cze 27, 2016 11:59 pm

Cóż w przeszłości Ming zamiast marzeń miał raczej daleko idące i ściśle sprecyzowane plany. Już od dziecka wiedział, co mniej więcej ma robić, by pójść w ślady ojca. Dopiero, gdy dorastał wiedział na czym powinien się bardziej skupić i co zrobić, żeby zbliżyć się do dawno ustalonego celu. Tylko niestety miał w życiu za dobrze, bo czego mu brakowało? Miał kochającą rodzinę, co prawda ojciec był często poza domem, ale starał się dbać o swoje dzieci, siostra, która realizowała się w tym samym kierunku co on, koledzy ze szkoły, opinia wzorowego ucznia i pasje, które chciał rozwijać... To wszystko należało do niego, a potem oczywiście coś poszło nie tak i stracił wszystko. W większości na własne życzenie, gdy nie mógł sobie poradzić z sobą samym. Teraz nie chciał tego rozpamiętywać ani tym bardziej rozżalać się nad tym jak dobrze mu było, kiedy był ambitnym licealistą. Ten rozdział był już dawno zamknięty, a to co wcześniej było dla niego jedynie nikłym dodatkiem, czymś co robił jedynie w wolnych chwilach dla przyjemności stało się dla niego sensem życia, który jakoś starał się go wyprowadzić na ludzi.
Dla niektórych absurdalne może być, że porzucenie wszystkiego, co było mu znane przyniosło mu ulgę i wyszło nawet na dobre. Być może dlatego, że w miejscu, gdzie mógł rozwijać swe umiejętności poznał kogoś kto był w stanie zrozumieć go niemal całkowicie i to bez użycia słów, bo w to nie można było wątpić. Sunhwa zawsze wiedział, co kłębi się w tej popierniczonej głowie Chińczyka i to nawet wtedy, gdy on sam nie bardzo wiedział, co to takiego. Mingyu co prawda również był z nim bardzo blisko, ale chyba to z Ryu dogadywał się najlepiej. Do tego stopnia, że wiedzieli o sobie więcej niż mogło by się zdawać. Właściwie nie mieli przed sobą tajemnic, a komunikowali się na pierwszy rzut oka telepatycznie. Nikt nie mógł wyjaśnić do końca tego fenomenu jak potrafili przekazać sobie jakieś informacje nie odzywając się ani słowem lub odzywając się naprawdę lakonicznie.
Sam nauczył się z czasem walczyć ze swoimi nastrojami i skłonnościami autodestrukcyjnymi na kilka różnych sposobów. Kiedy był żałosnym chłopakiem, który siedział skulony pod ścianą w całkowitej ciemności, chcąc pogrążyć się w pustce, jakiejś namiastce śmierci. Kiedyś nawet, by oderwać się od życia, które po prostu mu obmierzło zajmował się splataniem węzłów i wytwarzaniem pętli, ćwicząc palce tak, by mógł stworzyć sobie idealny stryczek. Wiedza teoretyczna zasięgnięta z internetu i dzieł traktujących o medycynie sądowej w połączeniu z gorliwą praktyką niemal pozwoliły mu na odejście z tego świata. Szczerze powiedziawszy nie była to jedyna tego rodzaju próba, która jak widać zakończyła się porażką. Próbował tego jeszcze kilka razy na różne sposoby...
Teraz jednak w przypływach tych wszystkich negatywnych emocji starał się wyładować je w jakiś twórczy sposób. Najczęściej była to siłownia lub sala taneczna, po której mógł się miotać niczym najprawdziwsze zwierze w klatce, ale czasami to było za mało i musiał w coś uderzyć, coś zniszczyć. Całe szczęście, że oprócz przyrządów do ćwiczeń znalazł w wytwórni także sfatygowany worek treningowy, by nie wyżywać się na innych trainee. Czując przeszywający ból w pięściach, powoli przywracał sobie rozum i pozwalał, by wszystko co w nim najgorsze znalazło w nim swoje ujście. Czasem wystarczyła jednak kartka papieru i ołówek, by mógł skreślić kilka słów i próbować napisać jakiś sensowny tekst czy stworzyć dosyć chaotyczny szkic. Sposobów było wiele, a każdy mógł być skuteczny, a skupianie się na Sunhwie było także pomocne dla niego samego. Nieco empatii i troski o czyjeś losy miało na niego zbawczy wpływ i sprawiało, że chciał się starać jeszcze bardziej. Bo czym wielkim jest zaoferowanie swojego ramienia? Dla niego było to stanowczo za mało i chciał być nieocenionym wsparciem starszego.
W sumie nawet nigdy nie oczekiwał od Ryu jakiegokolwiek poklasku czy wyrażenia swojego zachwytu, uznania i tak dalej. Wiedział, że uwzględniając poziom ich umiejętności w tej dziedzinie i kilka innych durnych czynników będzie wzbudzał u wokalisty swego rodzaju podziw i szacunek tak jak on sam robił to ze swoim głosem. Wracając do te go to chyba powinni w końcu się zabrać za swoje ćwiczenia. Nie mogli zbytnio pozwolić sobie na większe marnowanie czasu.
Najważniejsze dla nich było nie tylko skupianie się na własnym wykonaniu, ale także zwracanie uwagi na to, co robił w danej chwili drugi z nich. O ile nieraz Chińczyk sam zreflektował się, że coś jest nie tak z jakąś nutą to czasami po prostu potrzebował opinii osoby trzeciej, a czułe ucho Suna jak zwykle było niezawodne i pozwalało mu na poprawienie tego, co trzeba. W drugą stronę też musiało to działać, bo dla każdego jego własny głos brzmi inaczej niż dla postronnych. Co prawda akurat Sunhwie miał raczej mniej do zarzucenia niż sobie samemu, ale i tak uwagi Du były pomocne i trafne.
Eksploracja własnego głosu i ćwiczenie poszczególnych nut w rzeczy samej było zajmujące. Ming nawet nie spostrzegłby upływu czasu, gdyby nie oznajmiała mu tego butelka z wodą, której zawartość nieco się skurczyła. W końcu nawodnienie to podstawa!
Ming zdawał sobie ponadto sprawę z tego, że niekiedy na określonych dźwiękach jego krtań zaciska się jakby automatycznie i powinien na tym popracować. Dlatego przed powtórzeniem owych tonów brał łyk wody po czym odchrząkiwał, by jakoś rozluźnić gardło. Akurat w jego przekonaniu było to dosyć pomocne i widział po chwili pomruków jakiś nieco lepszy efekt. Trzeba przyznać, że Ryu należał raczej do tych surowych nauczycieli i dlatego wiedział, że po tych zajęciach indywidualnych będzie o krok bliżej do zostania wybitnym wokalistą.
- Jak dla mnie może być, a masz oprócz tego coś specjalnie przygotowanego? - spytał, zerkając ponad ramieniem przyjaciela na ekran jego telefonu i starając się dojrzeć jakieś pliki muzyczne, które mogłyby go zainteresować.

_________________

Art is not what I create what I create is chaos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu Sunhwa

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t122-ryu-sunhwa http://trainee.forumpolish.com/t125-the-princess#127 http://trainee.forumpolish.com/t126-sunhwa
Wiek : 24
Wzrost i waga : 50/174.
Orientacja : homoseksualny.

PisanieTemat: Re: Sala treningowa #02U   Sro Cze 29, 2016 12:39 am

Wspomnienia to niezwykle dziwna rzecz, z jednej strony potrzebna, żeby ciągle iść naprzód, z drugiej znienawidzona przez wielu. Spójrzmy na Sunhwę czy Minga, wprawdzie ukształtowanych przez pewne wydarzenia z przeszłości, jednak niechętnych, by chociaż o nich wspominać. Tak właściwie Ryu utożsamiał minione lata z manifestacją własnej słabości, były niejako wstydem i skrzętnie skrywaną tajemnicą. Chociaż musiała ona kiedyś wyjść na jaw, wolał odwlekać ją w nieskończoność. Może także dlatego nigdy nie naciskał na to, by usłyszeć historie innych. Du był o tyle wyjątkowy, że wiedział dużo więcej, niż inni – dziełem przypadku, nie celowego działania. Starszy również poznał wtedy chociażby wystający na powierzchnię skrawek potężnej góry lodowej, ale wystarczało mu to w zupełności. Chińczyk miał jego pełne wsparcie niezależnie od tego, co kryło się głębiej i znowu odwrotnie – on sam mógł zawsze polegać na młodszym, bez obaw, że ten zada kolejne pytania. Dlaczego więc tak trudno było Sunowi powiedzieć Mingowi wprost o swoich ostatnich problemach? Być może przez to, że wciąż chciał wierzyć w własną niezależność. Upartość najzwyczajniej w świecie nie pozwalała mu przyznać się do słabości i zawieźć kolejnej osoby, która na nim polegała. To wszystko z pewnością brzmi idiotycznie dla kogoś stojącego z boku, jednak Ryu uważał takie postępowanie za całkiem sensowne, logiczne niemalże. Dopóki wciąż trzymał powoli pękającą skorupę w garści, nie potrzebował kłopotać innych, prawda?
Wytwórnia, dla nich obu, była próbą wyrwania się z kajdan przeszłości i rozpoczęciem nowego etapu życia. Sunhwa, początkowo uciekający tylko przed dotychczasową rzeczywistością, sierocińcem, znalazł coś, czego nawet nie poszukiwał – przyjaciół, których właściwie mógłby z powodzeniem nazwać rodziną. Nie wyobrażał już sobie funkcjonowania bez Minga czy, już w mniejszym stopniu, Namjoona lub Mingyu, w swoim bliskim otoczeniu. Dopuścił ich do siebie naprawdę blisko i chociaż nie żałował swoich wyborów, zdawał sobie sprawę z tego, jak wiele Brand New Sound zmieniło. Nie stał się zupełnie nową osobą, ale na pewno patrzył na świat ze zdrowszej perspektywy.
Zrozumienie Chińczyka nie było wcale trudnym zadaniem, nie dla Suna. Nie potrzebowali ckliwych zapewnień o dozgonnej przyjaźni, ale prawdą jest, że zdarzały im się szczere rozmowy do późna – bardzo rzadko i bardzo zwięzłe, jednak w zupełności im wystarczały. Ta para naprawdę stanowiła wyróżniające się z tłumu indywidua, charaktery z pozoru ciężkie do rozgryzienia. Du był jedyną osobą, przed którą Księżniczka nie chciał mieć żadnych tajemnic. Właściwie wątpił, że nawet potrafiłby go okłamać, gdyby przyszło do tak poważnych środków. Nie chciał tego, lecz zdawał sobie sprawę z tego, jak Ming zareagowałby na tą nieodpartą chęć pojednania z żyletkami. Bał się wyrzutu. Młodszy zdawał się doskonale go rozumieć, ale ta część Suna, która zawzięcie walczyła z jego racjonalnym podejściem do wielu spraw, w tej konkretnej kwestii za nic nie dała się zagłuszyć. Częściowo działało to jak kolejna bariera bezpieczeństwa. Niestety, Ryu powoli słabł coraz bardziej. Przygniatały go obowiązki i sytuacja w zespole, ale nie z tej jednej rzeczy nie potrafił się zwierzyć nikomu, tylko spędzając coraz więcej czasu na pracy, jakby to miało go odciągnąć od myśli prowadzących do autodestrukcji. Co z tego, że uciekając przed samym sobą wyrządzał inne, poboczne szkody? Jadł źle, nie pozwalał organizmowi odpocząć, a niedobór snu tylko potęgował uczucie beznadziejności… ten temat należało jednak zostawić na inną okazję. Sunhwa na pewno nie przyszedł na trening po to, by użalać się nad samym sobą, a już szczególnie nie w towarzystwie Minga.
Księżniczka był bardzo dobrym wokalem – to niezaprzeczalny fakt, który znała właściwie większość członów obszernej Brand New Sound Family. Ryu jakoś przywykł do tego tytułu, chociaż zamiast spocząć na laurach, traktował go jako motywator do dalszej ciężkiej pracy. Zwłaszcza, że wcale nie uważał się za wybitnego i jedynego w swoim rodzaju. Jego głos był stabilny i przyjemny dla ucha, ale Sun wciąż pozostawał człowiekiem: robił błędy, miał pewne nawyki, które nawracały, gdy czasem się zapomniał… naprawdę lubił ćwiczyć z Mingiem również dlatego, że chłopak bez zastanowienia wytykał mu wszystkie te błędy, podając dokładnie, co mu nie pasowało. Mało tego! Zdarzało mu się zasięgać porady Du nawet w kwestiach emocjonalnych czy intonacji, pomimo faktu, że w większości przypadków robił to odruchowo i zupełnie naturalnie. Zawsze inaczej jest słyszeć swój własny głos odbijający się od ścian pomieszczenia, a wysłuchać opinii widza. Podświadomość to magiczna rzecz, która często lubi naginać rzeczywistość, zaś nagrywanie każdej kolejnej gamy zakrawałoby na najzwyklejsze marnotrawstwo czasu.
Chociaż robili to od dawna, Sunhwa dalej nie potrafił pojąć, dlaczego tak dobrze współpracuje mu się akurat z Mingiem, oczywiście odkładając na bok wzajemną sympatię oraz zażyłą relację ich dzielącą. Znał przecież całą masę bardziej doświadczonych od Du wokalistów, jednak rzadko przysiadał z nimi tylko po to, żeby poćwiczyć nuty, korzystając nie tylko z treningu, ale i dobrego towarzystwa. Śpiewanie przed Chińczykiem stanowiło niemalże formę relaksu, której nie potrafił osiągnąć z nikim innym, nawet Mingyu i Changmin nie działali na niego w ten sposób. Wtedy sprawę załatwiała muzyka, w obecnej chwili Ryu miał – można powiedzieć – dwa antystresory. Nawet praca nad takimi pierdołami sprawiała mu przyjemność i kiedy skończyli część rozgrzewkową, niemalże żałował, że nie trwała ona dłużej. Pomijając, że wtedy raczej nie zrobiliby wiele w kwestii pracy nad piosenkami jako takimi.
Powiedzmy… Mam dość ciągłego śpiewania popu – przyznał, sprawnie przewijając piosenki w taki sposób, by Du nie miał zbyt wielu szans zapoznać się z playlistą, co było właściwie całkiem nieuzasadnione, biorąc pod uwagę, że Chińczyk doskonale znał zarówno muzyczną bibliotekę swojego przyjaciela, jak i hasło odblokowujące jego telefon. Innymi słowy, o wielkich niespodziankach nie mogło być mowy, zwłaszcza, że Sun już i tak zdradził całkiem dużo. – Zacznijmy od razu od pierwszej zwrotki, pominiemy partię reszty i najpierw spróbujemy bez podkładu, kawałek po kawałku? – zaproponował, odpalając odpowiedni plik ze ścieżką muzyczną do Might Just Die, nad którym pracowali wprawdzie od jakiegoś czasu, ale które wciąż potrzebowało dalszej uwagi. Zaczęli od zwykłego odsłuchania, tradycyjnie, jednak po tych trzech minutach przymusowej przerwy i mentalnego przygotowania, przyszła kolej na wykorzystanie pełnego wokalnego potencjału. Chociaż rozpracowywali piosenkę zatrzymując się praktycznie co kilka wersów, tak jak zarządził Ryu, wcale nie oznaczało to, że idą na łatwiznę. Wręcz przeciwnie, każda linijka tekstu musiała być odśpiewana po kilka razy, z różną intensywnością czy intonacją. Sunhwa dbał nawet o takie drobne szczegóły jak gesty czy mimika, co z boku mogło wyglądać dość idiotycznie, jednak w tej sytuacji było niezbędne i raczej do przewidzenia.
Sądzisz, że powinienem próbować wyciągnąć to wyżej? – zapytał, po skończeniu konkretnego wersu po raz trzeci z rzędu. Nie chciał utrzymywać tej samej tonacji, co w oryginale z jednego, prostego powodu – na ewaluacji mieli się zaprezentować od jak najlepszej strony, zaś skala tego fragmentu wcale nie wyciskała z niego zbyt dużo. Wokalnie Ryu naprawdę nie odstawał od wielu czołowych wokalistów na koreańskiej scenie popularnej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Du Ming

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t200-du-ming http://trainee.forumpolish.com/t338-ming#587 http://trainee.forumpolish.com/t337-ming#586
Wiek : 25
Wzrost i waga : 186 | 68

PisanieTemat: Re: Sala treningowa #02U   Czw Cze 30, 2016 1:47 am

W pewnym sensie wspomnienia stanowiły zapis wydarzeń, które wpływały na rozwój człowieka i wszelkie zmiany w nim zachodzące także kto wie czy Chińczyk nie byłby znowu kochanym chłopakiem z sąsiedztwa, gdyby jakimś dziwnym trafem udało mu się wymazać z pamięci wszystko, co działo się w jego życiu sprzed przyjazdu do Korei. W końcu wtedy nie miałby żadnych powodów, by zachowywać się tak jak teraz to robił. Z drugiej strony nie miałby też powodów, by zachowywać się inaczej także to wszystko pozostawało jedynie w sferze domysłów, a obecnie jedynie w głupiej podświadomości miał gdzieś zawsze zapisany cały życiorys i utarty wzorzec zachowań, którym się posługiwał. Poza tym wcale nie myślał o swoim rodzinnym domu w którym wyrastał. Dopóki oczywiście ktoś go o to nie zapytał. Zwykle jednak ludzie wypytywali o raczej mało osobiste sprawy. Skąd dokładnie jest, ile ma lat i jakim cudem tak dobrze mówi po koreańsku, a to wymagało od niego przywołania jedynie suchych faktów. Nazywam się Du Ming, urodziłem się w 1994 roku w Hangzhou, koreańskiego uczyłem się przez kilka lat. I nic więcej. Na inne pytania nie musiał odpowiadać i to chyba przez to, że zwykle jego rozmówcy szybko rezygnowali z prób nawiązania konwersacji, widząc to w jak oziębły sposób ich traktuje i jak małomówny jest. Być może większość odczytywała to jako pogardę czy swoisty sposób ukazywania wyższości nad całym światem. Chociaż najbardziej odpowiednim słowem byłaby raczej obojętność lub ignorancja. Nie obchodziło go nic także nie widział sensu w zawieraniu jakiś znajomości czy prowadzeniu rozmów. Oczywiście co innego to przypadek Sunhwy. On sam się nawinął i Ming najprawdopodobniej wyczuwając w nim pewnego rodzaju bratnią duszę, automatycznie przywiązał się do chłopaka. Ich relacji właściwie nie można było wytłumaczyć w jakikolwiek sposób, ale chyba określenie przyjaciele do nich pasowało. Akceptowali się wzajemnie w pełnym stopniu... może nie do końca skoro Du starał się pozbyć żyletkowych zwyczajów Suna, ale to raczej było zrozumiałe. Martwił się o niego i nie chciał pozwolić na to, by starszy zrobił sobie krzywdę. Wolałby już być przez niego znienawidzony niż dopuścić do podobnej sytuacji.
Nie lubił pytań więc sam ich nie zadawał, ale można było odnieść wrażenie, że wiedział o Ryu dosłownie wszystko. Dlatego właśnie wokalista mógł czuć się w jego towarzystwie tak komfortowo i nie przejmować się zbędnymi wyjaśnieniami. Chińczyk wiedział, co jest dla niego najlepsze i czego potrzebuje więc należy po prostu mu zaufać. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że wciąż Sunhwa stara się sam radzić sobie z całym bajzlem jaki zawitał w jego życiu, ale czasami powinien odpuścić i zdać się na swojego przyjaciela. Ming zdecydowanie czuł się o wiele lepiej, gdy był przydatny dla Suna i mógł coś dla niego zrobić. Świat na jakaś chwilę nie był już wcale taki beznadziejny.
W sumie to pewnie Du taki trudny znowu nie był jeśli tylko poznało się go nieco bliżej i pojęło podstawy jego światopoglądu. Niestety mało która osoba miała przyjemność bliższego obcowania z Chińczykiem, bo zwykle wszyscy z marszu się zniechęcali do dalszych prób, a jakby komuś się naprawdę udało to może dostrzegłby, że jest w nim coś więcej niż kawał wrednego chuja, który zdaje się wyżywać na wszystkim co żyje. W rzeczywistości potrafił być na swój sposób opiekuńczy względem tych, którzy byli dla niego bliscy i może nie był jakimś czarującym osobnikiem, ale na pewno należał do tych lojalnych towarzyszy, na których można zawsze polegać. Chyba jedynie zwierzęta jakoś się na nim poznawały, bo jeszcze nie zdarzyło mu się, żeby jakiś obcy gatunek odnosił się do niego z niechęcią. Nawet przeciwnie. Jak siedział w parku to podchodziły nawet do niego jakieś wiewiórki, wróbelki przysiadywały się na ławeczce obok i tym podobne. Jakby był jakąś pieprzoną Królewną Śnieżką do której każdy zwierz bieży... Także tak. Na pewno był jakimś cholernym indywiduum.
Tak samo niezaprzeczalnym faktem było to, że Sunhwa był uważany także za jeden z najzdolniejszych wokali w wytwórni. Chociaż to nie oznacza, że nie pojawią się nigdy zdolniejsi albo ciężej pracujący, którzy zwiną mu ten cały tytuł, który Ryu udawało się utrzymać dzięki temu, że wciąż było mu mało. Pewien niedosyt i pogoń za perfekcją była zrozumiała i miała pozytywny wpływ na jego dalszy rozwój. Tylko, żeby kiedyś nie zgubił się przez to. Ambicja bywa brutalna i pewnego dnia całe to dążenie ku lepszemu może się naprawdę źle skończyć. Nie chciał, by starszy zapracował się kiedyś na śmierć. Chyba powinien mu powiedzieć, że od czasu do czasu można po prostu odpuścić i mieć wyjebane centralnie na wszystko. Chociaż teraz Ming zdawał się być niemal idealnym trainee to i tak znalazł zawsze czas, żeby wyjść i zapalić, a przy tym nie robić kompletnie nic przez jakąś chwilę. Jako niedoszły student medycyny czasami naprawdę martwił się o to w jakiej kondycji może zastać swojego współlokatora. Chyba powinien coś z nim zrobić.
O wszelkich błędach nie omieszkał się wspomnieć zapewne i przez swoją niezaprzeczalną szczerość jak i dlatego, że inaczej cały trening nie miał by sensu. Musieli doskonale zdawać sobie sprawę z tego, co robili dobrze, a co źle, żeby wyciągnąć wnioski i poprawić się. Zresztą jak widać na załączonym obrazku te dwie zdawałoby się kaleki emocjonalne nie miały większych problemów w tej kwestii, gdy przychodziło do śpiewu i okazywania jakichś wzniosłych uczuć. Wystarczyło jedynie odpowiednio zinterpretować tekst i poddać się działaniu muzyki. Właściwie chyba wszystkie odpowiednie emocje zachowywali na takie okazje jak treningi, by ich nie zabrakło.
- Ja również. Zwłaszcza tego koreańskiego - dorzucił do wcześniejszej wypowiedzi przyjaciela. W końcu na co dzień raczej gustował w cięższych brzmieniach i naprawdę śpiewanie w kółko kpopu całymi dniami było dla niego momentami męczące, a zwłaszcza te rzewne ballady, które były dla niego po prostu żałosne. Oczywiście nie wszystkie, ale większość owszem. Dlatego naprawdę z chęcią przyjąłby jakąś odmianę. Chociażby to nawet był jakiś anglojęzyczny pop.
Skinął głową na propozycję i dlatego już po chwili, ignorując pozostałą zawartość telefonu Suna skupili się na powolnym i dokładnym studiowaniu Might Just Die, co robili prawdopodobnie już po raz setny, ale co się dziwić... Tą piosenkę musieli mieć opanowaną do perfekcji jeśli chcieli z nią wystąpić przed kimkolwiek. A to, że ćwiczyli na owym utworze od dawna wcale nie świadczyło, że zaprzestali jakichkolwiek eksperymentów z brzmieniem. Wręcz przeciwnie, bo z czasem do głów wkraczały nowe pomysły, które trzeba było przetestować. Robiąc czasem przerwy na omówienie brzmienia konkretnego wersu.
- Możesz to zrobić. W takim razie... - oczywiście pobudzona przez Sunhwę część mózgu Minga niemal od razu zaczęła pracować. - Co powiesz na to, byś wyciągnął tutaj high note prawie na całą skalę, a ja zacząłbym z twoim głosem jeszcze pobrzmiewającym w tle?
Nie wiedział za bardzo jak miałby to inaczej wytłumaczyć, bo czasami brakowało mu tego bardziej profesjonalnego słownictwa. Chyba w ogóle powinien nieco polepszyć swoją zdolność mówienia, bo im bliżej debiutu tym częściej będzie musiał się odzywać w różnych sprawach. Może nie tak często jak Sunhwa, ale wciąż...

_________________

Art is not what I create what I create is chaos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu Sunhwa

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t122-ryu-sunhwa http://trainee.forumpolish.com/t125-the-princess#127 http://trainee.forumpolish.com/t126-sunhwa
Wiek : 24
Wzrost i waga : 50/174.
Orientacja : homoseksualny.

PisanieTemat: Re: Sala treningowa #02U   Wto Lip 19, 2016 8:17 pm

To właściwie zabawne, jak blisko siebie byli Sunhwa i Ming, nie znając na dobrą sprawę swojej przeszłości. Urodzili się na tym samym kontynencie, w odległości zaledwie kilku miesięcy i jakimś cudem wylądowali w tej samej wytwórni, mając podobne gusta muzyczne i podobne, choć jednocześnie skrajnie różne charaktery. Nic więcej. Wszystko zaczęło się tylko od tego, a nawet jeżeli później doszły jakieś poboczne szczegóły, żaden nie miał pełnego obrazu tego drugiego. I tak też Sun nie miał pojęcia o tragicznej historii siostry Du, a Ming dalej żył w słodkiej nieświadomości co do rodziny Ryu, czy raczej braku takowej. Jednocześnie ten układ pasował im obu, a nawet gdyby dowiedzieli się czegoś w bliższej bądź dalszej przyszłości, niewiele by to zmieniło. Rozmawiali ze sobą dużo i bez większych barier, ale chyba podświadomie pomijali te niewygodne dla obu tematy. To aż zabawne, jak różniły się ich zdania na swój wzajemny temat, od tego, jak postrzegało ich otoczenie. Bo w końcu kto przypuszczałby, że Sunny w rzeczywistości lubi zasypiać wtulony w drugą osobę, a i Ming czasami potrzebuje takiego kontaktu, nawet jeżeli utrzymuje że jest inaczej. Naprawdę byliby zdolni zrobić dla siebie bardzo dużo i to bez najmniejszego nawet zawahania. A już sam fakt, że Sun naprawdę cenił sobie młodszego na tyle, by pozwolić mu wtykać nos w coś, co w innym wypadku uznałby za „nieswoje sprawy”, powinien jasno dać do zrozumienia, jak bardzo go do siebie dopuścił. Jedyny problem tkwił w tym, że dalej nie przyznał się przed Chińczykiem, że coraz częściej sięga w stronę żyletek i jest coraz bliżej użycia jednej. Nie obawiał się gwałtownej reakcji – chociaż takową przewidywał, bo w pełni by ją zaakceptował. Bardziej nie chciał zobaczyć jakiegoś zawodu na twarzy Minga, czy też przysparzać mu zmartwień. To było idiotyczne, ale w rozumowaniu Suna, on sam musiał sobie poradzić z problemem. I nawet jeśli oznaczało to powrót do nałogu, nie stałoby się nic złego, dopóki nie wpłynąłby w ten sposób na nikogo innego. Przecież jedno, dwa czy trzy cięcia dziennie nie zniszczyłyby go, prawda? Potrzebował tylko trochę bólu… tylko na tyle, żeby odzyskać poczucie kontroli nad sobą i swoją codziennością, które ostatnio wydawało się przeciekać przez palce coraz bardziej. Wiedział, że to akurat to musi zachować dla siebie.
Sunny uchodził za skrajnie obojętnego, Du za skończonego chama. A jaka była prawda? Patrząc na nich tak teraz, czy w zwykłych, codziennych interakcjach (jak chociażby głupie robienie prania) nie dało się dostrzec tego dystansu, którym odgradzali się od otoczenia. Ich własna dynamika musiała zaskakiwać, zwłaszcza, że nigdy nie przejmowali się tym, co pomyślą o nich inni, zwykle ignorując ciekawskie spojrzenia rzucane pod ich adresem. W końcu nikt (no, może poza paroma wyjątkami, wliczając w to Mingyu) normalnie nie odważyłby się oprzeć o ramię Chińczyka, kiedy na studyjnej kanapie było jeszcze sporo wolnego miejsca, o dzieleniu słuchawek z własnej, nieprzymuszonej woli nawet nie wspominając. Pierwsze kroki w tej pokręconej relacji też były dość niecodzienne, ale wyszło im tylko dlatego, że obaj znacznie wystawali poza szereg, reagując w zupełnie inny sposób, niż zareagowałby każdy na ich miejscu.
Czy rzeczywiście był najlepszy? Nie znał odpowiedzi na to pytanie, chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że udało mu się zaskarbić przychylność niemalże wszystkich nauczycieli. I nawet nie chodziło o spełnianie własnych ambicji – Sunhwa po prostu już taki był, że dawał z siebie wszystko albo i więcej, albo nie dawał nic. Muzyka stanowiła jego życie, nie miał nic poza nią, dlatego też przelał absolutnie każdą chęć i każdą emocję w treningi. Jasne, mógł odpuścić, ale wtedy znowu znalazłby się w niekończącej otchłani bezsensu. To tak nie działało, szczególnie teraz, kiedy z trudem w ogóle jeszcze nad sobą panował. Sale treningowe chroniły go nie tylko przed utratą pozycji, ale i przed samym sobą. Zresztą, na życie też miałby czas… tyle że jego życie opierało się na treningach i tej niewielkiej grupie zaufanych ludzi, która na dodatek powiązana była właśnie z wytwórnią.
Skinął głową. Sunhwie nie przeszkadzały braki w fachowym słownictwie. Szczególnie, że przecież chodziło o Minga, a on raczej nie mógł działać starszemu na nerwy. To po prostu kłóciłoby się z całą ich dynamiką, szczególnie, że przecież chodziło o błahostkę. Gdyby Ryu miał mówić po chińsku, wydukałby raptem parę słów na krzyż, nie powinien wybrzydzać zwłaszcza wtedy, gdy jego przyjaciel potrafił komunikować się na codziennym gruncie bez najmniejszego nawet problemu. Jasne, przyjdzie im udzielać całej masy wywiadów, ale od czegoś był lider, kartka papieru i sporządzony pobieżnie „spis słów, które przydadzą się podczas tego konkretnego nagrywania”. Zresztą, Chińczyk i tak miał robić furorę jako ten tajemniczy, ale przyciągający wzrok członek zespołu, któremu wystarczy jedno spojrzenie w kamerę, żeby zaskarbić sobie serca wielu nastolatek czy tam młodych kobiet. Pomijając, rzecz jasna, że zawsze będzie zajmował miejsce razem z Sunhwą, jako osoba mu najbliższa i to nie tylko przez wzgląd na otaczające ich urządzenia nagrywające. Koreańczyk naprawdę na nim polegał i zamierzał robić to także w przyszłości, kiedy naprawdę staną się profesjonalistami.
Falset czy pełen głos? – zapytał tylko, zastanawiając się która opcja lepiej zgra się z wokalem Du. On sam miał sobie poradzić z obiema i to nawet bez większego problemu, jednak decyzja powinna należeć nie tylko do pomysłodawcy, ale i obiektywnego obserwatora. W końcu Sunhwa potrafił wyciągnąć falsetto naprawdę bardzo wysoko, chociaż brzmiał wtedy znacznie mniej dźwięcznie niż normalnie. W wielu piosenkach właśnie o to chodziło, jednak tutaj Ryu nie potrafił wybrać ot tak sobie. Wpatrywał się w Minga, czekając na jego opinię. Ostatecznie zostało im nagranie obu wersji i zadecydowanie wtedy, co brzmiało jak całkiem dobra idea. Owszem, głośnik w telefonie nie zapewniał idealnej jakości dźwięku, a ściany sali dodatkowo utrudniały zadanie przez niemożliwe do uniknięcia echo, ale przecież wcale nie chodziło o perfekcyjne nagranie, tylko o zorientowanie się w tym, co lepiej wygląda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Du Ming

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t200-du-ming http://trainee.forumpolish.com/t338-ming#587 http://trainee.forumpolish.com/t337-ming#586
Wiek : 25
Wzrost i waga : 186 | 68

PisanieTemat: Re: Sala treningowa #02U   Pon Sie 15, 2016 3:12 pm

Życie czasami bywa naprawdę dziwne, bo pewnie, gdyby w biografii któregokolwiek z nich zmienić jakiś szczegół pewnie by się nie spotkali, a nawet jeśli pewnie nie nawiązaliby takiego kontaktu, będąc zupełnie innymi ludźmi. Najważniejszy w końcu jest charakter, a nie to co go ukształtowało. Zresztą liczyło się to, że udało im się zawrzeć znajomość i to taką, której nie zamieniliby na żadną inną. To co mieli teraz było na swój sposób wyjątkowe i niepowtarzalne. Zresztą po co im większa wiedza o tym, co się działo w ich życiu przed wstąpieniem do wytwórni skoro to nic i tak w ich relacji nie zmieni... Wyjątek stanowiła jedynie wiadomość o przygodach Suna z żyletkami. Ona sprawiła, że Du stał się nieco bardziej opiekuńczy odnośnie starszego. W końcu nie chciał, żeby Ryu coś sobie zrobił w przyszłości, gdy będzie mu zbyt ciężko. Nie wiedział, co sam by począł gdyby zabrakło mu Koreańczyka przy boku. Dlatego nieważne co mógł Sunhwa zrobić i powiedzieć: tak łatwo nie pozbyłby się Chińczyka i nie sprawiłby, że ten ot tak odczepi się od jego prywatnych spraw. Zresztą uważał, że ma pełne prawo, by wtrącać się akurat w te sprawy. Prawo, które dawała mu łatka przyjaciela czy coś w ten deseń. No i od czasu do czasu musiał komuś pokazać, że jednak mu zależy. Dlatego właśnie można się było po nim spodziewać gwałtownej reakcji na wieść, że Sun wraca do starych nawyków. Zrobiłby wszystko, by odciągnąć go od żyletek. Nawet jeśli potem miałby być znienawidzony przez Ryu. Chociaż miejmy nadzieję, że o to akurat byłoby trudno.
Jakby na to nie spojrzeć to Ming był jednak chamem czy kim tam go nazywano. Chociaż zapewne Ryu nazwałby go po prostu szczerym do bólu lub coś w tym guście. Na ogół w końcu nie wahał się powiedzieć co myśli, kiedy w końcu decydował się odezwać. Nie przejmował się jednak ani tym jak o nim mówią w wytwórni, ani co sądzą o jego nietypowej relacji z Sunhwą. Niejednokrotnie obiło mu się o uszy, że zapewne sypia ze starszym skoro obdarza go takimi względami. Owszem zdarzało się. Jednak było to samo leżenie w jednym łóżku z ewentualnym przytulaniem. Właściwie tylko Ryu mógł liczyć na to, że Ming pozwoli mu skorzystać z własnego posłania.
Pewnie wielu powiedziałoby, ze Du ocenia go subiektywnie, ale tym razem był jak najbardziej obiektywny. Słyszał już niejednego wokalistę z wytwórni, ale wciąż ton głosu Suna był dla niego wyjątkowy. Nie umiał opisać w jaki sposób, ale faktycznie Ryu doceniony był przez wielu różnych nauczycieli i nie tylko, bo nawet publiczność na koncertach przyznawała, że Koreańczyk był obdarzony boskimi strunami głosowymi, z których umiał mądrze korzystać.
Po prostu starał się wprowadzać w życie to, co według niego mogłoby brzmieć dobrze. Zresztą to była tylko sugestia, a nie nachalne nakłanianie starszego do zmiany zdania. I o ile przy ich wspólnej pracy nieprofesjonalny język mógł jak najbardziej mieć zastosowanie to w przyszłości jeśli miałby jakieś uwagi do innych odnośnie brzmienia utworu to raczej powinien umieć odpowiednio to zasygnalizować, a nie wiecznie polegać na Koreańczyku. Co do wywiadów to faktycznie w jego przypadku wystarczyłyby jakieś krótkie uwagi. Z początku zresztą i tak będą udzielać ich całą grupą, gdzie raczej najczęściej odzywa się lider, a dopiero po zdobyciu większej popularności musiałby udzielać jakiegoś samotnie. No, ale przynajmniej ma do tego jeszcze nieco czasu.
- Bardziej skłaniałbym się do falsetu, ale możemy spróbować obu wersji - odpowiedział.
Jeśli coś brzmiałoby naprawdę źle to pewnie wyłapią to nawet bez nagrywania, ale faktycznie lepiej mieć je pod ręką, żeby się jeszcze przekonać. Gdyby byli w studiu nagraniowym to nie byłoby większego problemu z dźwiękiem, ale bezsensowne było przenoszenie się do któregoś z nich skoro byli w środku treningu. Po krótkiej wymianie sugestii Ming wskazał starszemu odpowiednią linijkę tekstu, by mogli zacząć jeszcze raz omawiany wcześniej fragment. Tym razem jednak Du musiał się o wiele bardziej skupić na głosie Sunhwy, by rozpocząć własną partię w odpowiednim momencie, co było trudniejsze niż mogłoby się wydawać. W końcu musiał brzmieć czysto i wyraźnie, by nie zginąć gdzieś w tle.

_________________

Art is not what I create what I create is chaos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu Sunhwa

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t122-ryu-sunhwa http://trainee.forumpolish.com/t125-the-princess#127 http://trainee.forumpolish.com/t126-sunhwa
Wiek : 24
Wzrost i waga : 50/174.
Orientacja : homoseksualny.

PisanieTemat: Re: Sala treningowa #02U   Pon Sie 15, 2016 7:59 pm

Ukrywanie prawdy przed Mingiem byłoby o wiele łatwiejsze, gdyby młodszy chłopak jednak nie miał tej dodatkowej wiedzy na temat uzależnienia przyjaciela. Sunhwa zerwał z żyletkami już przed tym, o czym zresztą od razu Chińczyka zapewnił i co z łatwością udowodniły dawno zabliźnione szramy połączone z zupełnym brakiem nowych. Problem pojawiał się dopiero teraz, bo Ryu naprawdę znajdował się w miejscu, w którym ciężko było spojrzeć na sprawę obiektywnie, rozważając za i przeciw. Nie potrafił prosić o pomoc, ale też nie uważał, że jej nie potrzebuje. Przecież jedna jaskółka wiosny nie czyni, prawda? Nie miał powrócić do swoich samobójczych tendencji sprzed lat! Blizna, dwie czy nawet dziesięć więcej nie zrobiłyby najmniejszej różnicy… nie chciał się zabić, zbyt wiele osiągnął, znalazł jakiś sens w tym, co chciał robić. Zamiast tego potrzebował ucieczki od problemów, odskoczni od tego, z czym obcował na co dzień. A przecież sięgnięcie po żyletkę w naprawdę łatwy sposób miało wprowadzić go z tego dołka, w którym się znajdował. Zawsze tak było. Na samym początku ciął się, szukając ucieczki od szarej rzeczywistości, z czasem nauczył się wykorzystywać ból fizyczny, jako alternatywę dla bólu psychicznego. Przecież nie mógł zagłuszyć myśli tabletkami przeciwbólowymi, a jednak widok upływającej krwi i pieczenie sprawiały, że zupełnie o tym zapominał. Obecna sytuacja już teraz zaczynała go przerastać, dlatego w duchu dziękował, że Du nie jest aż tak podejrzliwy, jak mógłby być. Dopóki Chińczyk nie wiedział, dopóty Sunny nie musiał się martwić jego reakcją… teraz scenariusz, w którym młodszy orientuje się w sytuacji wprawdzie brzmiał prawdopodobnie, ale Ryu był zdeterminowany, żeby do niego nie dopuścić. Owszem, wiedział, że przyjaciel po prostu się o niego martwi… ale nie zasługiwał na to, nie potrzebował troski. Przecież doskonale wiedział, jak sobie poradzić ze sprawą. Chociaż oznaczać to miało kolejne blizny, Sunhwa gotów był zapłacić podobną cenę za spokój ducha i lepszą koncentrację na treningach.
Plotki dotyczące ich relacji były śmieszne, ale nie bez pokrycia. Patrząc na charaktery tych dwóch, ten scenariusz brzmiał najbardziej prawdopodobnie – wielu ludzi pokręciłoby głową, gdyby ktoś spróbował przekonać ich o tym, że Ryu i Du są ze sobą blisko nie tyle cieleśnie, co emocjonalnie. Chociaż znowu, większość trainee uważała ich za ostatnich drani, zdecydowanie woląc unikać tego konkretnego towarzystwa, z obawy przed ewentualnymi konsekwencjami. Co dość zabawne, bo przecież ani Sunhwa, ani Ming (no, może w odrobinę mniejszym stopniu) nie byli agresywni bez powodu. Nieprzyjemni w obyciu, chłodni i zdystansowani – jasne, ale w gruncie rzeczy całkiem nieszkodliwi, jeżeli nie nadepnęło się im na odcisk. To, że nie dopuszczali do siebie wielu indywiduów nie czyniło z nich potworów bez serca. Wręcz przeciwnie, bo nawzajem gotowi byli poświęcić naprawdę dużo.
Powiedzmy sobie szczerze… Sunhwa bałby się oddać mikrofon Mingyu czy Sungjoonowi, gdy przychodziło do ważnych wywiadów. Znając tych dwóch idiotów, mogliby doprowadzić do małej katastrofy kulturowej, bo nawet wychowani w Korei, czasami wyskakiwali z pomysłami, które sprawiały, że Ryu miał ochotę obu udusić albo przynajmniej wysłać jednorazowym samolotem na bezludną wyspę. Już wystarczył mu ten krótki Q&A przeprowadzony na pierwszym koncercie, po którym ochrzczono go „matką grupy” i chociaż było w tym sporo racji (w końcu czasami naprawdę zachowywali się z Du jak rodzice bandy rozwrzeszczanych dzieciaków), początkowo miał ochotę zabić Hwanga za zdradzanie tych, można powiedzieć, dość prywatnych szczegółów. A później człowiek dziwił się, że fanki tworzyły masę niestworzonych historii z nim i jego najlepszym przyjacielem w roli głównej!
Jak dla mnie w porządku – zgodził się z miejsca, ale chociaż ustalili już plan działania, wcale nie oznaczało to, że Sunhwa natychmiast odpali odpowiednią aplikację. Wręcz przeciwnie – należało jeszcze omówić tekst, przećwiczyć zgranie (z którym wprawdzie nie mieli większych problemów) i wprowadzić ewentualne poprawki. Zanim jeszcze zaczęli test, zdążyli powtórzyć ten sam fragment po kilka razy. Nie byli w studiu dlatego, że ich głównym celem nie było nagranie piosenki – teraz pracowali nad nią, to fakt, ale ostateczny kształt miała przybrać dopiero przy udziale całego zespołu. Tutaj dawali z siebie wszystko na zupełnie innym gruncie, a poza tym, nie mieli poprzestać tylko na śpiewaniu. Wycieczka do studia i bawienie się profesjonalnym sprzętem tylko po to, by przekonać się która wersja brzmi lepiej brzmiało jak totalne marnotrawstwo czasu.
Falset podoba mi się bardziej – przyznał, po odsłuchaniu obu nagrań. Ten sposób śpiewania dodatkowo podkreślił różnicę pomiędzy ich głosami, tworząc wyraźną granicę, a za razem osobliwą harmonię, bo pomimo tego kontrastu potrafili zgrać się nienagannie. Uśmiechnął się, słysząc ostateczną wersję. Naprawdę tworzyli idealny duet.
Zaśpiewamy całość od początku i możemy przejść do choreografii? – zaproponował, biorąc kolejny łyk wody. Opróżniał tę butelkę dość szybko… ale z drugiej strony, śpiewanie tak wysoko rzeczywiście wysuszało gardło i poniekąd je obciążało, dlatego tak ważnym było, żeby pilnował nawilżenia i rozluźniania mięśni, kiedy tylko miał ku temu okazję. Zwłaszcza, że przecież pracowali już od dłuższego czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Du Ming

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t200-du-ming http://trainee.forumpolish.com/t338-ming#587 http://trainee.forumpolish.com/t337-ming#586
Wiek : 25
Wzrost i waga : 186 | 68

PisanieTemat: Re: Sala treningowa #02U   Nie Sie 21, 2016 2:42 pm

Trzeba przyznać, że od kiedy Ming dowiedział się o przygodach Suna z żyletkami zaczął go nieco uważniej obserwować jakby zawczasu już się obawiał o to, że starszy może wrócić do tych przyzwyczajeń. Sam zresztą nie uważał tych dodatkowych szram za coś błahego. Po pierwsze: co będzie po debiucie? W końcu przyjdzie czas, że Ryu będzie musiał pożegnać się z długimi rękawami, a wtedy każdy ujrzy te stare i nowsze ślady. Fani są wyczuleni na każdy najmniejszy szczegół. Po drugie: nigdy nie wiadomo kiedy zadrży ci ręka czy po prostu za mocno przyciśniesz ostrze w niewłaściwym miejscu. Czasem popełnienie samobójstwa jest prostsze, gdy o tym nie myślisz i po prostu samo wychodzi, a tego na pewno nie chciał dla chłopaka. Postanowił, że na pewno doprowadzi go do pionu i sprawi, że osiągnie on pełne skupienie i koncentrację bez żadnych zapędów autodestrukcyjnych.
W sumie fakt. Skoro przez innych byli postrzegani za takich, którzy nie są zdolni do żadnych uczuć to ich relację można było tylko tłumaczyć na sposób fizyczny. Zresztą walczenie z takimi plotkami mogłoby być syzyfową pracą także po co dyskutować z tymi, którzy rozsiewali takie wieści. Co do fanfictionów to chyba dobrze, że Du nie korzystał z Internetu w taki sposób, by się na takowe natknąć. Jego reakcja na to jakie pairingi mogłyby z nim wymyślać fanki byłaby zapewne bezcenna...
Z tym rodzicielstwem to jeszcze mogło być, bo po debiucie fandom pewnie sam by ich okrzyknął mamą i tatą dla pozostałych członków grupy. Najgorsze byłoby, gdyby faktycznie mieli te osobne wywiady i nie dałoby się zapanować nad tym, co który z nich palnie. Bo tak grupowo to oczywiście zawsze można ograniczyć dostęp do wypowiedzi czy upomnieć przed udzielaniem wywiadu co do rzeczy, które trzeba powiedzieć, a od których się wstrzymać.
Faza przedtestowa jak widać też im trochę zajęła, ale zgranie i dobre wyczucie utworu musiało być idealne. Zresztą spotkali się po to, żeby dopracować swoje partie w większych szczegółach niż to robili na zajęciach grupowych. Przede wszystkim mieli też więcej spokoju i czasu, by wypróbować różne warianty.
- Też tak sądzę - odpowiedział, zgadzając się ze zdaniem przyjaciela. Przynajmniej udało im się wykonać dobry efekt dźwiękowy, który dodatkowo podkreślił w pewnym sensie artystyczny kontrast między brzmieniem ich głosów. - Może być.
Tym razem po ustaleniu szczegółów mogli bez większych przeszkód wykonać cały utwór z tym większym zaangażowaniem, że przecież wypadało zakończyć ćwiczenia w efektowny sposób, pokazując ich efekt. Ming skupił się nie tylko na odpowiedniej barwie, którą musiał przybrać jego głos, ale także na tym, by dobrze zgrać go z wokalem Sunhwy, a zwłaszcza w momencie, gdy miał się wkomponować w jego falset. To chyba była partia wymagająca od niej największej współpracy.
Przed wykonaniem choreografii Du musiał jeszcze zgotować Ryu małą rozgrzewkę, by uniknąć większych kontuzji także w ruch poszły wszelkie ćwiczenia rozciągające i mające na celu rozruszać stawy, a dopiero potem mogli przejść do tańczenia.
- Zaczniemy najpierw na sucho. Powoli i bez muzyki... - zwrócił się do przyjaciela, wykonując jeszcze ewentualne korekty w jego ustawieniu i postawie, które mogłyby się odbić na jakości wykonywanego układu.

_________________

Art is not what I create what I create is chaos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu Sunhwa

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t122-ryu-sunhwa http://trainee.forumpolish.com/t125-the-princess#127 http://trainee.forumpolish.com/t126-sunhwa
Wiek : 24
Wzrost i waga : 50/174.
Orientacja : homoseksualny.

PisanieTemat: Re: Sala treningowa #02U   Pią Sie 26, 2016 10:59 pm

Właśnie dlatego, odkąd tworzenie muzyki i kariera idola stały się realnym marzeniem, Sunhwa zaczął o wiele bardziej uważać na przedramiona. Od samego początku nie był na tyle głupi, by otwierać stare rany, a z czasem nauczył się także, że uda czy brzuch to o wiele lepsze płótno dla żyletki. Nie tylko sprawiało mu to więcej bólu, zapewniając też lepszą kontrolę nad sytuacją, ale było o niebo praktyczniejsze, gdy przychodziło do ukrywania szram. I tak też teraz, cienkie kreski na ramionach były już prawie niewidoczne, ukryte dodatkowo pod warstwą pudru czy innego kosmetyku miały ujść niezauważone nawet przed oczami najbardziej czepliwych fanów… przecież gdyby nie sprzyjające okoliczności i dekoncentracja Ryu, nawet Ming miałby problem coś zauważyć! Na drugi argument nie mógłby odpowiedzieć niczym. Kiedyś nie bał się śmierci, nawet jej pragnął, teraz znalazł rzeczy, które były warte tego, żeby o nie zawalczyć. Właśnie dlatego nie planował wycieczki na drugi świat i nadal jeszcze powstrzymywał się przed popełnieniem tego samego błędu, co parę lat wcześniej. Miał nieodparte wrażenie, że z żyletką byłoby mu o wiele łatwiej panować nad sytuacją, ale na razie jeszcze dzielnie się wstrzymywał. Plus, akurat podczas treningu z Du miał ważniejsze rzeczy na głowie niż samookaleczanie.
W wypadku Sunhwy nie chodziło nawet o przeszukiwanie internetowych odmętów – od tego mieli Mingyu, który jeszcze do niedawna z miłą chęcią informował Ryu o wszelkich nowinkach, jakie udało mu się odgrzebać. Z kolei Księżniczka, chyba troszkę zbyt przyzwyczajony do ignorowania niektórych głupich zachowań, przyjmował te rewelacje z przymrużeniem oka, jako nieodłączną część swojej przyszłej kariery. Chociaż znowu, Chińczyk był jeszcze innym przypadkiem, a chociaż jego reakcja na fanowskie opowiadania mogłaby dostarczyć całkiem komicznego materiału filmowego, lepiej było nie psuć mu humoru.
Praca w grupie jako całości miała dużo plusów – w końcu przed debiutem musieli zgrać się perfekcyjnie. Sunhwa nie zamierzał pozwolić, żeby ktoś negował ich zdolności wokalne, jak to bardzo często miało miejsce u początkujących artystów, którzy stawali na scenie z gotowym podkładem. Nawet jeżeli czekała go kariera idola, nie chciał być postrzegany jako kolejna ładna twarz pośród morza innych. Już teraz doceniano go za talent muzyczny i osobliwą barwę głosu, ale wciąż pragnął więcej. Pod tym względem był chciwy, ale wiedział też, że wpłynie to pozytywnie na ocenę ich zespołu przez ogół społeczeństwa… dlatego tak często naciskał na powtarzanie utworów do upadłego. Nie były to wprawdzie ich przyszłe piosenki, ale pomagały pracować nad zgraniem całokształtu. Niestety, z drugiej strony te szczegóły przy większej ilości głosów po prostu uciekały. Dlatego też spotykali się jeszcze osobno: chociażby dwójkami. Oczywiście w przypadku Ryu i Minga powody leżały jeszcze gdzieś indziej, nie tylko w dążeniu do perfekcyjnego występu na ewaluacji.
Ładnie – mruknął jedynie, kiedy skończyli ostatnie powtórzenie partii wokalnych. Chociaż wcale nie zmienili dużo, piosenka nabrała bardziej artystycznego wydźwięku, potęgując wrażenie tego wewnętrznego rozdarcia, które przecież chcieli przedstawić. Nic dziwnego, że po odsłuchaniu ostatecznych efektów, na ustach Sunhwy pojawił się lekki uśmiech. Na tym skończyła się część pod przewodnictwem Księżniczki, a zaczęło panowanie Minga. Jeżeli będą chcieli pośpiewać coś później, mają ku temu wolną drogę – tak, jak to wcześniej zaplanowali – ale priorytetem była ewaluacja.
Taniec należał do słabych punktów Ryu, kiedy chłopak stawiał swoje pierwsze kroki w show-biznesie. Od tamtego czasu niesamowicie się poprawił, jednak wciąż nie mógł powiedzieć, że jego zdolności są na poziomie Takuyi czy Minga. Właśnie dlatego starał się trenować pod ich okiem jak najwięcej. Otrzymanie aprobaty Du było zwykle dość trudne, co nie zmieniało faktu, że to właśnie do niej dążył, bo Chińczyk doskonale znał się na rzeczy. Nic też dziwnego, że bez słowa sprzeciwu przeszedł przez te wszystkie ćwiczenia. Nie narzekał nawet wtedy, kiedy młodszy pomagał mu w rozciąganiu się. Chociaż na dłuższą metę rozluźniało to mięśnie, w trakcie bywało całkiem bolesne. Zwłaszcza, że przecież jego nauczyciel był równym perfekcjonistom w kwestii tańca, co Sunhwa w kwestii śpiewu.
Jedynie skinął głową, akceptując zaproponowaną przez Minga formę treningu i ustawił się równolegle do niego, a przodem do lustra. Nie potrzebował zbyt wielu wskazówek co do odpowiedniej pozycji. Ćwiczył ten układ od dawna. Oczywiście wciąż zdarzały mu się błędy, ale starał się na bieżąco je korygować, dążąc do uzyskania tej płynności i lekkości ruchów. Chińczykowi zdawały się one przychodzić naturalnie, ale i w postawie Ryu widać było ogromną poprawę; szczególnie, że stawał się odrobinę lepszy z powtórzenia na powtórzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Du Ming

avatar

http://trainee.forumpolish.com/t200-du-ming http://trainee.forumpolish.com/t338-ming#587 http://trainee.forumpolish.com/t337-ming#586
Wiek : 25
Wzrost i waga : 186 | 68

PisanieTemat: Re: Sala treningowa #02U   Sob Wrz 03, 2016 7:34 pm

Jasne są te wszystkie pudry i inne ciekawe specyfiki, które pomagają ukrywać to, co powinno pozostać z dala od wzroku fanów, ale co jeśli jednak coś by poszło nie tak? W końcu skoro raz mu się noga powinęła to może stać się tak i drugi raz. Chociaż zapewne w towarzystwie Minga Sun zachowywał o wiele mniejszą ostrożność niż na co dzień, a i Du należał do niezwykle spostrzegawczych osobników jeśli akurat przychodziło do jego przyjaciół. Zresztą najważniejsze to, że chłopak pozbył się myśli samobójczych i znalazł sobie coś, co dawało mu siłę do dalszego życia. Chociażby te treningi, które potrafiły zająć tak człowieka, że cały świat odchodził gdzieś na dalszy plan.
Miał nadzieję, że nigdy nie natknie się na podobne twory w Internecie, ani Mingyu mu podobnych pod nos nie podsunie, bo wtedy faktycznie mogliby wygrać YouTube z filmikiem, gdzie Chińczyk reaguje na fanfiction. Tylko zapewne trzeba by było jeszcze nieco ocenzurować niektóre jego wypowiedzi, żeby nie raziły fanów. I chyba powinien lepiej zabezpieczać swój telefon, by taki Hwang nie udostępniał z jego konta podobnych opowiadań z jego udziałem. To byłoby najgorsze zło świata.
Jasne, że miała dużo plusów takich jak dobre zgranie nie tylko przy utworze, ale i rozwijanie umiejętności wspólnej pracy jako takiej. Przy okazji mogli też się bliżej poznać. Jednak jeśli chodziło o rozwijanie się w konkretnym kierunku to jednak lepsze były samotne treningi lub po prostu z jedną osobą towarzyszącą, która znała się na rzeczy i potrafiła pokierować zajęciami w odpowiedni sposób. Samorozwój w końcu też był ważny, bo kto by ich słuchał jakby byli beznadziejnymi wokalistami? Sam wygląd nie wystarczy, tak samo jak i taniec. Równie dobrze mógłby zostać modelem lub backdencerem. Po prostu musiał przyłożyć się do śpiewu, a nie mógłby się na nim dostatecznie skupić w towarzystwie całej grupy.
Ming skinął głową w geście podziękowania słysząc to mruknięcie, które było jak udało mu się dosłyszeć jakimś komplementem. Nie mogli się jeszcze rozczulać, bo wciąż mieli przed sobą wiele pracy, na której trzeba się skupić. Choreografia sama się nie zatańczy!
Oczywiście jeśli ktoś nie był wystarczająco wysportowany to nawet wydawałoby się proste ćwiczenia mogły się okazać bolesne lub w inny sposób nieprzyjemne. Jednak Du chciał zadbać o formę swojego kolegi i dlatego nadzorował rozgrzewkę, pomagając mu w momentach, które mogłyby sprawiać Ryu trudności.
W trakcie powtórki Ming uważnie obserwował ruchy Suna, który zaczął sam wyłapywać niektóre ze swoich błędów i starał się je poprawić samodzielnie. Niekiedy mu się udawało, co Du kwitował lekkim uśmiechem aprobaty, a innym razem musiał interweniować i pokazać mu jeszcze raz dany ruch oraz posłużyć radą. Całe szczęście, że Koreańczyk był pilnym uczniem i starał się czerpać jak najwięcej z treningów.
Po pierwszym odtańczeniu układu w nieco wolniejszym tempie i kilkukrotnym przećwiczeniu najbardziej problematycznych fragmentów, Chińczyk włączył podkład, by mogli tym razem zatańczyć choreografię w całości.

_________________

Art is not what I create what I create is chaos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala treningowa #02U   

Powrót do góry Go down
 
Sala treningowa #02U
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sala tortur.
» Sala balowa
» Sala balowa.
» Sala #69
» Sala grawitacyjna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: BRAND NEW SOUND :: Piętro -I-
Skocz do: